niedziela, 2 października 2016

Bitwa z czasem

Dokładnie w wigilię Bożego Narodzenia minie pięć długich lat odkąd byłem w związku z jakąś kobietą. Wydaje się to być niemalże nierealne, niemożliwe do osiągnięcia, ale życie i wybory płci pięknej bywają zwodnicze. Pomimo najszczerszych chęci, wielokrotnych prób przełamywania nieśmiałości wobec kobiet moje ostatnie lata w sferze intymnej można określić jednym słowem: "nie".

Próbowałem na różne sposoby: portale randkowe - te płatne i darmowe, koleżanki z pracy, znajome znajomych, kompletnie obce osoby na żywo. Nie raz próbowałem zaprosić bezpośrednio, niekiedy stawiałem na cierpliwość. Rezultat zawsze był ten sam - nie. Do dzisiaj nie znam powodów w tak wielkiej ilości porażek. Co gorsza nie widać na horyzoncie jakiejkolwiek poprawy. Jakbym musiał odkupić nieswoje winy w samotności. Może faktycznie nade mną wisi fatum.

Mówiąc też wprost - to oczekiwanie, te porażki, odmowy i ta cholerna cisza zniszczyły mnie. Nie jestem tym samym facetem co kilka lat temu. Jakby coś we mnie umarło. Czuję pustkę, nienawiść, furię i próżną zazdrość. Widząc na ulicy nawet pozornie szczęśliwą parę zbiera we mnie złość, bo z czystym egoistycznym sumieniem twierdzę, że to ja zasługuje na szczęśliwy związek. Po tych wszystkich zdradach, nieczystych zagraniach, które mnie spotkały uważam, że to ja powinienem być na ich miejscu.

Na koniec mogę powiedzieć, że jest mi z tego powodu cholernie przykro. Tak po prostu. Zwyczajnie przykro. Tym bardziej, że uważam siebie za szalenie inteligentnego, zabawnego, romantycznego i intrygującego faceta ze stałą pracą, z artystyczną duszą i szczerą chęcią słuchania. Uwielbiam długie spacery, rozmowy bez końca, kiedyś nawet podobno świetnie całowałem (aczkolwiek po tylu latach wręcz zapomniałem smaku kobiecych ust).

Czuję w środku, że trwa batalia o resztki tego spróchniałego bagna, które dyszy resztkami życia we mnie. Chociaż coraz częściej dochodzę do smutnego wniosku, że jeśli kiedykolwiek uda mi się zainteresować kobietę to nie będę potrafił stworzyć związku, bo moje wewnętrzne ja zdąży zdechnąć z pragnienia. Więc toczy się wojna z czasem, a patrząc z perspektywy na siebie to aż tylu lat mi nie zostało. Smutne to...