niedziela, 3 kwietnia 2016

Madium: Rozdział V (część VIII)

To pamiętam. Jego czerwone ślepia świeciły wśród mroku. Twarz zakryta tysiącem cieni. Emanował spokojem. Przyglądał się mojej osobie zaintrygowany. Jak mogłem go zdradzić? Jak śmiałem uderzyć pięścią w stół, tupnąć nogą o ziemię i odejść w swoim kierunku? Moja odwaga umarła z pierwszym uderzeniem. Skatowali mnie w starej cementowni. W starej cementowni!

Crane już wiedział gdzie musi się udać. To musiało być tam. Stary, porzucony budynek cementowni na Alley Park. Idealne miejsce na zasadzkę. Duży teren, kręty budynek i nikt od lat nie widział w okolicy żywej duszy. Detektyw wciąż pod wpływem transu wsiadł w samochód i ruszył na spotkanie.



- Czyli mam rozumieć, że pogwałciłeś regulamin policyjny jedynie przez przeczucie? I to przeczucie spowodowane drugą rozmową telefoniczną, którą nikt inny nie może potwierdzić. Nie ma ani jej ani poprzedniej w bilingach. Dużo nieścisłości z twardymi dowodami, nie sądzisz detektywie Crane?

Bystry wzrok nadinspektora odzwierciedlał umysł kryjący się za lustrzanymi odbiciami duszy. Perfekcyjnie wypunktował przeciwnika, ale nie oczekiwał odpowiedzi. Wręcz przeciwnie, chciał zagmatwać sprawę, rzucić cień niepewności.

- Dobrze. - dodał po chwili wyłączając równocześnie dyktafon – Zróbmy sobie przerwę.

Ironiczny uśmiech na twarzy funkcjonariusza doskonale podsumował zagrywkę. To było tak idealne zwieńczenie, że nawet Aleksander w duszy mu przyklasnął.

Przerwa potrwała godzinę. Obaj udali się w przeciwne strony miasta, aby coś zjeść. Każdy z nich lubił co innego. Starszy mężczyzna delektował się przy włoskich frykasach, a zajadając spaghetti zrobione przez Lucę Ormatziego w restauracji Włoska Ziemia dostawał dosłownego orgazmu podniebienia.

Crane z drugiej strony wolał typowe amerykańskie jedzenie w knajpie Rodeo gdzie podawali wręcz olbrzymich wielkości hamburgery ze świetnie przyprawionym mięsem. Popijając to gazowanym napojem z dużą ilością cukru mógł na chwilę odpocząć, nawet zapomnieć o toczącym się postępowaniu.

Gdy czas minął stróże prawa stojący po przeciwnej stronie palisady spotkali się ponownie w tym małym, klaustrofobicznym pomieszczeniu, aby doprowadzić to niby luźne, wstępne przesłuchanie do końca.

- Proszę. - włączył dyktafon, a Crane zapalił kolejnego papierosa w tym czasie – Proszę opowiedzieć co działo się dalej. Co pan zastał w opuszczonej cementowni. - detektyw wypuścił gęsty dym z ust i rozpoczął swą opowieść

*********
W końcu mogę to ogłosić. Stało się. Skończyłem pisać główną oś fabularną przy okazji podejmując decyzję o zmianie imienia i nazwiska głównego bohatera (tak narodził się Aleksander Crane). Teraz pozostaje czas na wszelkie korekty, ewentualne dodatkowe sceny. Jednak na blogu wciąż będę wrzucał nieobrobiony tekst, aby mieć co potem wrzucić jako całość. To tyle.