czwartek, 18 grudnia 2014

Przyjaciel

W wigilijny wieczór wszyscy chętnie zbierają się dookoła stołu i otwierają prezenty. Uśmiechy nie schodzą z napiętych twarzy. Zza oknem hula wiatr bawiący się białym puchem tworząc w powietrzu arcydzieła tylko na jedną chwilę. Radość jak jarzeniówka próbuje stopić chłód w sercach. Baśniowa wizja kolorowych świąt puka do zamkniętych drzwi. Echo ginie wśród kolęd wykrzykiwanych nutami atramentu, które pachną alkoholem.

Otwieram list od przyjaciela. To jedyna nowość pojawiająca się o tej porze roku w moim domu. Tradycja sięgająca czasów, gdy żyłem nieświadomy. Dziś moje błogosławieństwo stroi się w szaty przekleństwa. Widzę zbyt dużo, czuję zbyt dużo. Upijam się widokiem rzeczywistości i co noc morderczy kac wyrywa część rozumu.

„Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, przyjacielu! Mam nadzieję, że świat w przyszłym roku okaże się bardziej przyjazny. Ufam, że na czarnym tle pojawią się roztańczone świetliki. Może kiedyś żarówka zamieni się w prawdziwe słońce. Mógłbym tak bez końca wyliczać upiory chowające się w szafie, które tylko czekają na ludzką nienawiść, aby wyskoczyć. Jednak dobrze wiemy, że uporczywa cisza w tym jednym dniu, gdy gwiazda na niebie dumnie pozuje do zdjęć przestaje męczyć. Więc ciesz się tą jedną chwilą.”

Rzeczywiście dziwne to życzenia od lat powtarzane jak nieudane zaklęcie czarnej magii. Niemniej kto jeśli nie on zna mnie najlepiej. To niewyraźne pismo pochylone w prawą stronę drwi z przyjętych standardów. Nawet lekarze muszą w tym miejscu pochylić swe ciężkie głowy. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ten charakter pisma należy do mnie. Tak, ja jestem swoich własnym przyjacielem, który dostrzega świat w negatywnych barwach.

Jednak jest dzień w roku, który sprawia, że chociaż na chwilę odpuszczam. Siadam w samotności wśród własnych cieni i patrzę przed siebie. Cisza nie przeszkadza, pusty dom nie doskwiera, a ostre krawędzie rzeczywistości są łagodniejsze w dotyku.

Magia świąt istnieje. Nie są to rodzinne klimaty pełne hipokryzji i fałszywych dowodów zguby. To wewnętrzna pustka skłaniająca nas do przemyśleń, do umocnienia wiary i rozpalania na cały nowy rok tej malutkiej iskierki nadziei. Jedynie co mnie szczerze smuci to, że inni próbują podłączyć się na czas świętowania chociaż sami w ten dzień nie wierzą.

Niech więc trwa niedola, pech, smutek, gniew i pożądana nienawiść byleby w tym szczególnym momencie usiąść na chwilę i cieszyć się z perspektywy wieczności. Och mój przyjacielu, znów zmusiłeś mnie do rozmyślań. Tym razem wygrałeś... jak zwykle.