czwartek, 5 grudnia 2013

Haven City

Niczym Haven City, wyimaginowanego miasta z mojej niewielkiej serii książek świat jest mroczny, panuje ciężka atmosfera i wszystkie grzechy wracają do ludzi niewinnych. Jakby na horyzoncie nie było niczego innego niż gromowładca burza dudniąca niepokojącą symfonię. Życie nie ma żadnej wartości z mojego punktu widzenia. Ogołocone ze wszelkiej dozy radości i ciepłych promieni słonecznych. Odkąd ociężałe i czarne chmury pokryły niebo minęło kilkanaście miesięcy. Nie ma żadnej poprawy, żadnej iskierki na mrocznej palecie barw. Jestem tylko ja i demony krążące w moich żyłach.

Nie bez przyczyny pisze te słowa. Zbliża się kolejna rocznica mojej niedoli przeplatana biczowaniem z kolejnych porażek. Całkowicie odechciało mi się kolejnych prób. W końcu z czystym sumieniem mogę napisać jedno, pogodziłem się z losem. Dookoła mnie znajomi zakładają rodziny, biorą ślub, planują dzieci, tylko ja tkwię od lat w samotności bez żadnej przyszłości. I moim jedynym pragnieniem jest, by cały świat został pochłonięty przez ogień zazdrości. Aby zniszczył wszystko tak jak ja zostałem zniszczony.

Niech bestia się obudzi niczym zielone gówno przetaczające się w krwiobiegu głównego bohatera wędrującego po Haven City z rozgrzaną spluwą w dłoni. Niech pociski nienawiści świdrują w chaotycznym tańcu niewinne powietrze. Niech upadłe anioły zatrzepoczą smolistymi skrzydłami nad prochami nadziei. Może, gdy zawładną mnie tajemnicze wizje innego wymiaru odrodzę się jak feniks stojącym nad przepaścią i będę miał odwagę zrobić ten jeden, najważniejszy krok w życiu. Zamknąć oczy i uścisnąć otchłań niczym Michael Knight.