środa, 17 lipca 2013

Książka

- Ostatnio przeczytałem dobrą książkę. Swoją magią wkradała się przez szpary skostniałego serca i pobudzała do życia. Razem z bohaterami przeżywałem każdą chwilę, jakbym był razem z nimi i dotykał ich pięknego wnętrza. Widziałem nierówną walkę o balans dobra ze złem. Wycierałem łzy po policzkach, gdy upadali. Unosiłem usta ku górze tak jak oni głowę ku błękitnemu niebu. Czułem ich rozterki jakby słowa niekiedy mnie opisywały i jak szarańcza pędząca na żer dreszcze zostawiały blizny na skórze. Była tak dobrze napisana, że byłem wstanie wyobrazić sobie grzmoty w czasie burzy i bać się razem z tymi niesamowitymi postaciami. Byli jak żywi, ludzcy, pełni wad i niespójności. Jednak posmutniałem, gdy doszedłem do końcowych akapitów, gdzie szczęśliwe zakończenie przywitało mnie sumiennie.

- Dlaczego?

- W końcu to nadal tylko książkowa fikcja, a życie to nie bajka.