poniedziałek, 22 lipca 2013

Kraków 2013

To było moje czwarte podejście, aby zwiedzić to miasto i dopiero teraz udało mi się postawić stopę na krakowskiej ziemi. Podróż była męcząca (wg biletów 292 i 263km przejechane łącznie 16h!! licząc od wyjścia z domu w dwie strony), upierdliwa, przez dziwne, okrężne drogi, ale było warto. Jeden weekend, dwie noce, znajomi z różnych zakątków Polski i zabawa przednia! Improwizowany grill nad jeziorem, które kiedyś było kamieniołomem, rozmowy o głupotach i filozoficznych sprawach jak i sprawami związanymi czysto z grami. Dla mnie bomba!

Okazało się, że Kraków jest dużo ładniejszym miastem w mojej perspektywie niż (znów moja opinia) brudna Warszawa. Ma urok, czuć historię i klimat prawdziwej stolicy, chociaż dla mnie nadal numerem jeden jest Łódź (cóż, sentyment!). Mogę powiedzieć, że nie zapomnę tego wyjazdu, bo chociaż był krótki to jednak intensywny w pozytywnym znaczeniu.

Tym bardziej, że mogłem chociaż na trochę odpocząć od środowiska pełnego zgnilizny i fetoru. Niepamięć jest w swego rodzaju wybawieniem, a niewiedza lekiem na zło. Mimo wszystko to był najlepszy wakacyjny wyjazd w życiu, bo poznałem mnóstwo fajnych ludzi, a o całej reszcie tylko potwierdziłem dobre zdanie i uważam, że z niektórymi osobami znajomość może trwać dłużej niż zwykle, ale bez fajerwerków. Po prostu chodzi o długość.

Cóż, podsumowując, Kraków 2013 był miłą odmianą, nie żałuje i chcę kurczę jeszcze takich samych przeżyć. Optymistycznych, szalonych i improwizowanych nie licząc tego, że kilka razy musiałem zginąć grając w mafię (taka gra z magią, miastem i księdzem;p) i szare komórki od czasu do czasu mnie zawodziły, bo jak mogłem nie skojarzyć rozwiązania zagadki o człowieku, który kupił rybkę, zjadł kęs i się zastrzelił. Toż to banalnie proste! Ale jeśli chcecie poznać rozwiązanie to trzeba poszperać w necie, nie będę zdradzał niespodzianki. To tyle ode mnie.