niedziela, 2 czerwca 2013

Porozmawiajmy o książkach

Pisanie książek nie było moim marzeniem od lat dziecinnych co niektórych może zdziwić. Patrząc wstecz jako mały szczyl chodzący do podstawówki nie potrafiłem skleić poprawnie kilku zdań w jedną masę z myślą przewodnią, by gdzieś  w środku nie pogubić wątku głównego. Zmiany nastąpiły powoli niczym cierpliwa ewolucja składająca niczym puzzle kolejne komórki ze sobą. Zacząłem pisać wiersze, rymowanki, których dzisiaj nikomu bym nie pokazał ze wstydu. Z ogromnego zbioru mógłbym pochwalić się może pięcioma lepszej jakości.

Dopiero gdzieś w liceum zacząłem pisać więcej prozy, tworzyć opowiadania (w sumie jedno z takich krótkich historyjek było protoplastą dzisiejszego Michaela), dialogi, liczne sceny. Więcej czytać, więcej grać (to niezwykle pobudza moją wyobraźnię) aż w końcu będąc na studiach odpowiedziałem sobie na pytanie; co chcę w życiu robić? Pisać!

I tak powstała w bólach pierwsza książka, druga w tempie ekspresowym pojawiła się na rynku, o której mogę napisać, że jest pod każdym względem jest lepsza od swej poprzedniczki. Widzę ewolucję, nadal trwa i trwać będzie do końca życia literackiego. Nie ważne czy ten żywot będzie niszowy, doceniany tylko przez nielicznych koneserów czy przez tłumy fanek. Ważne, że taką drogą wybrałem.

Jednak nie chciałem o tym. To tylko długi wstęp do myśli przewodniej. Napisać książkę i wydać ją nie jest trudno. Naprawdę w dzisiejszych czasach można wiele osiągnąć nie patrząc na jakiekolwiek wydawnictwa. Trudniejsza sprawa to sprzedaż. Zauważyłem, że nie ważny jest poziom twojej książki, to może być arcydzieło światowej literatury, ale bez stosownej reklamy łamiącej opory ludzi się nie sprzeda.

Tym ciężej, że w dzisiejszych czasach ludzie mniej czytają. Wolą telewizję i tym bardziej smutne, że wybierają programy ogłupiające tworzące z nich istne kukiełki bez własnego zdania. A jeśli taki jak ja wydaje książkę poważną, brudną, wulgarną, niekiedy z ciężką atmosferą i przede wszystkim ambitną, muszę sobie zdawać sprawę, że zniszczyć lodowy mur niechęci będzie trudniej, bo ludzie nie lubią myśleć. Zauważyłem, że ludzie unikają, wmawiają sobie, że życie składa się tylko z dobrych chwil. Jednak bestia jest w każdym z nas.

Nie będę w tym miejscu marudził, bo naprawdę uważam, że moje książki trzymają solidny poziom i z biegiem fabuły zaskakują czytelników. To nie jest ich wina, że nie wędrują od ręki do ręki. Nie każdy lubi taki styl, nie każdy lubi czytać mroczne opowieści do poduszki. Tym bardziej, że nie jestem mistrzem reklamy, nie mam kontaktów w telewizji czy w gazecie, aby pokazać światu mojego Michaela. Z biegiem czasu może to się zmieni. Może nie. Żadna opcja nie jest wykluczona.

Jednak co chciałem przekazać? Uważam, że każdy musi spróbować. Wpaść na pomysł, stworzyć dokładny plan działania, napisać książkę i wydać ją. Do popularności potrzeba szczęścia, nie talentu pisarskiego i nawet gorszy tekst sprzeda się liczniej od lepszego, ale bardziej ambitnego dzieła. A co jeśli nie wyjdzie? Pisać dalej, chociażby do szuflady i ewentualnie spróbować w przyszłości. Wiem jedno, nie warto się poddawać i trzeba realizować marzenia.

---> kolejny wywiad, tym razem w sferze blogowej <---