poniedziałek, 24 czerwca 2013

I nie było już nikogo: Madak

Nikt nie zadawał żadnych pytań, gdy powoli siadali na swoich miejscach przy stole. Każdy z nich miał własne podejrzenia, myśli krążyły jak sępy przy padlinie. Czternastu śmiałków, czternaście miejsc przy stole i tyle samo małych, uśmiechniętych posążków bacznie stojących wśród wielu wykwintnych dań.

Służba na pytania kiedy zjawi się gospodarz nie potrafiła odpowiedzieć. Była jednak na tyle wierna, że obsługiwała gości z różnych wymiarów na tym tajemniczym przyjęciu. Wszyscy w kompletnej ciszy zaczęli jeść. Nie było takiego samej potrawy dla chociażby dwóch osób. Każdy z honorami otrzymał swoje ulubione danie. Madak, pierwszy bohater tej opowieści uwielbiał dobrze przyprawioną rybę skropioną delikatnie cytryną.

Opisywał siebie jako przybłęda, gdzie w swoim wymiarze traktowany był niczym mały karzeł na królewskim dworze. Potrafił jednak wykorzystać swoje niekorzystne położenie i był swego rodzaju mistrzem informacji. Nikomu jednak nie sprzedawał, nie dzielił się pozyskanymi faktami. Wykorzystywał je tylko dla własnych celów.

Zapisał się do organizacji Celestial Lust po siedmiu latach bycia w innej, silnej gildii. Był wierny, przywiązywał się do ludzi, chociaż jego charakter był szorstki, niekiedy nieznośny, a jego poczucie humoru mogło docenić niewielu to był znany, że nie opuszcza tak łatwo znajomych, którym oddał wiele, chociaż sam niewiele posiadał. Jak mówił, jest jeszcze młody, wciąż może osiągnąć jakieś cele, spełnić swe marzenia. Może poniekąd dlatego skusił się na zaproszenie.

Nie była to klarowna postać. W latach młodości trafił na wpływowe towarzystwo, które wydrążyło w jego duszy ślady. Zostaną one do końca życia jako blizny błędów młodości. Był jednak na tyle zaradny, że wydostał się z początkowego bagna i rozpoczął dzielne próby studiowania. Człowiek wrażliwy, ciężko znoszący porażki był na tyle silny, aby wyprostować swój los. Nie wstydził się, że był przybłędą. To był jego wybór, jego sposób na ukrywanie swej tajemnicy.

I tak mógłbym opowiadać, gdyby nie to, że chwilę po kolacji wydarzyło się coś dziwnego. Coś, co przerodziło ten wieczór w upiorny spektakl chorego umysłu. Tuż po obfitym posiłku wszyscy udali się do salonu. Tam spostrzegli gramofon. Nie każdy widział takie urządzenie w swoim wymiarze, ale zgodzili się jednogłośnie, aby włączyć cudo techniki i posłuchać brzmienia muzyki.

-Witam wszystkich zgromadzonych – zamiast spokojnej melodii usłyszeli złowieszcze nawoływanie do tragedii jak wilki skowyczy do księżyca oznajmiając ofierze, że zaczął się czas polowania – Pewnie zastanawiacie się dlaczego was tutaj zebrałem. Czternastu obcych sobie ludzi – dodam tylko od siebie, że to aż takie oczywiste nie jest, ale sprostuję to w dalszej części opowieści – zostało zaproszonych na tydzień pełen wrażeń i taki będzie! To mogę obiecać. Zacznij jednak od pierwszej niespodzianki. - rzekł podekscytowany jakby sam nie mógł się doczekać ich reakcji na prezent zmieniający wszystko

Goście zmienili się w posągi. Słuchali tego mrożącego krew w żyłach głosu jakby ktoś ich perfidnie zahipnotyzował. Nikt nie zwracał uwagi na to co dzieje się za plecami. Chociażby śmierć po pierwszego z nich przechadzała się wokół tych nieszczęśników. Jakby ocierała się o ich skórę to oni i tak tylko słuchali dalej.

-Madak. Jednostka nadzwyczajna. Masz tyle samo przyjaciół co wrogów. Znam ciebie lepiej niż ktokolwiek inny. Znam twoją tajemnicę i twoją przyszłość. Czarne chmury zebrały się nad twoją gildią i widzisz jej los w czarnych barwach? To smutne, ale i godne podziwu, że trwasz w tym z nadzieją na lepsze czasy. Marzy ci się wymiar gdzie byt o nazwie Polska dumnie wypina pierś, a ty sam jesteś szlacheckiego rodu. Brzmi patriotycznie, obłędnie. Jednak grzechy trzeba spłacić, a ty będziesz pierwszą ofiarą.

Każdy z mimowolnych słuchaczy z przejęciem oczekiwało na kolejne mroczne słowa i nikt nie zauważył, że przy kominku Madak, przybłęda, który potrafi sam z siebie się śmiać i bawić ludzi nietypowym poczuciem humoru snuje się po podłodze z pianą na ustach. Jego ciało pozbawione własnej woli wywija się w różne pozy. Drgawki są oznaką nadchodzącej śmierci. Kości zostały rzucone, a krew pierwszej ofiary nadały kształt powstającej historii. I nikt w tym szaleństwie nie zauważył brakującej figurki na stole. Zostało trzynastu...