sobota, 25 maja 2013

Koszmar Michaela Knighta



Skurwiel żyje w każdym z nas. Wiem co mówię, bo poznałem was i siebie. Gnijąc w swoim osnutym złą sławą biurze miałem czas na rozmyślania. Wiele obrazów z przeszłości przemknęło przed moimi oczami jak przejeżdżający pociąg. Są głośne, nieznośne i charczą jak stary dziad podczas szczytowania. Nigdy nie byłem bohaterem ze starych książek wypolerowany cnotą i harmonią. Już dawno skąpałem się w gównie tego świata. Poznałem prawdziwe jego oblicze, śmierdziało stęchlizną naiwnych trupów ułożonych na dnie zatoki.

Jeśli chciałeś przeżyć, musiałeś się dostosować. Nie ma innej drogi. Trzeba chwycić kij bejsbolowy i ogarnięty ciemnością napieprzać wszystko co chce się do ciebie zbliżyć. Brak w tym świecie zawładniętym mamoną bezinteresowności. Wystarczy chwila nieuwagi, by opuścić gardę, a jakiś inny desperat maluje twoją krwią podłogę w twoim domu. Nic nie jest błahe, gdy dotyczy to ciebie. Nikt ci nie pomoże. Zapomnij o dobrym Samarytaninie, chociaż zdarzają się tak nierealne wyjątki, że głowa puchnie i wybucha sarkastycznym śmiechem.

Brodziłem w gównie po same kolana. Przypominało to bagno, które z całych sił próbuje ciebie ściągnąć na sam dół piekielnych omamów. Nie ma powrotu, nie jesteś Bogiem czy bohaterem z opowieści, który pomimo początkowych niepowodzeń zdobywa szczyt, niszczy zło i żyje w legendach opowiadanych na dobranoc nieświadomym dzieciom. Życie jest o wiele krótsze. Jeden strzał, kula w łeb i zdychasz. To jest życie.

Dam wam jednak jedną radę. Nigdy nie będzie aż tak źle, aby nie było gorzej. Sam mam się o tym niedługo przekonać. Poznać co to prawdziwa apokalipsa w świecie pełnym sprzedajnych kurw, ścieków płynących po obu stronach ulic i apartamentów podwieszanych za chmury, gdzie pleśń przeżarła kręgosłup moralny. Oto kontynuacja historii Michaela Knighta.