poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Nienawiść potrafi budować

Miesiąc od pewnej deklaracji szybko minął. Strumienie potu, zmęczenie i ból mięśni jak i łomot serca były na poziomie dziennym. Dziś nie zmieniło się dużo. Nadal strugi potu ciekną z czoła i innych rejonów ciała podczas ćwiczeń. Jednak nie poddaje się. Widzę już pierwsze efekty p90x. Jestem silniejszy, bardziej wytrzymały i otula mnie mniejsza warstwa tłuszczyku tam gdzie jest zbędny. Nie jest to jeszcze idealna forma, ale nie powiedziałem ostatniego słowa.

Ogólnie sam siebie zadziwiam, że jestem wstanie znaleźć nie tylko czas, ale również chęci i włączyć odpowiedni film z zestawem ćwiczeń na dany dzień i trenować wytrwale razem z instruktorami. Nie myślałem, że przetrwam aż tyle, a tym bardziej, że będę chciał więcej to znaczy mniej (tłuszczu). Już teraz jestem wstanie zatuszować niedoskonałości pod ubraniem i wyglądać w miarę schludnie. Należę jednak do typu ambitnego, który chce osiągnąć to co założył. Płaski, naprawdę płaski brzuch, wyprofilowana klatka piersiowa i ogólnie wzmocniona kondycja, tak aby (jeśli się pojawi) w lato móc bez problemu i wstydu zdjąć koszulkę. Tak dla siebie.

I mógłbym kontynuować gadkę na temat diety (przeplatanej raz w tygodniu lodami^^), ćwiczeń i ogólnej fascynacji zdrowego ciała, ale przyszło mi do głowy, że zaczynam się zmieniać, a może nawet odkrywać siebie. Zauważyłem to nie tylko przy ćwiczeniach, ale też przy drugiej książce, która niczym rozpędzona burza najprawdopodobniej zdąży do majowej premiery. Moja systematyczność wzrasta, jest pewniejsza i dodaje mi kopa na rozpęd. To nie do wiary jak szybko jestem wstanie pisać mając na uwadze w jakich męczarniach przyszło mi tworzyć pierwszego Michaela. Dziś to brzmi jak koszmar, a nie codzienność.

Brakuje jeszcze impulsów, mroczne myśli nadal krążą jak sępy dookoła mnie i szepczą, abym dziś zrobił sobie przerwę. Jednak gdzieś znajduje siłę, motywację do działania. Realizuję plany, które wcześniej przygotowałem, a i niekiedy dokładam dodatkową cegiełkę do budowli. Raz się żyje. Świat przez to się nie zmienił. Jest ciemny, ponury i straszny, ale ja się powoli zmieniam.

Jednak raczej nie spodziewajcie się przeczytać, że powoli wygrywam z ciężką depresją. Raczej idę w drugim, niezbadanym kierunku. Zaczynam się z nią oswajać i chyba to co napisałem wyżej jest rezultatem tego. Nadal jestem nieszczęśliwy, nadal potrzebuję kobiety i masy sukcesów i to przez duże "S", by wyjść z tej otchłani, ale w pewnym sensie negatywne emocje potrafię przemienić w coś dobrego. Kiedyś rzekłem w rozmowie i to teraz się sprawdza w metaforyczny sposób. Nienawiść potrafi budować.