poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Burza

Wszystko co widziałem, słyszałem w moim życiu oraz wszystko co wiem nie ma już znaczenia przed nadciągającą burzą. Widzę jak snuje się po horyzoncie wielka, mocarna. Raz po raz przeszywa jej ciało najjaśniejsze światło jakie człowiek może podziwiać. Huk tego cudu wstrzymuje bicie mojego serca. Płuca nieśmiało zatrzymują wymianę tlenową. Tysiąc wojennych bębnów jak złowrogi marsz wojenny niczym mała mysz chowa się przed jej potęgą.

Ja nie uciekam. Nie ma sensu, nie ma już czasu. Wiem, że za parę chwil wypełnionych zadumą skończę w jej śmiercionośnych ramionach. Nie panikuję, nie biję się z myślami. Moja sentencja równomiernie i harmonijnie układa się w głowie. Jestem spokojny. Grzmoty dudniące w rozdygotanych uszach są jak niezwykła cisza. Cisza przed burzą, która przygotowuje nas na nadejście najgorszego.

Chwilę przed uderzeniem otwieram swe ramiona niczym skrzydła, by pofrunąć wraz z majestatem. Raduje mnie ta myśl. Po raz pierwszy w kącikach ust pojawia się drobne drganie, szczere i prawdziwe jak diament wśród połaci kurzu. Przez jedną chwilę, ułamek czasu tak niewielki, że w skali wszechświata nigdy nie powstał dziwne, pozytywne uczucie przepełniło moje ciało wraz z duszą. Ta satysfakcja, że przez moment byłem naprawdę wolny.