poniedziałek, 11 marca 2013

Keelah se'lai.*

Niektóre przemyślenia wracają jak echo udanych decyzji. Przez jeden moment budują inspirujący przebłysk na naprężonych ustach. Wtedy człowiek wie, że postąpił słusznie kiedy dusza z piskiem ucieszona chwytała się nowej inspiracji. Ta właśnie inspiracja jak narodziny supernowej zostały w pamięci i pchnęły mnie tam gdzie obecnie jestem. Na swojej ścieżce życia. Krętej, ciężkiej, przepełnionej sarkazmem rzeczywistości, ale własnej i niepowtarzalnej.

Jak małe dziecko we mgle poruszam się na lodowej powierzchni. Bycie pisarzem w cieniu wielkich to droga pełna wyrzeczeń. Ja uważam, że pomimo niepowodzeń, niezbyt dużej sprzedaży to ta ścieżka jest słuszna, bo wyjątkowa. Przepełniona kreacją, marzeniami, wyobraźnią. Robię to co kocham, układam puzzle ze swojej głowy na kartce papieru. Przeżywam historie własnych bohaterów, bo tak jak oni tak i ja błądzę pośród ciemności. Jednak zła się nie ulęknę.

Zastanowiłem się jednak co doprowadziło mnie do tego szczytu, na którym buduje powoli pomnik trwalszy od spiżu. Odpowiedź przyszła sama, nieproszona, ale miła i pełna dobrego humoru. Ostatnie dlc do Mass Effect 3. Jak rzekli autorzy to pożegnanie Shepparda i jego ekipy. Właśnie te urodziwe, przesympatyczne dialogi postaci, które nigdy nie istniały obudziły we mnie inspirację. Pragnę tworzyć bohaterów, którzy też będą uczyć, bawić i wypełniać przestrzenie międzykomórkowe natchnieniem tak jak to czynią od lat imiona z gier.

To właśnie gry, które niejednokrotnie mają lepsze fabuły niż większość książek zbudowały moją fortecę snów, gdzie spełniam fantazje. Jak doktor Frankenstein tworzę dzieła w burzliwą noc. Głowa huczy od pomysłów, ciało drży podczas pisania, serce niejednokrotnie chce powstrzymać umysł przed kolejną sceną, lecz fabuła idzie dalej. Ja idę dalej. Nie ma już odwrotu, bo wiem czego chcę w życiu robić. Chcę być magiem, który dopisuje kolejne wersy w swojej symfonii, bo nie sztuką jest egzystować po najmniejszej linii oporu. Trzeba żyć zgodnie z poetycką nutą, którą wpierw trzeba odnaleźć. Tak właśnie interpretuję qauriański zwrot, który widzicie w tytule.

by the homeworld i hope to see someday*