czwartek, 7 lutego 2013

Noir na wesoło

Deszczowa noc zmywała brudy tego miasta. Zgnilizna rozrastała się w krwiobiegu tuż pod stopami jej mieszkańców. W cieniu posępnych wieżowców, gdzieś na zapomnianych peryferiach mieściła się restauracja. Właściciel ledwo wiązał koniec z końcem. Błędne koło długów doprowadzało go powoli do obłędu. Jednak w tej paranoi było uzasadnienie, mafia zawsze odbiera swoje długi, chociaż nie ma żadnej mafii. Zawsze to powtarzali. Nie ma żadnej mafii!

Niezbyt wysoki mężczyzna z sianem na głowie miał już zamykać swoją budę niedoli, gdy w progu zjawił się on. Dobrze zbudowany w eleganckim, szytym na miarę garniturze. Gdy wszedł głębiej do pomieszczenia jego twarz okazała się być poniszczona, lekko zdeformowana. Właściciel przyjrzał się posępnemu spojrzeniu. Od razu rozpoznał kim jest przybysz. To pracownik, który tutaj szkolił swój fach pięć lat temu. Pytacie czemu miał zdeformowaną twarz i łysiejącą potylicę? Cóż, wyławiał frytki zębami.

- Pamiętasz mnie starcze? - rzekł ociekającym złością głosem. Nie wyleczył swojego gniewu przez tyle lat. Został wyrzucony z pracy tylko dlatego, że pomimo dziwnych praktyk z frytkami, to on wciąż uwodził większą ilość kobiet. Ciężko powiedzieć co było jego fenomenem. Poczucie humoru, dystans, nielegalna broń Mela Gibsona w spodnia, a może po prostu bawił się światłem i cieniem na tyle skutecznie, że damy nie potrafiły dostrzec jego uroków.

Miał jeden cel. Zemścić się na byłym pracodawcy. Wyciągnął gnata. Zimna rufa palca wskazującego celowała prosto w serce naszego restauratora. Ten wstrzymał strach. Wiedział, że musi to rozegrać na spokojnie. Tak jak to robił niezliczoną ilość razy z ulicznymi komornikami. Opanowując zatem wewnętrzne emocje podszedł do napastnika.

Gdy był już w odpowiedniej odległości od drżącej dłoni ustawionej w kształt broni gwałtownym ruchem... rozpłakał się.

- Nie zabijaj mnie! - mężczyzna w garniturze zdrętwiał. Takiego pokazu rozpaczy dawno nie widział. Wtedy też zrobił coś niepokojącego, niespodziewanego przy akompaniamencie błyskawic na zewnątrz. Pomimo tego, że to było dziwne, na swój sposób było miłe.

Pewnie pytacie się co się stało? Odłożył broń i szybkim ruchem objął starca i pocałował go z języczkiem. Właściciel się nie opierał. Był zbyt zaskoczony. Po wilgotnej sytuacji napastnik oddalił się od miejsca zbrodni. Gwałciciel duszy już nigdy się nie pojawił w zapomnianej przez Boga dzielnicy, a nieczysty starzec co noc dławił się sytuacją, o której nie mógł już nigdy zapomnieć.

*********
---> Michael Knight <--- Przypominam, że w sprzedaży znajduje się moja książka. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z dziełem :)