wtorek, 13 listopada 2012

Syn marnotrawny

Liche, ciągle łaknące światła słowa wciąż mają moc przyciągania strudzonego wędrowca, który zagubił własne ja pośród tysięcy ognistych oczek skąpanych mroczną aurą. Pomimo kolejnych pęknięć na posągu egzystencji wciąż pragnę tego miejsca. Gromowładnym głosem pisanych słów potrzebuje wykrzyczeć wszystkie żale. Potrzebuję stworzyć świat spokojny, pozbawiony oślepiającej światłości, bo gdzie światło tam i cienie żerujące na powątpiewającej duszy starca. Więc wracam jak syn marnotrawny z opuszczoną głową do spalonej ziemi, do zburzonych mostów, do opuszczonej twierdzi samotnie stojącej w towarzystwie wyschniętych konarów drzew. Oto jestem, słabszy niż kiedykolwiek, wątpiący jak nigdy przedtem, lecz spragniony słów jak człowiek okryty okruchami desperacji.

Wciąż czuję magię każdej litery. Serce wygięte w nienaturalny kształt przez złowieszczy sztorm, który odejść nie chce nadal bije w rytm literackiej ignorancji i zadufania. Jedna myśl potrafi rozbudzić historię giganta zanurzonego w wieczny sen. Tym chyba jestem. Mały, bezbarwny człowiek stojący w ciemnościach ubrany jedynie we własne słowa. Więc niech nastanie magia mroku.