sobota, 22 września 2012

Lot Ikara

Miał być to kolejny zwykły dzień rodziny Bergsów. Zapracowany ojciec jak to miał w zwyczaju każdego ranka maczał suche usta w aromatycznej kawie czytając swoją ulubioną gazetę z dnia poprzedniego. Opuszczona, odizolowana matka i żona od samego rana krzątała się po domu i zapełniała plan domowymi porządkami. Ich córka, która wkroczyła w wiek wiecznej buntowniczki na "dobre" rozpoczęcie weekendu zawsze odgryzała się swoim rodzicom i wychodziła trzaskając drzwiami. Tak miało być i tym razem. Miało być.

Nikt ze skupiska obcych ludzi mieszkających pod jednym dachem nie zauważył brakującego elementu w rodzinnej układance. Ośmioletni Rolando żyjący na skraju magii i rzeczywistości zniknął bez śladu w piątkowy wieczór. Zapomniany, zepchnięty na skraj rodzinnej hierarchii  nie wzbudził zainteresowania pozostałych osób. Jednak do drzwi państwa Bergsonów nerwowo ktoś zapukał przerywając monotonię wyobcowania.

W drzwiach stał wystraszony, młody policjant, który na pierwszy rzut oka dźwigał ogromne brzemię. Zmroził swoimi słowami ognistą atmosferę co chwila próbując złapać odpowiedni rytm oddechu. Niezręczną ciszę przerwał maniakalny ryk matki. Słowa ustawione w żałobny szyk wyzwoliły bestię pokrytą niezliczoną ilością płatów łez. Siostra upadła na ziemię i w szlachetnej ekstazie przemieniła się w kobietę, a ojciec pracoholik pod dotykiem klątwy zamienił się w posąg.

Ciało Rolando znaleziono u stóp wzgórza z przywiązanymi do ramion liśćmi. Serce małego podróżnika marzyło od zawsze, aby wzbić się w powietrze i poczuć wolność niczym ptak tańczący na strunach wietrznej melodii. Chłopiec odziany w ogromne pokłady wyobraźni, wycofany ze społeczeństwa wskoczył w ciemną otchłań, by pogrążyć się w wieczny sen bez bólu i cierpienia. Dziecięca naiwność zapomniała o tragicznym prawie świata dorosłych. Nie każde marzenie jest na tyle silne, by unieść nas w przestworzach. Nie każdy z nas ma skrzydła, by latać...