piątek, 20 kwietnia 2012

Opowiastka

Szkarłatny głos na lazurowym podniebieniu unosi żałosne licho ponad ludzkie troski. Karmi egzotycznym erotyzmem nadgniłe sarkazmy. Trwoni piaskowe życzenia w cielesnej klepsydrze. Ugina kruchą linię czasu na pejzażu błękitno-czerwonych lagun w złocistym blasku spadającej gwiazdy. Drwi z podmokłego ognia tarzając się w wilgotnej sadzy brudnych kłamstw. Szydzi z iskrzących tęczówek gasząc o bladym świcie winogrona tętniące w krwistym potoku bębna, a wszystko to w majestacie własnego, przekoloryzowanego prawda wyrytego na łuskach smoczego grzbietu.

Między zabawą emocjami w świetle karmelowej świecy a powagą stumilowej procesji małych skrzatów niosących labiryntami ludzkiego umysły posągi szarych mogił ciemna istota niepostrzeżenie oplata swymi korzeniami kolejną ofiarę. Ściska w pornograficznym tańcu iluzji cząsteczki atomów i zlizuje grzeszne myśli ze słonej skóry. Karykaturalna skorupa rumieni się fioletowymi odcieniami, by niczym gorzkie od prawdy sumienie przepaść w otchłani świata cyferek.

Wystawiona na monetarne promieniowanie dusza łka piskiem jaskrawej dziewicy. Chaos kapitalistycznych regułek niczym echo pierwotnego głosu szkarlatyny przeplata baśniowe opowiastki z purpurowym jesionem węża. Pod koniec mrocznego rytuału kapłan ze schowanym swym odbiciem w cieniu poniszczonego kaptura wbija sztylet w rozdygotane ciało. Ni krzty słodka maź zalewa wygłodniały posag demonów o dziecięcych twarzach, a pusty manekin spuchnięty od szarych odcieni obrazów pustoszących się w niebycie zajmuje wcześniej przygotowane miejsce w nieboskim planie.