czwartek, 1 marca 2012

Zanikająca martwica

Samotne serce gna przed siebie. Donikąd. Wzdłuż lazurowych wybrzeży. Z pokerową twarzą uwodzi kolejne przypływy bezpańskich słów. Zgrabnie mija powietrzne turbulencje. Rościna martwą skórę ostrymi krawędziami nutek. Pędzi w szaleństwie. Obawiając się konsekwencji spowolnionego rytmu nie zwalnia tempa. Pozostawia po sobie białą smugę na tle szaro-błękitnego nieba. Rysuje na wielkim płótnie historię swojego życia zawsze wracając na sam początek. Słowa tracą sens w harmonicznej pogoni za życiodajnymi kroplami burzy. Tętno wzrasta, pobudza ciało, nakłania do ucieczki przed zgnilizną. Smród zjada samego siebie przez niedostatek ofiar. Cała paleta chaosu. Niekontrolowanego. Impulsywnego. Dzikiego.

Zagubione iskry zaczynają płonąć niecierpliwością. Spojrzenie nabiera kolorytu. Krew przybiera żywe barwy pożądania. Głodne jak wilcze stado zmysły budzą się w pierwszych blaskach prześwitu. Węch smakuje pierwsze kęsy zielonookiej przystawki. Słuch filtruje enigmatyczne wiadomości z odległych krain. Włoski na ramionach prostują się wyczekując końca melodii zepsutego zegara. Język nienaturalną pozą chrzci zastygłe wargi, a dusza roztwiera okna na całą szerokość horyzontu. Pragnienie to brak akceptacji. W dalszych reakcjach powoduje przeciążenia systemu i nieodpartą chęć wojny. Ta doprowadza do ostatecznego rozstrzygnięcia. Obiekt eksperymentu ożywa.