środa, 28 marca 2012

Everybody needs somebody...

Jednym ruchem zatrzymuję wskazówki zegara. Czas zwalnia jak rozpędzona lokomotywa. Zamykam oczy pośrodku niczego. Zmywam z siebie zatłoczone emocje i wkładam je do niewielkiego pudełka. Odkładam na bok. Nabieram powietrza i wstrzymuję oddech. Serce łomocze coraz głośniej. Krew rozbija się na zakrętach. Udaję, że nie istnieję na tym świecie. Zrzucam przygniatający płaszcz i nago wchłaniam ulewny deszcz. Rozpościeram skrzydła i daję się porwać złowieszczemu huraganowi. Usta skrzywiam w postać półksiężyca. Są takie dni, gdy dusza chce krzyczeć, lecz wargi otumanione pszczelim nektarem nadziei śpią. A ja wraz z nimi. Miotam swą skorupą na dziesięć tysięcy kierunków świata. Rozrywam płachtę stumilowych wzniesień. I w kącikach zamkniętych luster zbieram słone żale samotności. Wiosenny dotyk wydaje się być klątwą w postaci trzygłowej hydry, bo ciągle na nowo wyrastają pragnienia. "Everybody needs somebody to love"...

*********

Pomimo kapryśnego nastroju panującego w moim sercu niczym wyścig zbrojeń na rollercoasterze nie mogę narzekać na ogólny humor. W końcu z czystym sumieniem pochwyciłem natchnienie i wyciskam wszelkie możliwe soki spijając je nad wirtualnym piórem. Również systematycznie odrabiam swoją własną pracę domową pod postacią codziennych ćwiczeń, które pomimo ogólnego bólu i zakwasów dodają psychicznego kopa. Wszystko idzie w dobrym kierunku, no... może prócz tego najważniejszego.

*********

Musicie mi wybaczyć, ale sentyment i w końcu poprawione komentowanie skłoniło mnie do powrotu na stare śmieci :)