sobota, 18 lutego 2012

To jest długa noc...

To jest długa noc w iskrzących zorzach pokrywających frywolne tańce umysłu z sercem. Powietrze ociężałe przez lubieżne endorfiny. Ociekam niezbadanym chaosem kosmosu. Szczątki dawnych fortec układają się w pasma wietrznych gór. Tworzą niezapomniane spektakle. Grają hucznie w duszy rozsyłając w najdalsze zakątki mgławic rozchichotane słowa. Czarne portale pozyskują możliwości. Czerń miesza się z krwistą czerwienią. Rysują pradawne znaki w suchym spojrzeniu. Rodzi się bestia w tętniczych zakrętach. Mięśnie napinają się. Rozciągają. Wiercą się rozjuszone na firmamencie ścianek komórkowych. Szaleństwo zapisuje ryciną kolejne akta mego przedstawienia.

Czuję w swoim wnętrzu niepohamowaną, dziką i zwierzęcą radość. Jestem jakby nieokrzesaną energią buntującą się prawom natury jednocześnie będąc budulcem własnego istnienia. Poddaje się namiętności chwili. Żądza karmi wygłodniałe żywioły, wilgotnymi ustami smakuje zakazane słowa. Piórem obrysowuje szmaragdowe rysy szlachetności. Ożywiam własne barwy. Smugą czasoprzestrzenną rysuje kolejne skrawki tęczowych przypowieści. Czuję to. Nadchodzi tsunami wątków, akapitów, słów i liter. Wszystko w jednej chwili. Kulminacyjny chaos zewnętrzny, a w szklanym ciele jedynie harmonia. Echo spokojnego oddechu zmienia się w spadające gwiazdy. I w całej tej kaskadzie nieuchwytny jest sens.