sobota, 29 lipca 2017

Podróż

Nie jestem jakoś wstanie opuścić tego miejsca na zawsze. Nie potrafię spalić tego ostatniego mostu. Długo mnie tutaj nie było, chociaż o powrocie myślałem już od dłuższego czasu. Każda próba kończyła niemal identycznie - głupie wpatrywanie się w przerażającą biel, której nie potrafiłem wypełnić armią czarnych orędowników słów. Wciąż przeraża mnie ta pustka. Ogarnęła mnie i stłamsiła. Doprowadziła do przedziwnej krainy beztalencia, braku chęci, czasu i sposobności. Jednym zdaniem - nie jest dobrze. Chociaż, czy kiedykolwiek tak szczerze było?

Powróciłem do pisania. Tego bardziej ambitnego. Tworzę powoli, mozolnie i bez przekory mogę stwierdzić, że z dużym bólem molarnym. Raz jest lepiej, raz gorzej. Niekiedy sam siebie oszukuje. Zdania nie są tak świetne jak być powinny. Przypominają swym kształtem karykaturę czarodzieja, który usilnie próbuje odzyskać władzę w dłoniach. Myśli raz po raz uderzają o kant rozczarowania.

Bezgraniczna otchłań zwana samotnością nie ułatwia zadania. Nie uciekam już od ludzi, nie zamykam się w czterech ścianach, ale tłumy wręcz potęgują uczucie bezsilności. Nie uruchamiając swego ego jestem wstanie stwierdzić jedno - przez lata udoskonaliłem swe aktorstwo. Raczej nikt nie podejrzewa, że za uśmiechem stoi złamany człowiek, który ewidentnie nie radzi sobie w życiu. Dla mnie wciąż świat jest wypełniony mrocznym niezrozumieniem. Nie jestem wstanie pojąć jego zasad, struktury. Jawi się jako bezkształtny koszmar podsycający moją nienawiść.

Może dlatego nie jestem wstanie rozprostować skrzydeł i ponownie bezkarnie unosić się na wysokościach wyobraźni. Czuję wyraźny ciężar niemocy. Chciałbym przerwać piekielnie zły krąg tego ból i znowu odżyć. Wyczekuję dnia, w którym znowu mógłbym swobodnie tworzyć historie, opisywać bohaterów, kreować świat. Poczuć się jak czarnoksiężnik tworzący wspaniałą symfonię słów. 

Powiadają, że każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Więc... niech ten wpis będzie tym mistycznym krokiem do uzdrowienia - nie życia - lecz natchnienia. Nie liczę na szczęśliwe zakończenie, na przerwanie samotności. Już nie walczę z tym. Pogodziłem się z porażką. Natomiast z utratą tworzenia - to bym usilnie pragnął odzyskać. Więc może ta wyprawa będzie udana? Któż wie.

1 komentarz:

  1. lubię Cię czytać:) wierzę że Twój talent zostanie doceniony i kiedyś będą o Tobie mówili w szkołach - o ile nie nastanie apokalipsa zombie :)

    OdpowiedzUsuń