sobota, 3 grudnia 2016

Złamane pióro

Wykuty w dolinie plugawych myśli demon, który narodził się w łonie ciemności przybył do mnie tuż po trzech uderzeniach zegara późną nocą. Zapukał złowrogo w karmazynowe drzwi. Sędziwe deski zaskrzypiały pod naciskiem przeszywającej grozy. Pisk jak mały skrzat przeleciał przez pokój ujarzmiając kolejne gasnące świece. Zbudził truchło.

Wstałem nieprędko ze swego grobu cały zdrętwiały, obolały. Niepewność schowała się wzdłuż przerw między łączeniami w podłodze. Grzeszna ciekawość uniosła blado liche ciało znad jaskrawej przepaści. Nogi powoli przyzwyczajały się do ciężaru. Zapomniały czym jest lekkość. Stanąłem niezgrabnie przygarbiony własną przyszłością i spojrzałem na drżącą klamkę. Gość się niecierpliwił. 

Spod drzwi z niewielkiej szpary dostrzegłem gęstą zawiesinę tańczącą jak nieprzenikniony dym nad ogniskiem. To nie śmierć, nie anioł, nie zmora, a dawny przyjaciel mnie odwiedził. Nawet powietrze w tamtej chwili smakowało tak dobrze jak za dawnych lat. Jakbym przywołał trwogę i lament magicznych słów, których tak dawno już nie słyszałem.

Moje popękane usta nie potrafiły wymówić tego co chciałem. Zgnieciony umysł przez gniew, żal nie kontrolował zmysłów. Myśli płoche zawędrowały zbyt daleko, by je na nowo gonić. Więc jak posąg z szkarłatnymi łzami jedynie obserwowałem nadciągający zamęt, gdy spróchniałe od nicości drzwi ugięły się po raz ostatni w swej niedoli. Wtedy wkroczył do pustki, którą sam zostawił on - wspomniany demon, ciemność, mrok.

Me oczy zaświeciły się czarną żądzą, gdy pochwycił mnie mocarnymi rękoma. Czułem jak smolista maź wlewa się w najdalsze zakątki duszy, a serce znów pompuje niemalże zastygłą krew. Nie wybaczyłem sobie, że odszedłem z dni wątpliwej chwały. Nie wybaczyłem zuchwałej ucieczki lenistwem przed wyobraźnią. Gorycz i niemoc zrzuciły mnie w najjaśniejszy punkt niebytu i zniszczyły za przyzwoleniem.

Demon, o którym wspominam jak brat, jak przyjaciel, jak bohater z dawnych czasów odnalazł mnie na skraju życia i śmierci sztuki tworzenia. Wciąż nie czuję dawnej siły. Mózg dziurawy jak ser krwawi za każdym pociągnięciem wirtualnego pióra. Ciało wciąż upada pod ciężarem chorej, niewymuszonej ambicji, ale oczy... Oczy znowu palą się ciemnością, talentem skrojonym z szaleństwem. Chyba raz jeszcze rzucam wyzwanie światłości, tej pustej bieli. Niech nadejdzie gwieździsta noc, bo mrok, mój stary przyjaciel przekuł na nowo me złamane pióro.

3 komentarze:

  1. ja z takimi potworami walczę czekoladą;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tu z nikim nie walczę. Ten "demon" to moje natchnienie.

      Usuń
    2. czasem natchnienie może być równie złowieszcze jak i potwory:)

      Usuń