wtorek, 6 grudnia 2016

Final Fantasy XV





Są takie historie, które rozpędzają się jak stara lokomotywa. Podobnie jest z najnowszym Final Fantasy XV i historią księcia Noctisa i jego wiernych przyjaciół. Są momenty, szczególnie w początkowej fazie gry, że możemy nie zrozumieć motywacji bądź będziemy świadkami zbyt idiotycznie urwanych wątków (czemu Gladio odszedł chwilowo z drużyny? Wydaje mi się, że można było pociągnąć ten wątek, a nie urywać go w sposób najbardziej dziwaczny – wrócił, ok, idziemy dalej. Serio?).

Pomimo rażących błędów fabularnych końcówka historii nadrabia zaległości zaciągnięte na samym początku przygody. Na pewno scenariusz tej odsłony FF nie należy do największych zalet produkcji, ale mając na uwadze całokształt przynajmniej nie przeszkadza w przyjemnym spędzaniu czasu przy tytule. Ja z niecierpliwością czekałem na koniec, by zobaczyć zwieńczenie całości. Byłem autentycznie zaciekawiony jak to wszystko się skończy.

Nie byłem rozczarowany. Jakby nie patrzeć da się zżyć z bohaterami, a nawet z głównym antagonistą, który jest szalenie intrygującą postacią. Sam jego wygląd, styl poruszania się i tajemnicza motywacja do pchania głównych bohaterów do przodu sprawiają, że nie łatwo go zaszufladkować niemalże do samego końca. To ogólnie dla mnie najjaśniejsza postać w całej grze. Zawsze, gdy pojawiał się na ekranie telewizora miałem wypieki na twarzy jak zgrabnie potrafił wszystkimi manipulować.

Jednak główni bohaterowie jak Noctis i jego kompani Gladio, Ignis oraz Prompto też mają swoje momenty, które uważam, że zbyt często zostawiano dany wątek w próżni w niewyjaśnionych okolicznościach. I to chyba największy zarzut co do fabuły – ucinanie wątków. Napisałem wcześniej o Gladio, nie pociągnięto pochodzenia Prompto. Najdłużej trzymał się Ignis, ale tutaj rozwiązanie z przeczekaniem dziesięciu lat też mnie nie satysfakcjonuje. Na szczególną uwagę zasługuje również Lady Lunafreya, wyrocznia, która musiała nosić brzemię mrocznej wiedzy.

Nie będę pisał o kwestiach technicznych, ogólnym gameplayu, bo jak zwykle interesują mnie wyłącznie kwestie fabularne. Historię Noctisa po upadkach i wzlotach mogę polecić wszystkim fanom dobrych FF. XV może początkowo wygląda pokracznie w swej historii, ale z biegiem czasu coraz mocniej przykuwa do telewizora. Sprawia, że po pewnym momencie zapominamy o zadaniach pobocznych, by poznać kolejne zapisane karty tej historii.

Mając w głowie historię przedstawioną w filmie fabularnym FF: Kingsglaive całość można i powinno oceniać pozytywnie. Lubię przygody, które nie kończą się krystalicznie szczęśliwym zakończeniem, gdzie gracz, a także uczestnik tych wydarzeń ma miejsce na własną interpretację. Podsumowując, jestem zadowolony, że mogłem być świadkiem historii króla Noctisa.

3 komentarze:

  1. ja FF oglądałam film dawno dawno temu. ale nie pamiętam już co kto z kim i dlaczego:) z gier z tej serii nie grałam;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda część jest o innych bohaterach w innym świecie;p Polecam film FF: Kingsglaive. Świetna jak zwykle animacja.

      Usuń
    2. z animacji mam fazę ostatnio na Shera znowu:D

      Usuń