sobota, 4 czerwca 2016

Medium: Rozdział VIII (część II)

- Nareszcie! Syn marnotrawny wrócił do miejsca swych narodzin.

- Jak to w ogóle możliwe?

- Łatwo było tobą manipulować, bracie. Byłeś łatwowierny – w czasie dłuższego monologu podszedł do wyczerpanego Aleksandra i odebrał mu broń – Naprawdę uwierzyłeś, że morderca może komunikować się tobą poprzez wizje?

- Nie rozumiem.

- Czemu skończyłem się bawić w chowanego?

Detektyw coraz mocniej był przygniatany przez nadciągającą katatonię wizji i obrazów. Jak fala tsunami sunęła na horyzoncie zdarzeń wciągając po drodze wszelkie grzechy przeszłości, brudy tego świata zebrane w tym miejscu przez rytuał okultystyczny. Ta wiedza pozwoliła Benowi niemalże wygrać bitwę niemalże od samego startu.

- Widzisz, planowałem to od dawna. Zawsze interesował mnie tytuł najdoskonalszego mordercy. Gdy ty umrzeć, a umrzesz na pewno, nikt nie będzie wstanie udowodnić, że to ja popełniłem te zbrodnie. Morderstwa doskonałe to takie, gdy przepisze się je komuś innemu. Komuś kto pod presję sumienia popełnił samobójstwo. I tu dochodzimy do najwspanialszej części programu. Nie będę musiał niczego pozorować, bo autentycznie strzelisz sobie w łeb.

Słowa jak małe, rozgrzane igły wbijały się w osłabione ciało detektywa. Po części nie dowierzał napływającym z ust mężczyzny sentencjom. To było jak koszmarna baśń zjadająca własny ogon. Te wszystkie rady, nauki o manifestacjach, rozmowy o bzdurach przy piwie w jednej chwili straciły sens istnienia. Jakby nigdy nie miały miejsca w przeszłości.

Mistrz Marionetek pochylił się ponownie nad swoją ofiarą, wyjął z kieszeni flakonik z zieloną substancją i podsunął pod nos. Odór unoszący się z tej mazi odrzucił glinę, który wylądował na ziemi dupą podpierając się równocześnie dłońmi zza plecami.

- Coś genialnego! Substancja wzmacniająca doznania, gdy jest się po drugiej stronie lustra. Zabawne jak człowiek może natknąć się przez przypadek na coś zupełnie genialnego i zapomnianego. Teraz – wstał z piersią dumnie wysuniętą do przodu – musisz wybrać: przyłącz się bądź powstrzymaj mnie, jeśli wciąż uważasz, że masz wybór!

-Wybór, wybór, wybóóóór… - echo ostatniego słowa dręczyło rozgrzane do czerwoności zmysły. Obrazy wcześniejszych wizji przenikały się nawzajem tworząc breję zwątpienia. Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Jego ciało odmawiało posłuszeństwa, chociaż miał wrażenie, że porusza się płynnie.

Próbował się wyrwać z tego przedziwnego więzienia. Jego emocje rozgrzały się do czerwoności osiągając szczyty bezsilności. Ciało upiora, w którym obecnie siedział Crane trzymało poręczną piłę używaną w czasie amputacji kończyn. Kilka zastygłych kropel krwi pamiętały poprzedniego nieszczęśnika.

Detektyw, który mógł jedynie swobodnie operować oczami po rozejrzeniu się po pomieszczeniu zauważył leżącego człowieka na zimnym blacie stołu. Nagi mężczyzna był przytomny i próbował się wyrwać ze skórzanych więzów, którymi był przywiązany. Kolejne, tym razem dokładniejsze przyjrzenie się pacjentowi pozwoliło na zebranie kilku dodatkowych informacji.

Ktoś, zapewne to ciało, w którym Aleksander się znajdował, wykastrował przerażonego chłopaka. Zabieg ten nie należał do tych perfekcyjnie wykonanych, a sama przypalona rana wyglądała obrzydliwie. Wciąż w powietrzu unosił się smród spalonego mięsa drażniącego nozdrza. Liczne siniaki wskazywały na brutalne pobicie gołymi pięściami. Co potwierdziło pokaleczone kostki na dłoniach sprawcy.

1 komentarz:

  1. fajnie że nie przebierasz w słowach:) jak ma boleć to boli, jak się spada na dupę to się spada:D

    OdpowiedzUsuń