czwartek, 26 maja 2016

Medium: Rozdział VII (część IV)

- Znasz Bibliotekę Magii? - kompletnie zignorował słowne zaczepki. Doskonale wiedział, że tym razem nie miał żadnych argumentów przemawiających za nim

- Tam chyba pracuje twój znajomy. Chwila… - jego głos nabierał emocji. Drgały razem z napływającą chwilą świadomości – Ten skurwysyn…

- Tak, najprawdopodobniej tutaj był. - przerwał mu Crane – Chciałem oficjalnie poprosić o wsparcie, niech technicy tutaj jak najszybciej przyjadą. Mają całą masę rzeczy to zbadania.

- A twój znajomy?

- Nie wiem. Tutaj go nie ma. Jedynie głupi liścik z jeszcze głupszą zagadką. - w drugiej ręce trzymał wspomnianą notatkę i przyglądał się jej uważnie ze wszystkich stron oglądając znalezisko jakby było dziełem sztuki

- Nie wiem jak ty znajdujesz te miejsca, ale dobrze. Dobrze, że zadzwoniłeś. Zaraz wyślę ekipę. Tylko nie rób nic głupiego! - warknął po przyjacielsku na sam koniec martwiąc się o glinę

- Dzięki. - z zimnym akcentem przerwał rozmowę i odłożył do kieszeni komórkę – I co ja mam z tobą zrobić? - zapytał się śmiało liściku tak jakby oczekiwał odpowiedzi od kiepskiej jakości enigmy

Policjant pokręcił się dookoła nieskutecznie próbując znaleźć punkt zaczepienia. Niestety tym razem głowa odmawiała posłuszeństwa. Tkwił w bezsilności kilka minut. Współpracownicy wciąż byli w drodze, a czas dłużył się niemiłosiernie. W końcu oparł się o ścianę i osunął się na podłogę. Raz jeszcze przeleciał wzrokiem po ciemnym pomieszczeniu.

Ponownie chichot porażki zastukał o meble. Zastukał ponownie. I raz jeszcze. Metafora zaczynała się spełniać. Podniósł głowę do góry i w objęciach czarnych cieni zauważył ruch. Nienaturalny, sztywny, który nie pasował do ludzkich odruchów. Spojrzał na swoje dłonie. Były suche jak piaski Nevady, którą uwielbiał odwiedzać.

- Wszystko się psuje – mruknął pod nosem – Nawet wizje nie trzymają się już reguł.

Z cieni wyszedł mężczyzna stworzony z czarnej mgły. Kontury falowały delikatnie. Jego czerwone ślepia drążyły tunel w stronę siedzącego Aleksandra. Ten drugi był zaciekawiony. Całość majaczyła się realnością i tylko jedna wyrwa tamtego świata odwiedziła go jak starego znajomego.

- Bez strachu patrzysz na mnie. To mi się podoba. - jakby puste echo nieznanego głosu wydobyło się z tajemniczej postaci, która od czasu do czasu na dosłowną chwilę wyginała się w jedną stronę i wracała do poprzedniego stanu. Przypominało to jakby wygięcie w czasoprzestrzeni. Potrafiło zahipnotyzować zwykłego człowieka

- Czego ode mnie chcesz?

- Nawet się nie pytasz kim jestem?

- A odpowiedziałbyś mi?

Nie sposób było dostrzec jakichkolwiek oznak emocji na bezkształtnej twarzy zjawy, ale detektyw poczuł wewnątrz siebie śmiech płynący wprost od człekokształtnego cienia. Zerwał się gniewnie na równe nogi ciągle trzymając zagnieciony liścik w dłoni.

Każde mrugnięcie Aleksandra sprawiało, że stwór znajdował się minimalnie w innym miejscu. Jakby przesuwał się w prawo i w lewo, być może również lekko do przodu i do tyłu za każdym razem, gdy detektyw na chwilę zamykał oczy. Tym samym bawił się w nieokreśloną zabawę z medium.

- I co z nim zrobisz? - ponownie tajemniczy gość zadziwił człowieka wysyłając mu dawkę kolejnych emocji, by ten wiedział, że mówi o wiadomości na kartce papieru zostawioną najprawdopodobniej przez samego Mistrza Marionetek.

- To raczej nie twój interes. - odpowiedział srogo

- Tu się mylisz. Starasz się dogonić moich bogów.

Natychmiast po tych słowach zuchwałemu glinie zaświeciły się jak wielkie neonowe żarówki oczy. Skojarzył bezbłędnie sugestię wynikającą z wypowiedzi. Była tak zuchwała, trywialna, że nawet ślepy potknąłby się o nią w słoneczny dzień.

- Próbujesz zrozumieć zamiast zaakceptować. Och, wy ludzie małej wiary.

- Moja wiara…

- Twoja wiara nie istnieje! - jak grzmot zatrząsł ścianami tak mocno, że tynk w kilku miejsca runął na ziemię – Widzisz, ale nie dostrzegasz. Patrzysz się, ale nie wierzysz. To jest wiara. Ten świat jest zaślepiony ułudą umysłu. Spuszczono na was kotarę ignorancji i tkwicie w tym aż wasze mięso zostanie zjedzone przez robaki. To nazywasz wiarą?

Crane podszedł bliżej do cienia. Ten przestał migotać na tle swych mniejszych współbraci. Jego kontury stały się wyraźniejsze, a ogień w ślepiach nabrał sił unosząc końcówki ognistych języków poza oczodoły. Nikt z nich nie chciał odpuścić. 

- Co widzisz, gdy patrzysz się w moje oczy schowane zza ścianą piekielnej nienawiści? - kontynuował dalej swoją wypowiedź – Nie możesz być aż tak nędznym człowiekiem, by tego nie zauważyć. Poeto, pariasie, nędzniku wykaż się rozumem małpim i rzeknij co widzisz w lustrach mej duszy!

I detektyw zajrzał przez migawki, by ujrzeć las ciągnący się aż za horyzont. Posępne drzewa jak monumenty nędzy stoją pośród nocy. Wicher ostrzega nieproszonych gości waląc w zwisające z gałęzi dzwony. Melodia huczy targana przez sumienie.

Chwila ciemności i człowiek dostrzega kolejny obraz. Siostry i bracia ubrani w przedziwne stroje w szaleńczej ucieczce starają się odgonić złe demony – policję. Serce krwawi, zjawy buczą, mrok ściska scenę za gardło.

- Stumilowy las. -wyszeptał medium wiedziony przez kłamstwa przeszłości

- To tam się wszystko zaczęło i zakończyć musi. - wtórował mu demon – On i ty, dwóch różnych bogów, ten sam diabeł, a cudzych bogów mieć nie będziesz przede mną!

- Creek Valley nad jeziorem Savannah. - zrozumiał i zaakceptował – To właśnie tam dokonaliśmy aresztowania sekty, która brutalnie zamordowała Victora Normana. Czemu wciąż do tego wracasz? Kim jesteś? I czego tak naprawdę oczekujesz ode mnie? - Crane zastanawiał się nad tożsamością i prawdziwymi intencjami Mistrza Marionetek.

Gdy wypowiedział nazwę ponurego miejsca zjawa rozpłynęła się w powietrzu. Niemalże niezauważalnie opuściła zamyślonego funkcjonariusza prawa, którego na nowo pogrążyła przeszłość. I po chwili zrozumiał, że tę sprawę musi dociągnąć do końca samodzielnie. Zbyt dużo pytań zostało rzuconych na wiatr, by pozwolić im umrzeć zanim wydadzą na świat odpowiedzi.

Nie myśląc racjonalnie zacisnął klucze od samochodu i ruszył przed siebie pędząc z grzechami na ramionach przed siebie. Tu tak naprawdę skończyła się historia detektywa policyjnego, a rozpoczęła podróż w głąb czeluści.

5 komentarzy:

  1. aghrrrr czerwone ślepa język ognia :D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą do połowy czerwca na blogu będzie koniec książki wstawiony;p

      Usuń
    2. ha:D mogłeś zacząć od końca;p ja tak zawsze książki czytam ;p

      Usuń
    3. Czytasz książki od końca?;p To chyba lubisz spojlery ;p

      Usuń
    4. no:D taka przywara moja;p walcze z nią i nic!

      Usuń