sobota, 7 maja 2016

Medium: Rozdział VI (część VI)

- Ból musi być nie do zniesienia. - rzekł trywialnie – Ale jestem pewien, że poczułeś co to strach. Piękne to uczucie, nieprawdaż? Znów na chwilę poczuć się jak człowiek, a nie jak chodzący bękart Boga. Ale znaj moje miłosierdzie – uniósł wysoko ostrze w karykaturalnej pozie – Uwolnię ciebie z tych więzów. Zabiorę ciebie przed oblicze diabła! - z całych sił uderzył prosto w serce

- Nie! - usta detektywa przemówiły rozpaczą, a on na nowo poczuł swoje ciało. Oddychał płytko i nerwowo.

Zajęło to dłuższą chwilę, gdy stabilność emocjonalna pozwoliła mu na ocenę sytuacji. Stał nad grobem odziany w prześliczny, idealnie dopasowany garnitur. Dół nie był zakryty ziemią, a trumna nie zdążyła zamknąć na wieczność światła dla denata. Spojrzał intuicyjnie na leżącego sztywniaka. W tej chwili nie było to niespodzianką. Zauważył siebie ubranego w ten sam strój jaki ma teraz na sobie. Spokojna twarz wywołana falę zazdrości błyskawicznie stłumioną znajomym głosem kobiety. Intuicja!

- Brakowało mi ciebie. - ucieszył się z tego, że chociaż jeden podpunkt zaczął zgadzać się z całą listą prawd na temat manifestacji

- Mogłabym rzec to samo. Stałeś tak dobre kilka minut w bezruchu. Czułam pustkę. Zamiast ciebie stał posąg pozbawiony duszy. - Crane zastanawiał się gdzie w takim razie się znajdował przez ten cały czas

- Hej! - zniekształcony głos ciągnący ostatnią literę przerwał delikatną rozmowę – Nie zapominajcie o mnie! - twarz zniekształcona szaleństwem zdradzała demona ukrytego w sobowtórze

- Kolejna wyreżyserowana wizja od Mistrza Marionetek? - ignorując dziecinną mimikę szaleńca Aleksander zwrócił się do głosu intuicji

- Nie. - poważny ton nie zapowiadał nic dobrego – To coś mroczniejszego. Nie jestem wstanie wyczuć czym to jest. - każda część ciała drżała na różnej częstotliwości tworząc w ten sposób przerażającą grę aktorską na scenie okropności

Tylko spojrzenie potwora wyróżniało się. Skupiony był na detektywie. Oceniał, przyglądał się uważnie. Jakby chciał przeniknąć przez kruche ciało i wejrzeć w głąb duszy. Znaleźć wszelkie szczegóły. Oczy również zdradzały inteligencję. Dostrzegł to Crane. Cała ta śmierdząca otoczka była tylko zasłoną dymną.

Jedną zagadkę błyskawicznie rozwiązał funkcjonariusz na temat całego przedstawienia w postaci podskakiwania w trumnie. Problem polegał na tym, że ów monstrum nie było sztucznym włamem w manifestację Lalkarza tylko oddzielnym bytem. Właściwe pytanie brzmiało; kim bądź czym jest tajemniczy przybysz?

- Jesteś głupszy niż myślisz. - brzmienie głosu drastycznie się zmieniło. Niemalże idealnie imitowało Aleksandra w tym scenicznym sarkazmie

- Czego ode mnie chcesz? - przyglądał się uważnie wszelkim oznakom jakiegokolwiek ataku ze strony poczwary

Wiatr zadudnił przelatując przez pusty pień stojący niedaleko na cmentarnej ziemi. Samo miejsce nie wyróżniało się niczym szczególnym. Niskie, oszczędne nagrobki ustawione w idealnej odległości od siebie w kilkunastu rzędach. Blade słońce leniwie przebijało się na tle jaskrawego nieba.

- Ile razy mam tobie powtarzać sedno całej zagadki? - odrzekł z goryczą spowodowany gniewem wyczuwając, że detektyw nie stara się zbyt mocno – Jest takie powiedzenie. Zanim prawda założy buty na nogi to kłamstwo zdąży obejść pół świata. Jesteś taką prawdą, a ja jestem takim kłamstwem. Problem polega na tym, że jeśli światło zgaśnie ciemności już nie rozgonisz. Więc musisz wybrać: złam drewno i przyłącz się bądź podnieś kamień, i zgładź mnie. Nie mam innej drogi wędrowcze.

Oboje, Crane z intuicją słuchali uważnie słowa pchane przez prawdę. Nie było w nich żadnej kropli przekłamania. To najbardziej intrygowało medium, że demon lśni jaśniej w swoich słowach niż anielskie stosy.

Zanim jednak mógł odpowiedzieć na ciekawą wypowiedź sobowtóra cały świat manifestacji zgasł i rozpalił się na nowo. Jakby ktoś wyłączył światło w pokoju i po chwili ponownie je zapalił. Funkcjonariusz poczuł drżenie pod stopami. Chwilę potem mrok kolejny raz na krótki czas zapanował nad obrazem.

- Co się dzieje? - zapytał poruszony sytuacją

- Ktoś ciebie próbuje wybudzić. - znowu oboje pomyśleli o tym samym. Mistrz zatęsknił się za swym uczniem. Jednak prawda była zgoła odmienna.

Gdy zapadła bezkresna ciemność wizja dobiegła końca. Zrodziła mnóstwo niewyjaśnionych pytań, a nie zdołała odpowiedzieć na nic konkretnego. Chociaż, kto wie, może to bohater patrzył nie w tą stronę gdzie potrzeba?

1 komentarz:

  1. oj tak bez bólu i opisów cierpień nie ma dobrej książki ;D

    OdpowiedzUsuń