środa, 11 maja 2016

Medium: Rozdział VII (część I)

Ciemność została przeszyta tunelem bieli. Lśniła tysiącem gwiazd. Wchłaniała z każdą upływającą sekundą cząsteczki mroku, ale nie drażniła oczu. Była tam jakby czekając na swego bohatera, by wyprowadzić go z amoku ciemnoty. Zbliżała się jak nadjeżdżająca lokomotywa rozpędzona do granic rozumowania.

Głęboki wydech przebudził ciało z uśpienia. Crane otworzył oczy, a jego górna część uniosła się na kilka centymetrów do góry i upadła ponownie na łóżko. Starał się błyskawicznie odzyskać kontakt z rzeczywistością. Pełen niepewności chwycił prawą dłonią krawędź legowiska próbując podnieść się na tyle, aby móc spróbować wstać i zatrudnić rozleniwione nogi. Poczuł jednak na ręce ciepły dotyk. Rozpoznał go.

- Amelia? - zachrypnięty głos nie ukrywał wycieńczenia swego właściciela

Miał rację. W szpitalnym pokoju obok niego siedziała Amelia Call. Kobieta o ponętnych kształtach, nieprzeciętnej urodzie i dość krótkich, czarnych włosach. Jej naturalny urok nie potrzebował zbyt dużej ilości makijażu, by zadziwiać mężczyzn filigranową posturą.

Nie była to partnerka życiowa detektywa. Ich układ był skomplikowany i nawet oni nie wiedzieli właściwie na jakim etapie się znajdują. Każde z nich miało własne tajemnice oraz sekrety. Mroczne cienie przypominały im o grzechach, o których nie mówi się nawet najbliższym. Sypiali ze sobą dość regularnie, spotykali się dość często i lubili ogólnie przebywać w swoim towarzystwie.

- Dobrze. - odpowiedziała czule, ale ze specyficzną dla niej dozą uszczypliwości – To znaczy, że jeszcze kontaktujesz. - Aleksander krzywo się uśmiechnął. Jeszcze do końca nie odzyskał panowania nad własnymi mięśniami.

- Właściwie jak tutaj się znalazłem? - to było dobre, trafne pytanie mając na uwadze sytuację w jakiej się znalazł

- Jakieś dzieciaki ciebie znalazły przywiązanego do ściany tak jakbyś był ukrzyżowany. Jednak to co znalazły za ścianą pozostanie w ich pamięci do końca życia. 

- Co one robiły w starej cementowni? - szturchnęła go lekko przy tym uśmiechając się po przyjacielsku

- A ty co robiłeś w ich wieku? - nie zamierzała przeprowadzać poważnej rozmowy. Zbyt dobrze go znała. Wiedziała doskonale, że raczej zamknąłby się w sobie niż wypuścił parę z ust. - Popili w piątek na wieczór i balowali. Stwierdzili, że to dobre miejsce na ciągnięcie zabawy pomimo że wczesne słońce zwiastowało już sobotę.

Przyłożyła plecy do oparcia, założyła nogę na nogę i zaczęła opowiadać wszystko co zdołała dowiedzieć się w czasie, gdy detektyw był nieprzytomny. Podchmielone towarzystwo, które odkryło makabryczną zbrodnię posiekanej kobiety zadzwoniło po policję. Po kilkunastu minutach nieprzyjemnego napięcia będące wynikiem towarzystwa posiekanego ciała niebiescy zjawili się na miejscu.

W uroczą opowiastkę wskoczył niespodziewanie kapitan, który nieprzychylnym okiem spojrzał na swojego podopiecznego. 

- Coś ty odpierdolił? - rzucił na przywitanie

Wtedy zauważył siedzącą kobietę obok Crana. Speszył się tylko na chwilę, ale szybko wrócił do poprzedniego nastroju. Dumnie wypiął pierś do przodu i hiperbolizując każdy ruch stanął naprzeciwko pacjenta. Z niesmacznym grymasem na twarzy powtórzył pytanie z trochę większym taktem.

- Mógłbyś powiedzieć co ci odbiło? Zapomniałeś uprzedzić kogokolwiek, że ot tak sobie idziesz na spotkanie z mordercą?

Amelia głębiej wsunęła się w fotel starając się nie przeszkadzać w rozmowie. Wiedziała, że raczej jej słowo w niczym nie pomoże. Tym bardziej, że znała z opowieści charakter kapitana. Był zdystansowany, chodzący głową w chmurach, ale gdy dochodziło do ewidentnych grzechów policyjnych był nieugięty.

- Miałem przeczucie. 

- Że co proszę?! Przeczucie? Przecież ty o mały włos tam nie zginąłeś! - jęknął cały roztrzęsiony. Gniew był tym większy, że Gordon faktycznie martwił się o każdego funkcjonariusza pracującego pod jego dowództwem. Traktował ich jak ojciec traktuje swoje nieznośne dziecko, które obiera własne ścieżki życia.

- Mogłabyś nas na chwilę zostawić? - kobieta przytaknęła i bezszelestnie opuściła pokój.

Zostali sami jak za starych czasów, gdy o sprawach wielkiej wagi rozmawiano bez udziału płci pięknej. Nie miała to być miła rozmowa. Czy ktoś w ogóle brał inny scenariusz na taki dialog? W ich głowach świtały różne pomysły jak na nowo, tak po męsku wznowić dyskusję. Chyba szukali idealnego kroku do idealnej podróży. Oszukiwali siebie samych.

1 komentarz: