wtorek, 26 kwietnia 2016

Medium: Rozdział VI (część IV)

- Jaki to ma sens odpowiadać wam? W końcu to tylko fałszywa iluzja lustrzanego odbicia zła w prawdziwym życiu. Nie mam zamiaru paplać językiem wobec zjaw mieszkających w mojej duszy. - niczym król odpowiedział swoim podłym poddanym

- Słyszałeś to? - wpierw kobiecy głos zaśmiał się z całej wypowiedzi

- On myśli, że to wizja! - odparło kolejne, leżące ciało

- Błądzi, ale nie jest głupi. Idiota tak długo nie żyje w naszych ramionach.

- Dobrze mówisz siostro. - zbiegiem czasu barwy i tonacje głosów ustabilizowały się do trzech bardzo podobnych, kobiecych brzmień. W tym wszystkim wyczuwalny, wręcz namacalny był wiek demonów. Melodia była poszarpana, przepita hektolitrami opowiadań. 

Przebłysk instynktu uderzył w jego głowę. 

- One mówią prawdę. To nie jest manifestacja. To nie jest fatamorgana na pustynnym terenie zbrodni. To coś większego, bardziej potwornego.

- Więc gdzie jestem? - Crane już z dużą lekkością mógł stać wyprostowany. Drętwienie palców przestało być problemem. Powoli wracał do kondycji, do której był przyzwyczajony w koszmarnych snach.

- Zaczął rozmawiać z nami. - często głosy prowadziły dyskusję między sobą

- Rzeczywiście może nie jest idiotą. Tylko co tutaj robi?

- Wysłał go nikczemny. - czerwona lampa zapaliła się w głowie detektywa

- On jest przerażający. Ciemność w nim siedzi. Trwoga nad nim piastuje. Tajemnica spowija jego twarz.

- Gdy poranny brzask triumfował nad nocą spotkałeś go. Biada tobie. - przysłuchiwał się rozmowie starając się odszukać sens w tych mglistych słowach

- Przegrałeś. - wyrokowały głosy

- Dlatego tutaj jesteś. U podnóża wszelkich snów.

- Koszmarów! - wtórowała jedna z sióstr

Drętwe ciało chłopaka upadło na ziemię. Ciemność ogarnęła pomieszczenie. Tylko podwodne żarówki nakreślające położenie basenu przebijały się przez czarną kotarę. Znowu poczuł uderzenie takie samo jakby dopiero co wchodził w manifestacje. Prawie zwaliło go z nóg. Poczuł pewność i bezpieczeństwo.

- Musimy ciebie wydostać.

- Stąd!

- O tak! Musisz się wybudzić. Trwaj ignorancie! Żyj i ścigaj. Drwij ze śmierci wędrowcze. - ich głosy stawały się coraz bardziej niewyraźne

- Dlaczego chcecie mi pomóc? - zastanawiał się głęboko co stoi za tymi kobiecymi głosami nazywające siebie siostrami. Cóż za poczwary wtargnęły do jego duszy i pomocną dłonią wymachują w trakcie sztormu?

- Jesteśmy ciekawe.

- Ciekawe jesteśmy. - dwa pierwsze głosy odpowiedziały wesoło i radośnie

- Ciekawe rezultatu. Ten pojedynek zaciekawił nas. Zabawiacie nas. Rozrywki dawno nie czułyśmy. On… - ten głos był dominujący – nawet nie spodziewał się, że zabierze ciebie w tak odległe miejsce. Fascynująca pomyłka!

- W porządku. - Crane poddał się fantazjom zjadającym jego rozum – Jak mam stąd się wydostać?

- To proste.

- Proste! 

Woda w basenie burzyła się coraz bardziej. Wyskakujące fale rozbijały się o kat butów. Zimny dotyk mokrego żywiołu pobudzał zmysły.

- Musisz zginąć. - padł niepokojący wyrok – Nie tutaj, ani nie tam. Jego manifestacja musi cię zabić.

- Zarżnąć! 

Nadal nie odczuwał niepokoju. Słowo płynęły na wietrze prawdy. Nie mógł zrozumieć czemu właśnie teraz wszystkie reguły odkrywane przez lata szlag trafił. Nieomylny Ben Clarkson wpadłby w euforię, a jego szczęka z hukiem runęła w dół, gdyby tylko to mógł usłyszeć. Pomimo szczerych wątpliwości po raz trzeci przytaknął.

Ręce martwych ludzi wyprostowały się. Wskazywały na basen. Gniewna otchłań zapraszała ckliwych romantyków na ostatni gest miłości. Skok w objęcia śmierci. Gdy miłość zawodzi nie pozostaje nic innego jak najwierniejsza kochanka. Wiernie czeka na każdego człowieka, by zabrać ciało do piachu, a duszę w nieznane.

- Skacz! - w końcu trzy głosy synchronizowały się w jedność. Przez chwilę były jedną potęgą. Nieznanym czortem, który odzyskał pradawną moc.

1 komentarz:

  1. o a to jest część do dumania czy to co zjadłam zaraz mi nie ucieknie xd

    OdpowiedzUsuń