czwartek, 7 kwietnia 2016

Medium: Rozdział V (część IX)

Miejsce to niewiele się różniło od tego co zastał tu będąc po raz pierwszy. Duże połacie nieużytków przecięte wzdłuż rozwalającym się budynkiem. Były to idealne tereny na pułapkę, daleko od głównych ulic Heaven City, olbrzymi plac do zabawy i kilka pomniejszych schowków, aby dobrze się ukryć, by zaskoczyć kompletnie nieprzygotowanego detektywa bez wsparcia.

Wiatr nad ranem mocniej hulał niż jeszcze pół godziny temu skutecznie podrywając zastygłe w bezruchu płatki śniegu. Całość nie wyglądała źle. Wręcz przeciwnie, dzięki białej pościeli wszystko przypominało jakby wyciętą scenę z bajki. Gdzieś w oddali pierwsze, pomarańczowo-czerwone prześwity na horyzoncie zwiastowały nadejście dnia. Uroczą atmosferę psuła jedynie sytuacja, w której się znalazł.

Wyciągnął spluwę pewnym ruchem i krzyżując dłonie przed sobą nabrał policyjnej postury trzymając w drugiej ręce latarkę. Powoli zmierzał w wybranym kierunku próbując dojść do pierwszej linii budynków rozebranych do gołych ścian i dziurawego dachu. W powietrzu unosił się bardzo charakterystyczny smród zgnilizny.

Usiany dobrymi chęciami raj powoli zrywał kurtynę. Prawdziwe oblicze wymiotowało pustym pojękiwaniem kobiety. Teraz się upewnił, że idzie w dobrym kierunku. Zawodzenie było coraz głośniejsze. Ten płytki oddech niepokoił bohatera tej historii. Obserwując zakamarki odziane w posępne cienie układające się w przerażające demony posuwał się do przodu.

Wchodząc do dużego pomieszczenia zauważył pośrodku dziwną konstrukcję pełną stalowych, ostrych lin, kołowrotków i pomiędzy sztuczną siecią uwieszoną w powietrzu ofiarę. Niektóre nici były tak naprężone i blisko jej ciała, że wbijały się w skórę powodując ból. Czym więcej się ruszała tym więcej cierpienia wyciskało chęć do życia.

Wspomniana kobieta była naga. Po szybkim spojrzeniu na ofiarę Aleksander dostrzegł wydłubane oczy leżące na czerwonym kocyku kilkanaście centymetrów od wysublimowanej maszyny tortur. Były to jej oczy. Zacisnął mocniej latarkę powstrzymując gniew narastający w jego ciele. Organizm aż huczał od rodzącej się furii.

Po obu stronach klatki stały dwa pojemniki wypełnione najprawdopodobniej krwią co sugerowała konsystencja i barwa mazi lekko kołyszącej się przez przezroczystą szybę. Całość zgrabnie była przymocowana ze sobą, by współpracować w jak najbardziej spektakularnym morderstwie.

Wtedy zza pleców Crana dostojnym krokiem wyskoczył tajemniczy mężczyzna. Ręce miał splecione z tyłu. Poruszał się z gracją. W innych okolicznościach z całą pewnością można było przypuszczać arystokratyczną krew płynącą w jego żyłach. Minął uzbrojonego glinę i ignorując zapowiedzianego gościa podszedł do swego dzieła.

- Żadnych gwałtownych ruchów! - w końcu policjant zareagował odurzony zapachem lawendy – Powoli się odwróć z rękami na wierzchu tak, abym je widział. - jego polecenia były proste i stanowcze jak ojciec dyrygujący nieposłusznym synem

Widmo uniosło ręce do góry. Garnitur napiął się do granic wytrzymałości. Pomimo, że idealnie leżał na mężczyźnie odnosiło się wrażenie jakby był o jeden rozmiar za mały.

- Jestem ciekawy jak to rozegrasz. - odparł detektywowi ze spokojem odwracając się w kierunku rozmówcy. Z jego głosu wydobywało się podekscytowanie perspektywą bliższego kontaktu z rywalem, który sam wybrał. - I jak wyglądam?

Widok wstrząsnął Cranem. Pomimo tego, że wyraźnie widział twarz nie mógł jej jakby rozpoznać. Patrzył, ale nie dostrzegał szczegółów. Kątem oka próbował zauważyć symptomy nadchodzącej wizji, by upewnić się czy wciąż jest w rzeczywistości. Niepewność natychmiast wychwycił Mistrz marionetek.

- Och. To jest realne. - rzekł ochoczo z przysłowiowym przytupem – Tylko po prostu nie widzisz mojej twarzy. Twój mózg instynktownie ją zamazuje. Pytanie jest oczywiste. W końcu nasuwa się samo; dlaczego? - zaskoczył po raz kolejnych

Opuścił ręce, wyprostował się. Wyglądał na bardzo pewnego siebie. To do niego mierzono z broni, ale sytuacja wyglądała tak, że to Lalkarz kontrolował wydarzenia, które miały nadejść. Czarnoksiężnik rzucił na stół magiczne karty. Rozdanie okazało się być nieszczęśliwe dla grającego. Zapach porażki wisiał w powietrzu i miał zapach uporczywej lawendy.

Funkcjonariusz zaczął łzawić. Momentalnie poukładał wszystko w głowie. Ten nachalny smród. Doszedł do wniosku, że został otruty. W przebłysku rozumu niczym grzmot z jasnego nieba dostrzegł maskę chroniącą właściciela od trującego gazu. To dlatego jego głos wydawał się być taki nierealny, taki nieludzki.

- Co ty mi zrobiłeś? - upadł na kolana, a świat zaczął wirować jak w psychodelicznym tańcu maniaka

- Całe życie masz dar, ale nie dostrzegasz detali. Ignorujesz je. Spławiasz, olewasz i rozdrabniasz umiejętność na malutkie cząsteczki ledwie zauważalne. Pozwoliłem sobie nauczyć ciebie. Potraktuj to jako lekcję.

Mistrz odwrócił się ponownie w stronę konstrukcji i wyciągniętym z kieszeni nożem przeciął jeden z węzłów. Kołowrotki nabrały prędkości, a krew zaczęła się wylewać w stronę półprzytomnego detektywa. Leżał wymachując dłonią jakby jeszcze chciał powstrzymać szaleńca. W tym wypadku było już stanowczo za późno.

- Patrz i podziwiaj. Patrz i zobacz! - morderca klęknął przy nim i spoglądał się uważnie na rysy jego twarzy. Crane kiwał głową jakby chciał wypędzić nadciągające demony.

Gdy tajemnicza postać zniknęła został tylko on i prześwity rzeczywistości ukazujące mu działający mechanizm. Stalowe nicie naprężyły się do granic możliwości. W jednej chwili połowa pajęczyny błyskawicznie się przemieściła tnąc kobietę na części. Flaki podskoczyły, by chwilę potem w makabryczny sposób uderzyć o betonową posadzkę. Krew z pojemników otoczyła detektywa, a on sam stracił przytomność.

3 komentarze:

  1. ten rozdział podoba mi się najbardziej z tych ostatnich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu, widzę, ze forma zwyżkowa w takim razie u mnie;)

      Usuń
    2. no padłam mówię Ci:D te linki ofiarę podtrzymujące, te gałki oczne wydłubane:D geniusz:D:D:D:

      Usuń