sobota, 26 marca 2016

Medium: Rozdział V (część VI)

Doyle wyrwał się w końcu z koszmarnego transu. Spojrzał się na zdjęcia zostawione na miejscach zbrodni. W głowie szumiały mu słowa z niedawno przeprowadzonej rozmowy: „Musisz wpatrzyć się na moje wersy nocnym wzrokiem, a wtedy zrozumiesz moje intencje.” Instynktownie zgasił światło. Nadal nie mógł nic dostrzec. Uznał wręcz, że został zmanipulowany. Jednak widok leżącej, poręcznej lampy ultrafioletowej na półce rzucił nowe światło na zagadkę.

Włączył przyrząd i skrupulatnie centymetr po centymetrze oglądał znaleziska. Jego oczom ukazały się pojedyncze litery. Zdjęcie zwiastujące śmierć Igora Stanislavskiego ukazało symbol litery „N”. Lalka przedstawiająca Beth w lewym górnym rogu posiadała małe, idealnie okrągłe „o”. Jaskrawo zielono-żółte napisy wskazywały, że Arthur dobrze rozgryzł tajemniczą zagadkę. Przy kolejnych ofiarach na zdjęciach znalazł chronologicznie „r”, „m” oraz „a”. Łącznie w kolejności pojawiania się wiadomości litery ułożyły niepełne słowo „Norma”.

- Jeszcze jedna ofiara. - wyszeptał złowrogo domyślając się przekazując

- Doyle! - usłyszał głos dochodzący od strony wejście do gabinetu – Szybko! On chyba umarł. - był to Carlon stojący niepewnie na swoich nogach.

Drugi z detektywów nie potrafił znaleźć w zakamarkach wstrząśniętego umysłu odpowiednich słów na to co wydarzyło się w pokoju przesłuchań. Początkowo nic nie wskazywało na tragedię. Cała sytuacja rozpoczęła się standardowo.

Pewnym krokiem glina wszedł do środka. Rzucił aktorskie spojrzenie złego policjanta i usiadł naprzeciwko. Niedoszły włamywacz chwilę wcześniej doszedł do siebie po srogim pobiciu w trakcie ucieczki. Opowiedział grzecznie o próbie włamania i spotkaniu tajemniczego mężczyzny, który zaproponował mu pieniądze.

Cały czas w trakcie przesłuchania trzymał się kurczowo prawego ramienia. Pot zaczął lać strumieniami z jego czoła. Zaczął ciężko oddychać. Stwierdził nieśmiało, że źle się czuje i powoli traci wzrok. Nagle jak ukryta bomba zaczął krzyczeć trzymając się kurczowo głowy. Sądził, że zaraz mu eksploduje. Upadł na podłogę, a jego ciało przeszyła fala niewyobrażalnego bólu. Brudna piana toczyła się z ust, a gałki oczne wywróciły się na drugą stronę. Każda część jego ciała drżała i lekko podskakiwała na ziemi.

Zanim ktokolwiek zareagował było po wszystkim. Prawdopodobnie jedyny świadek, który do tej pory widział mordercę głośnych zbrodni ostatnich dni padł martwy w niewyjaśnionych okolicznościach.

Wpierw zebrani pomyśleli, że Doyle przesadne skatował człowieka. Dopiero chwilę później wytrzeźwiały z amoku kapitan wychwycił kadr z przeszłości ze swojej pamięci. Uporczywie denat zanim zmarł trzymał się za ramię. Błyskawicznie doskoczył do powykręcanego ciała i używając nożyczek przeciął stare ubranie w miejscu, które sądził, odpowie mu co właściwie zaszło.

Nie mylił się. Czarna, wielka plama dookoła śladu ukłucia wskazywała na jedno. Ktoś podał mu truciznę, ale w takiej dawce, aby dopiero po pewnym czasie substancja zaczęła działać. Doyle, gdy zobaczył ciało natychmiast bez zastanowienia obszukał kieszenie. Nie znalazł kolejnego zdjęcia. Gdy ekipa rozmyślała co zrobić dalej po raz drugi kończącej się nocy zadzwonił telefon. Arthur wciąż stojąc nad niezbyt miłym znaleziskiem odebrał połączenie.

- Podobało się? - męski, rozbawiony głos zachichotał w słuchawce – Podobała się mała niespodzianka?

- Niezbyt wyszukana jak na mój gust. - skwitował ozięble 

- To mam coś lepszego! - rozradowany wizjoner śmierci szykował prawdziwy spektakl dla współaktora -Tylko posłuchaj. - kolejne słowa padły jakby z odległości nieskierowane do rozmówcy – Przywitaj się kochanie.

- Pomocy! Ratunku! On chce mnie zabić!! - głos wystraszonej kobiety zbudowało atmosferę grozy. Ta noc miała się skończyć widowiskowo.

- Zainteresowany opowieścią o rycerzu w bieli ratującego damę w opresji z ramion czerwonego smoka?

- Czego chcesz?

- Żebyś uratował ją. Aby wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Czyż to nie piękna wizja świata? - morderca szydził jawnie z detektywa. Czuł władzę narratora tej powieści.

- Co muszę zrobić, aby ją uratować? - funkcjonariusz zagryzał język, aby nie powiedzieć parę ciężkich słów. Doskonale wiedział, że od tego może zależeć przyszłość ofiary. Być albo nie być.

- Rozwiąż zagadkę pomimo brakującego zdjęcia. Masz godzinę na dotarcie na miejsce. W przeciwnym razie Arizona umrze. Mąż będzie ją przez jakiś czas opłakiwać, potem znajdzie sobie inną. Tylko ta dwójka małych dzieci nie wiem czy sobie poradzi z utratą mamy w tak młodym wieku. - Lalkarz prowokował do słownej batalii – Wszystko masz podane na tacy. Tik-tak, czas ucieka!

1 komentarz: