czwartek, 17 marca 2016

Medium: Rozdział V (część V)

I moja sprawiedliwość dosięgnie gwiazd. Nie ma znaczeń ani kolor skóry ani płeć. Więc wybieram na świętą ofiarę czarnoskórą kobietę, by rzucić cień na jej świetlaną przyszłość. Pracowita, uczciwa, młoda i piękna – idealna na nową uczennicę mojego Jezusa. Podcinam gardło i w swojej pieczarze spuszczam z niej krew. Drogocenny płyn wypełniający nasze ciała.

Spoglądam na jej bezkresne, jędrne ciało. Och, ponętna. Jednak to nie jest seksualna dewiacja. Widzę więcej, czuję więcej. Pragnę stworzyć z niej dzieło, które przybliży mnie do mojego finału. Rozcinam uważnie kończyny wzdłuż stawów. W międzyczasie czytam Apokalipsę świętego Jana. Zanurzam się w opowieści o demonach, diabłach, jeźdźcach i tak natchniony boskim słowem tworzę spektakl światła i cieni. Dostrzec mój majestat mogą jedynie nieliczni.

Wtedy coś się ze mną dzieje. Gniew przybiera na sile. Czuję jak budzą się we mnie krwiożercze instynkty. Furia pali mnie od środka. Jakiś przypadkowy mężczyzna z dużymi, wystającymi uszami próbuje wcisnąć mi używany samochód. Jest tępy. Nagminnie przekracza dozwolone granice. Będzie idealną symbiozą z moją piekielną naturą. Muszę się wyzbyć nienawiści. Znów muszę pokochać ten chory świat.

Umawiam się na jazdę próbną. Ściągam mężczyznę w odludne miejsce i masakruję tępym narzędziem. Walę po całym ciele zostawiając grzeszne odciski. Wręcz wyrywam kończyny, tworzę maskę diabła z wielkimi uszami, a resztę w wielkiej zgniatarce przetwarzam. Tworzę ambrozję z trzech proroków. Wybieram miejsce i tworzę kult zniszczenia. Zostawiam swój gniew w tych przeklętych czterech ścianach.

I wtedy też czuję pustkę. Każdy prorok potrzebuje demona, który będzie go kusił przez sentymentalne czterdzieści dni i nocy. Idąc ciemną doliną nie mogę obawiać się zła. Ale zło mnie nie widzi. Dlatego wyślę mu zaproszenie. Rzucę wyzwanie. Zadrwię z jego istnienia i wciągnę w majestatyczną grę o moją duszę. To jest moja wizja. Wizja mordercy!

Aby pokazać śmiertelnikom, że moja władza nie ma granic morduję człowieka w miejscu gdzie są pieniądze. To tam właśnie jest utopijna wizja bezpieczeństwa. Wybieram łącznika ze światami. Taksówkarz. Wzbogacam jego życie myślą. Nadaję życiu sens tej nagiej kreaturze. Jestem jak niszczyciel, który poprzez śmierć tworzy spektakl dla wybranych.

Wróć! Jeśli mój plan w tworzeniu arcydzieła jest idealny od samego początku to to wszystko przewidziałem. Każdy ruch, każdą emocję i zagrywkę. Zdjęcia nie są wybrykiem natury. Nie są podpisem – są wiadomością. Zostawiam je, by ci, którzy mogą widzieć w ciemnościach życia dostrzegli niekończące się piękno.

Wyrywam się z okowów. Ze schematów. Nie jestem przypadkowy. Moja myśl jest stabilna, piękna. Ciągła. Porywam upadłego, wciągam go w moją grę. To wszystko było zaplanowane. Każde zdjęcie kukły było dla niego. Moje intencje od początku pragnęły jego atencji. Albo mnie złapie i powstrzyma bądź przyłączy się w budowaniu mojego arcydzieła. Nieśmiertelność jest na wyciągnięcie ręki. Słowa są ukryte w ciemnościach.

*********
Niestety grypa mnie rozłożyła na łopatki i stąd moja fatalna frekwencja tutaj...

1 komentarz: