sobota, 12 marca 2016

Medium: Rozdział V (część IV)

Na posterunku był już John Carlon. Lekko zaspany, z worami pod oczami i z kubkiem gorącej herbaty. Bezmyślnie patrzył przed siebie. Chyba do końca nie wybudził się z głębokiego snu. Na widok wchodzącego przez główne wejście Arthura otrząsnął się i momentalnie wyprostował plecy sprawiając wrażenie gotowości.

- Kiedy chcesz zacząć przesłuchanie? - Gordon chciał jak najszybciej zacząć całą procedurę, aby jak najszybciej mieć to cholerstwo z głowy

- Niech on go przepyta. - Doyle wskazał na Johna, który po kilku łykasz czarnego trunku był zdecydowanie bardziej żywy

Odpowiedź zaskoczyła kapitana. Detektyw był znany z tego, że nigdy nie odpuszczał. Zawsze chciał zrobić wszystko sam. Do końca nie ufał nikomu. Więc tym bardziej wskazanie na kogoś innego niż siebie w tym przypadku było mocno naciągane.

- Jesteś pewien?

- Jak najbardziej. Potem obejrzę nagranie z przesłuchania. - stanowczy głos nie zostawiał miejsca na jakąkolwiek nadinterpretację słów – Muszę przejrzeć dowody. Coś mi tutaj nie gra.

- Twoja decyzja. - onieśmielony Replay skierował swoje kroki w stronę Carlon, w celu poinformowania go, że to on będzie przeprowadzał rozmowę z podejrzanym

Rywal Lalkarza natomiast skierował swoje kroki do piwnicy, gdzie składowano wszelkie dowody. Wyciągnął odpowiednie pudło ze wszystkimi informacjami w sprawie zamordowanych ludzi z ręki Mistrza Marionetek i wrócił na górę. Wszedł do gabinetu i powoli zaczął wyciągać rzeczy. Zdjęcia poukładał w ciągu od najstarszych do najmłodszych. Próbował na ich podstawie stworzyć wiarygodny opis zdarzeń. Zaczął mówić do samego siebie.




Musiałem mieć wszystko przygotowane w najdrobniejszych szczegółach. To nie są przypadkowe morderstwa ani miejsca. Zbyt dużo niepewności w moich działaniach, aby powierzać niedopatrzenia losowi. Muszę być skrupulatny, a intencje czyste i pełne boskiego planu. 

Z niejasnych przyczyn wybieram dom jubilerski na niemalże dwa tygodnie przed pierwszą zbrodnią. Chcę dać światu moje przeświadczenie o moim istnieniu, o moich planach. Zostawiam zdjęcie na sztucznej pajęczynie. Samo to świadczy o mnie, że jestem pracowity. Wybrałem to miejsce ze względu na hipokryzję ludzi. Dookoła mnie jest pełno złotych dodatków, którymi ta hołota wypełnia swe puste życia. Nie biorę z tego miejsca niczego. Jestem ponadto.

Więcej – nadaję sens temu miejscu. Wśród błyskotek, sztucznych wartości rzucam cień mojego arcydzieła. Jestem jak pająk tworzący tak naturalne piękno, że oszołamiam potencjalne ofiary, ale wpierw muszę się odrodzić. Pokazać szarej masie, że istnieje coś zza horyzontem zdarzeń. Muszę im przypomnieć o ich grzechach.

Z tej przyczyny wybieram nie do końca zasymilowaną osobę jak w czasie mistycznej wędrówki Boga-człowieka i wchodząc w skórę rzymskich potomków wrzucam na wyimaginowany krzyż syna białoruskich imigrantów. Aby pokazać jedność z robotnikami, fundamentem całych społeczeństw umieszczam go w pustym hangarze wśród amerykańskich, spełnionych snów.

Wpierw jednak odbieram mu życie. Doję niczym krowę z krwi, stylizuję go na Jezusa Chrystusa i dopiero wtedy stalowymi nićmi przywiązuje do duchowego następcy krzyża. To jest moja wizja! Wizja mordercy!

Mając jednak podstawy do tego, że tak naprężone ciało długo nie wytrzyma w tej piekielnej grozie sam zawiadamiam policję. To ja jestem orędownikiem dobrej nowiny. Wręcz krzyczę; patrzcie ludzie, wasz bóg umarł i zmartwychwstanie tak jak było przykazane. Nim jednak to się stanie kilka innych baranków musi paść ofiarą diabła, by w końcu litościwy Bóg wypuścił wojenne psy. Jam Judasz, ostatni ze sprawiedliwych.

2 komentarze:

  1. łoł mocne słowa o tym dojeniu z krwi i wizje przez to przychodzące

    OdpowiedzUsuń