czwartek, 3 marca 2016

Medium: Rozdział V (część II)

- Nie wiem szefie. - rzekł bezbarwnym głosem rozmarzonego romantyka. Dopiero po chwili wrócił ze swojego zamku marzeń – Warto sprawdzić go i upewnić się. Zawsze to jakiś dodatkowy trop.

- Ten skurwiel już działa mi na nerwach. - Gordon nie znosił takich dni, gdy był wzywany w nagłych przypadkach. To nigdy nie wróżyło nic dobrego. - Idziesz? - wskazał dłonią drzwi od komisariatu

Wtedy funkcjonariusz poczuł wibracje w kieszeni. Jego telefon dzwonił.

- Zaraz przyjdę. - komendant lekceważąco machnął ręką i pomaszerował nerwowym krokiem wypełnić obowiązki strażnika prawa

Świeżo upieczony rywal przeczesał wzrokiem okolicę. Nie było trudno zgadnąć kto próbuje wykonać ruch.

- Słucham. - po dramaturgii z wyciąganiem telefonu w końcu przycisnął tę cholerną zieloną słuchawkę

- Witaj cyrkowcu. - przez chwilę detektyw poczuł się nieswojo. Jakby ktoś z najbliższej rodziny strzelił mu w pysk. Nie rozpoznał tego męskiego, szorstkiego głosu, który ponowił przywitanie tak jakby chciał mieć pewność, że jego rozmówca wcale się nie przesłyszał – Witaj cyrkowcu.

Jak? Skąd? Czy to przypadek, że zwraca się do medium zwrotem wykorzystywanym przez jego intuicję w czasie wizji? A może dzięki manipulacjom w samych manifestacjach dowiedział się o komediowej naturze tego tytułu. Nie pozwolił jednak na porażkę w początkowych minutach szachowego rozdania.

- Mistrz pajaców? - słowa były nasiąknięte goryczą

- Nigdy nie miałeś dobrego poczucia humoru. - tajemniczy głos kompletnie zignorował szczeniacką zaczepkę

- To nie miało być śmieszne. - mówił poważnym, lekko stonowanym głosem ważąc każde dobrane słowo. To nie miał być zwykły dialog dwóch kumpli. Tutaj rozgrywała gra na wielu płaszczyznach,a skutki tego nie sposób było w tamtym momencie przewidzieć.

- Zaskoczony? Może spodziewałeś się innej barwy głosu?

- Staram się unikać nietrafionych porównań i schematów. Dlatego też nie zapytam się dlaczego wybrałeś mnie bądź skąd masz mój numer telefonu. Nie chcę już na starcie naszej znajomości zawieść twoich podniosłych intencji.

- Więc jak to chcesz rozegrać?

Wyraźnie zdziwiony niefortunnym pytaniem nie odpowiedział. Baczniej zaczął się przyglądać pobliskim zaroślom. Grudniowy wiatr poderwał płatki śniegu z martwych gałęzi. Momentalnie wzrok przeskoczył na budynki. Szukał cieni za oknami. Zauważył tylko parodię związku, gdzie para prawdopodobnie kłóciła się szacując po ich sylwetkach. Wzrok powędrował wyżej aż na ośnieżone dachy. 

- Szukasz mnie? - głos w telefonie szydził z podjętej próby odszukania zaginionego skarbu

- Podziwiam okolicę. Jest tak…

- Spokojnie i cicho jak w samym środku sztormu. - niczym echo odczytywało skradzione myśliciela

- Skąd ta nierozwaga. Czas ucieka czy chciałeś podkręcić tempo?

- Mówisz o człowieku, którego pobiłeś? - morderca na każdym kroku podkreślał fakt, że bacznie przygląda się ruchom detektywa z ostatnich godzin – Powiedzmy, że wyrównuję szansę. Co to za zabawy, gdy druga strona nie ma szans na sukces?

- Więc dzielisz się braterską miłością?

- Zabawne, że pytasz. Ostatnio zacząłem czytać Biblię. Fascynująca opowieść. - i tak rozpoczął swój monolog – Ludzie uważają, że ta księga jest pełna miłości i przebaczenia. Nawet nie wiedzą ile ludzi umarło z rąk Boga. Ale najlepszą częścią jest apokalipsa. Tyle analogii do współczesnego świata można wypatrzeć. Niesamowite! - modulował swój głos raz brzmiąc histerycznie, by chwilę później przypominać dojrzałego, poważnego biznesmena. - Chociażby ten fragment: „I otrze Bóg wszelką łzę z oczów ich; a śmierci więcej nie będzie, ani smutku, ani krzyku, ani boleści nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy pominęły.”

- Tak starasz się usprawiedliwiać swoje czyny?

- Moje czyny? - odparł błyskawicznie – Poprzez moje czyny – wyraźnie podkreślił ostatnie słowo – buduję pomnik trwalszy od spiżu. Nie lękajcie się niewierni, bo światło me oświeci wasze zgniłe drogi i napełni serca wiążącą wiarą!

Zapadła niezręczna cisza. Tylko nieśmiały wiatr gwizdał idąc ulicę.

- Chcesz zostać zapamiętany? To musisz się o wiele bardziej postarać niż dotychczas. Wciąż nie przebijasz fantazją chociażby Japończyków z II Wojny Światowej. 

Pusty chichot wykrzywił twarz Doyla.

- Każdy z nas chce osiągnąć nieśmiertelność. Są różne metody, ale tylko jedna jest prawdziwa. Podążam ścieżką prawdy, ale ty jeszcze tego nie rozumiesz. Zaglądasz przez kurtynę kłamstwa i widzisz na własne oczy dziwi, o których ludzie nie chcę słyszeć. I wziąć nie rozumiesz! - karcący głos stawał się coraz bardziej irytujący – Musisz wpatrzyć się na moje wersy nocnym wzrokiem, a wtedy zrozumiesz moje intencje.

Po tych dość enigmatycznych słowach tajemniczy rozmówca przerwał połączenie. Detektyw z łatwością zrozumiał pierwszą część przekazu. Odpowiedź leżała w ofiarach. Sylaby znające prawdę ukrywały się w makabrycznych scenach zbrodni. Nie było czasu do zmarnowania. Schował komórkę do kieszeni i skierował swoje kroki na komendę, by rozpocząć drugą rundę pojedynku.

1 komentarz: