wtorek, 9 lutego 2016

Medium: Rozdział II (część II)

- Nie spodziewałem się ciebie dzisiaj. - uśmiechnął się Ben na widok przyjaciela – Zapraszam! W moich skromnych progach jak widać pełno wolnego miejsca.

Doyle wkraczając do pomieszczenia poczuł zapach cynamonu zmieszanego z bliżej nieokreślonymi perfumami. Według gospodarza taki szczególny zapach odtrącał demony przed zajrzeniem do domostwa.

Mundurowy miał dwa nałogi. Był absolutnym alkoholikiem, chociaż udawało mu się kryć z tym wśród innych policjantów oraz uwielbiał palić papierowy i jedynym miejscem gdzie nawet nie odważyłby się zapalić była Biblioteka Magii. Posiadał zbyt dużo szacunku do rówieśnika, aby mógł zrujnować nazywane przez Bena fale czystej energii lewitującej w pomieszczeniu.

- Czyżbyś miał dla mnie kolejną historyjkę? - rozradowany Ben zaprosił gościa do środku i posadził go na krześle koło barowego stolika, a samemu przeszedł na drugą stronę zrobić dla siebie i Arthura gorącej, czarnej, gorzkiej kawy.

W tradycji ich znajomości było to, że Doyle przychodził często opowiadać co widział w trakcie wizji i w jakich miejscach manifestacje aktywowały się. Ben skrupulatnie notował każdy najmniejszy szczegół jaki potrafił wyłapać z trochę mętnych relacji. Uwielbiał słuchać i interpretować obrazy widziane przez drugiego z mężczyzn. Po części zazdrościł tego daru.

- Bardzo nierealną. - odpowiedział brutalnie poważnym tonem

Początkowo Ben nie zrozumiał intencji. Traktowali takie spotkania czysto towarzysko przekazując sobie nawzajem informacje. Luźna rozmowa sprzyjała całej otoczce. Tą regułą zamierzał pogwałcić Arthur. Wiedział podświadomie, że to co go spotkało nie jest czymś zwyczajnym w drugim świecie.

- Wszystko co wiemy jest nierealne! To jest przecież fantastyczne. My wiemy, a cała reszta ludzi nie ma nawet najmniejszego pojęcia o rzeczach, które są na wyciągnięcie ręki. Opowiadaj! - entuzjazm wylewał się z niego

Doyle wypił pospiesznie przygotowaną wcześniej kawę i opowiedział o całej rozmowie z potencjalnym mordercą. Momentalnie Clarkson zbladł i z wyłupiastymi oczami spoglądał na przyjaciela. Poniekąd nie dowierzał temu co słyszy. Było to na pograniczu złego omenu, który stawia pierwsze kroki, by się ziścić.

- Jesteś pewien, że intuicja potwierdziła twoje przypuszczenia? - wciąż nie mógł uwierzyć w słowa, które usłyszał. Ten, który posiadał wiedzę o tajemnych kultach, niespełnionych proroctwach czy prawdziwych demonach autentycznie czuł w środku grozę. Wypełniała go, a z każdym kolejnym zdaniem puchł strachem.

- Tak. - odparł zdecydowanie – Sam znasz te prawa. Intuicja nigdy się nie myli. To była prawdziwa rozmowa z manifestacją samego Lalkarza albo chociaż kogoś kto podawał się za niego.

- O kurwa. - gdy słyszysz wulgaryzm od człowieka znanego tego, że brzydzi się słownictwem ciężkiego kalibru to musisz przypuszczać coś złowrogiego

- Ciebie najmniej bym podejrzewał, że możesz okazywać strach. Dlaczego?

- To nie ja utraciłem praktyczne znaczenia uczuć. - wtórował swoje pięć groszy niespokojny Ben. Coś tkwiło niepokojącego w jego głosie. Starał się ze wszystkich sił powstrzymać nadciągającą falę emocji.

Doyle z niezrozumieniem oglądał marne widowisko. Co mogło go tak przerazić? Sytuacja nie wyglądała zbyt ciekawie. Chociaż detektywistyczny instynkt do czerwoności zacierał ręce.

- Podejrzewam najgorsze. - rozpoczął tak cicho wypowiedź, że musiał ją powtórzyć – To może być magia krwi. Stara, zapomniana sztuka komunikacji. W zamierzchłych czasach, gdy ludzie odkryli manifestacje po pewnym czasie znaleźli sposób na dialog między sobą.

Arthur skrzywił się. Wielki zawód rysował się na jego twarzy. Wciąż nie wiedział dlaczego ta informacja tak wstrząsnęła jego rozmówcę.

1 komentarz:

  1. haha czemu zwykle policjanci są przestawiani jaki pijusy?:D

    OdpowiedzUsuń