czwartek, 25 lutego 2016

Medium: Rozdział IV (część II)

W tym samym czasie drugi z mężczyzn trzasnął domowe wrota i zaczął uciekać ile tylko posiadał sił w nogach. Zaskakujące uderzenie tylko rozzłościło policjanta, który momentalnie podniósł się z ziemi, chwycił swoją spluwę leżącą na komodzie i wybiegł za uciekinierem. Jego twarz pełna wściekłości wyrażała więcej niż tysiąc niewypowiedzianych, wulgarnych słów. Pompowana przez żyły adrenalina błyskawicznie zmazała z organizmu jakiekolwiek defekty spowodowane nadmierną ilością alkoholu.

Pokonując trzy piętra schodów w dół wybiegł na ulicę widząc cień poszukiwanego, który zaczynał słabnąć co było dziwne zważając na krótki dystans jaki obaj przebiegli. Całość przypominała gonitwę drapieżnika gotowego rozszarpać swą ofiarę. Doyle równocześnie wrzeszczał co sił w płucach ciężkie słownictwo w kierunku niedoszłego włamywacza.

Razem wbiegli w kręty zaułek pokryty nocnymi cieniami. Oddychając nierówno detektyw starał się zlokalizować mężczyznę ukrywającego się w stertach porozrzucanych gratów. Nie było innej drogi ucieczki niż wąskie przejście zza plecami wściekłego zwierza.

Przetarł dłonią nos. Krople krwi świadczyły, że niewielki krwotok wciąż nieustannie plamił honor amerykańskiej policji. W jego oczach unosił się gniew. Umysł natomiast pragnął poznać kilka odpowiedzi, które zrodziły się w czasie pościgu. Wpierw jednak spocone ciało musiało dorwać nieszczęśnika w sidła.

Jak orzeł wypatrywał ofiary zerkając po kątach bacznie obserwując otoczenie. Nie reagował na ciche ujadanie gdzieś w oddali. Nagle z ziemi poderwał się kawałek zużytej pościeli, a tuż za skrawkiem materiału wybiegł poszukiwany. Chciał zaatakować ponownie pierwszy, aby zyskać przewagę. Tym razem na nic się to nie zdało.

Doyle chwycił napastnika i z impetem powalił go na bruk. Mężczyzna jęknął z bólu. Następnie glina chwycił go tuż pod szyję. Uderzył z całych sił. Krew podskoczyła w powietrze. Trzymając faceta za habit spojrzał się głęboko w oczy. Jego spojrzenie niczym diabelska kostucha paraliżowała ze strachu. Potrafił być niebezpieczny. Nie był typowym bohaterem w lśniącej zbroi. Tacy ludzie już dawno gryźli cmentarną ziemię.

Mężczyzna spróbował się wyrwać z uchwytu. Potknął się i wylądował na kolanach. To jeszcze bardziej wkurzyło stróża prawa, który nie myśląc ani sekundy dłużej wymierzył celny kopniak tuż pod lewą ręką prosto w żebra. Nieproszony gość upadł zaciskając zęby z przeszywającego bólu. Wił się jak paralityk. 

Wciąż nerwowy Arthur kucnął przy nim pochylając twarz do jego twarzy. Król zlitował się nad złodziejem. Tłumy wiwatowały, a poddawani klękali zgodnie przed swym panem. Ten zaś ciężkim, przepitym głosem wyrokował.

- Kim kurwo jesteś?! - wrzasnął przeraźliwie – Co chciałeś z mojego mieszkania? - wyglądam przy tym jak wściekły pies gdzie jad sączy się z pyska

Unieruchomiony i zapłakany mężczyzna krztusił się, jąkał i płakał jak wystraszone dziecko zagubione w tłumie obcych ludzi. W ciemnym zaułku nie mógł liczyć na jakąkolwiek pomoc. Sponiewierany z trudem łapał oddech.

- Miałem tylko podłożyć zdjęcie. - odparł w końcu resztkami sił

Chciał sięgnąć do kieszeni, ale Doyle błyskawicznie zareagował odtrącając dłoń leżącego faceta. Szybko wymacał stosowne miejsce i po sprawdzeniu włożył rękę. Wyciągnął zdjęcie… kukły. Przypominała ona dziewczynę podpiętą w przedziwnym, renesansowym urządzeniu. Od razu skojarzył niecodzienną fotografię z Mistrzem Marionetek.

- Skąd masz to zdjęcie? - rzekł nieco spokojniej chodź wciąż trzymał fason wściekłego goryla

- Nie… nie wiem… nie… eee… - wystraszony mężczyzna próbował ułożyć sensownie zdanie, ale jego rozgrzane do czerwoności zmysły skutecznie tłumiły przejawy jakiejkolwiek inteligencji – Podszedł do mnie dzisiaj wieczorem mężczyzna z maską klauna na twarzy. - po długiej chwili rzekł z trwogą na ramieniu – Zaproponował mi spore pieniądze jeśli tylko podłożę zdjęcie w stosownym miejscu. - starał się unikać kontaktu wzrokowego

- Dalej! - krzyknął Doyle

- Ekhem… Miałem podłożyć tobie na stoliku koło kanapy. Tylko tyle wiem, przysięgam!

Człowiek mówił prawdę. Był bezdomnym, a taki upadły zrobi wszystko dla paru banknotów. Tajemniczy gość niczym zjawa ze starego horroru podszedł chwiejnym krokiem i stymulując swój głos raz na wysoki ton, a raz niski rzekł do naszego pechowego włamywacza czy nie podkradłby się do mieszkania i nie podłożył pewne zdjęcie. Miał mu po całym fakcie zapłacić okrągłe dwieście dolarów. Taka kasa piechotą nie chodzi. Zgodził się natychmiast.

- Gdzie miał ci wręczyć pieniądze? - odpuścił trochę z tonu widząc, że jego rozmówca nie zamierza okłamywać zdenerwowanego lwa

- Powiedział, że mnie znajdzie tak jak znalazł mnie wtedy, gdy siedziałem w uliczce dwie przecznice dalej. Był przekonujący i tak samo jak ty przerażał. Wolałem nie negocjować z nim. - wtedy przesłuchiwany powiedział coś niezwykłego – I poruszał się dziwacznie chwiejąc się na boki. Może to moja wyobraźnia, ale wydawało mi się, że robi to całkowicie dobrowolnie jakby stwarzał pozory szaleńca.

Detektyw chwycił człowieka za kołnierz i energicznymi ruchami podniósł go na proste nogi. Popchnął go do ściany budynku. Delikatnie, ale stanowczo przyparł go do mury jedną ręką, a drugą sięgnął do kieszeni w spodniach. Gdy wrócił do mieszkania i kompletnie zalał się w trupa nie wyjmował komórki, która jak się okazało przydała się w tej sytuacji.

- Masz szczęście, że mam dobry humor i sprawny telefon. - poważny ton wylewał się z Arthura, która zadzwonił do dwunastej komendy, gdzie pracował po radiowóz

Już teraz wiedział, że końcówka nocy zapowiada się fantastycznie z dużą domieszką sarkazmu. Odczekał razem z nowym kumplem od nocnego biegania na policjantów odprowadzając go do swojego mieszkania. Po przybyciu kolegów po fachu zamknął drzwi i stosownie ubrany w swój pognieciony płaszcz, niemodny kapelusz i z nową paczką papierosów zabrał się na przejażdżkę.

1 komentarz:

  1. uuu biedny bezdomny zestresował się przesłychaniem!

    OdpowiedzUsuń