poniedziałek, 1 lutego 2016

Medium: Rozdział I (część IV)

- Więc co tutaj mamy? - rzekł rozkazującym tonem do niższego stopniem, by w ten sposób zmazać pięciosekundowy odlot

Vanaugh wziął głęboki oddech, lecz zanim zdążył cokolwiek z siebie wysapać poczuł dłoń na swoim prawym ramieniu. Chwilę później wyskoczył zza pleców detektyw John Carlon.

- Ja się już resztą zajmę, posterunkowy. Dziękuję. - sympatyczny głos speszył młodego człowieka, który szybko wyszedł z budynku – John Carlon, miło mi w końcu poznać naszego bohatera. - energicznie wyciągnął rękę do przodu

- Arthur Doyle. - bez większych fajerwerków panowie przywitali się – Chociaż nie nazwałbym siebie bohaterem.

- Bo nie widziałeś najlepszego! - poklepał go po plecach delikatnie pchając Doyle głębiej w pomieszczenie – Zanim przejdziemy do szczegółów zajrzyj co leży na stoliku nocnym.

W głównej sali prócz dwójki techników na środku stał ozdobny fotel. Nagie ciało mężczyzny ułożone w karykaturalnej pozie myśliciela za pomocą stalowych nici witało się ochoczo z przybyszami. Jego prawe oko leżało w prawej dłoni, natomiast lewe wciąż wisiało z oczodołu. Usta miał zaszyte, a na klatce piersiowej miał wymalowaną strzałkę skierowaną w prawą stronę.

Tłem do tego wszystkiego były dwustronne schody na półpiętro, by utworzyć jeszcze wyżej rozwidlenie prowadzące na pierwsze piętro. Całość była ozdobiona pozłacaną barierką. Całość sprawiała wrażenie trochę kiczowatego wystroju z przepychem. Właściciele willi – państwo Cormach – znani byli z braku wyrafinowanego gustu.

Koło siedzenie tuż po prawej stronie stał mały stolik nocny przyprowadzony z sypialni. Na ciemnobrązowym drewnie leżało zdjęcie. Całkowita oczywistość dla każdego zajmującego się sprawą Lalkarza. Miał on w zwyczaju zostawić koło swoich ofiar zdjęcie lalki, która w ostateczności przypominała kolejną, hipotetyczną scenę zbrodni.

Gdy Doyle podszedł do głównego aktora tego dramatu zauważył, że tym razem zamiast zdjęcia lalki widniało jego zdjęcie przekreślone znakiem zapytania, które najprawdopodobniej zostało napisane krwią. Westchnął głęboko.

- I po to była ta cała tajemnica? - wyszeptał sam do siebie. 

W tym miejscu przypominał rozczarowane dziecko czekające na rower od Mikołaja. Zamiast upragnionego prezentu otrzymał brzydki sweter. W końcu ciągle miał w pamięci intrygującą rozmowę w czasie swojej wizji z mordercą, więc widząc swoją twarz na zdjęciu nie robiło to na nim większego wrażenia. Jego lekko pochylona postura wręcz zdradzała rozczarowanie.

- Widzę, że masz stalowe nerwy. Lata ścigania tych skurwysynów robią swoje. - pełen ekscytacji John zbliżył się do detektywa

- Zgadzam się. - obaj mieli co innego na myśli. Carlon poszukiwał realnych złoczyńców, Arthur wyrzeźbił swe nerwy na manifestach i złych demonach – Więc ten cały Mistrz Marionetek właśnie zaprosił mnie do zabawy?

- Pytanie brzmi w jakim celu. - Doyle w tym momencie otrzymał sporej wielkości akta sprawy, by mógł się zapoznać ze szczegółami każdej zbrodni popełnionej przez tajemniczego Lalkarza

6 komentarzy:

  1. wena dopisuje:D szkoda że takie krótkie te fragmenty dajesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że dłuższe mogą odstraszyć już na dobre ewentualnych czytelników, których i tak brakuje^^

      Usuń
    2. ale jak się człek zaczytuje tu krem tam krew to się rozsmakuje :D

      Usuń
    3. Oto chodzi. Ma budzić ciekawość, abyś wracała co drugi dzień :D Tym bardziej dzięki temu powinien skończyć książkę i zacząć ją redagować poprawiając i dopieszczając tekst gdy tutaj już będę w połowie, co zatem będzie świadczyło, że druga część będzie lepsza. Taki przynajmniej jest plan^^

      Usuń