sobota, 30 stycznia 2016

Medium: Rozdział I (część III)

- To zdjęcie jest unikatowe. - kobiecy głos przybrał obronną postawę jakby się obawiał tego co może się za chwilę wydarzyć

- Wyczuwam niepewność. Niecodzienne z twojej strony. Dlaczego?

- Światy jak te powstają ze względu na prostą zasadę. Coś bardzo złego musiało się stać w rzeczywistości. Dzięki temu zostawiają naturalne ślady przez co łatwiej jest ich [morderców] wytropić.

- Nie musisz mi tego tłumaczyć raz jeszcze. - Arthur przerwał pewnym, może trochę władczym tonem – Powiedz mi po prostu. Boisz się tego zdjęcia. Dlaczego? - detektyw po raz pierwszy widział swoją intuicję w takim stanie. To nie zwiastowało nic dobrego.

- To zdjęcie nie powstało w sposób naturalny. - powiedziała to z domieszką goryczy – Ktoś je tutaj umieścił.

Doyle zaczął iść w stronę środka sceny. Szedł powoli, ostrożnie. Ukrywał przed własną intuicją zaciekawienie. Po niezliczonych koszmarach serwowanych na różnorakich miejscach zbrodni ta konkretna wizja wyróżniała się harmonią i swoistym spokojem. Wyglądało rzeczywiście jakby ktoś to wszystko zaplanował. Każdy najmniejszy szczegół.

- Zaraz się przekonamy. - rzekł stanowczo

Gdy zbliżył się do czekającego go prezentu spostrzegł, że zdjęcie to tak naprawdę pusta kartka papieru. Przyjrzał się dokładnie nawierzchni starając się wychwycić najdrobniejszy szczegół. Na próżno. Biel wybijała się jasnością względem reszty otoczenia, które zdawałoby się było przefiltrowane nadmierną czerwienią. Chwycił dłonią kartkę i uniósł do góry.

- Cześć! - zanim zarejestrował trzeci głos poczuł nieprzyjemny dotyk na lewym nadgarstku.

Błyskawicznie działając zupełnie podświadomie wyrwał się z uchwytu i odskoczył o jeden krok do tyłu. Szybko przesunął oczami wzdłuż pionowej osi, by w konsekwencji zobaczyć jak głowa zmarłego mężczyzny śledzi jego ruchy. Zesztywniałe usta ponownie wypuściły słowa.

- Chciałem się przywitać. Cześć! - rozradowany głos sprawił, że Doyle skoncentrował swoją uwagę na tajemniczym rozmówcy nie zauważając jak scena, w której się znajdował zmienia się

Nieistotne elementy całej układanki znikały w mrocznym uścisku. W ostatecznym rozrachunku w małym okręgu światła pozostał tylko detektyw i na wpół martwy człowiek.

Cienie zręcznie padały na skrawek widocznego dywanu dzięki czemu Arthur dostrzegł niemalże niewidzialne nici przymocowane do poszczególnych części ciała mężczyzny. Zręcznie doszedł do wniosku, że to po prostu marionetka. Był nieco oszołomiony faktem, że morderca stara się porozumieć z nim pośrednio wykorzystując do tego celu wizję.

- Jestem zaintrygowany. - odparł niechlujnie wciąż bacznie przyglądając się maskaradzie

- Dobrze! - głos niecodziennej lalki zmieniał się dynamicznie. Początkowe sylaby były nieznośne, piskliwe i dopiero z biegiem całego zdania bądź pojedynczych wyrazów ton wypowiedzi stawał się cichszy, spokojniejszy i nieco bardziej przypominał stonowanego mężczyznę w podeszłym wieku

- Zatem czego chcesz ode mnie?

- Konkretny! Jak sobie życzysz. - nieudolne poruszanie się warg przypominało pijanego faceta, który nie może sam z siebie wstać i wrócić do domu z przydrożnego baru. Efekt całej tej zabawy był dość komiczny nawet mając na uwadze wygląd denata. - Chcę rzucić wyzwanie. Tobie. - głowa opadła w dół zatrzymując się dopiero brodą o klatkę piersiową. Całość była nienaturalna i poniekąd przerażająca. Dopiero po chwili znów się uniosła, a oczy ponownie mogły świdrować do wnętrza duszy detektywa.

- Wyzwanie? Jakie wyzwanie. - Doyle starał się mówić krótkimi zdaniami. Wiedział, że w takich światach ostrożność jest kluczowa i nie ma potrzeby na dłuższe monologi.

- Chcę abyś mnie złapał i powstrzymał bądź pomógł mi w dokończeniu arcydzieła, które skrzętnie przygotowuję. Wybór należy do ciebie!

- Naprawdę uważasz, że mógłbym… - ciało zniknęło z fotela, a Doyle poczuł ponownie na opuszkach palców zbierające się krople

To był znak, że manifestacja okrutnej zbrodni zaczyna go odrzucać i za kilka chwil wróci do rzeczywistego świata. Stał spokojnie przysłuchując się coraz głośniejszemu biciu serca, które rytmicznie odliczało czas do powrotu. Jedno z ostatnich uderzeń było tak głośne, że zmusiło policjanta do zamknięcia na chwilę powiek, a gdy je ponownie otworzył stał w progu willi. Przed nim stał mundurowy, który niezręcznie patrzył się na nieruchomego Arthura.

6 komentarzy:

  1. czuję jakaś schizofrenię w bohaterze;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było w pierwotnych założeniach u Gabriela, tutaj jest trochę inaczej ;)

      Usuń
    2. ale nutki z tamtej postaci trochę czerpałeś inspiracji?;p

      Usuń
  2. Genialne :)
    Ciekawi mnie najbardziej owe "arcydzieło". Mam nadzieję, że będzie to coś miało wspólnego z obrzędami np. pogańskimi.

    OdpowiedzUsuń
  3. yea nie ma to jak czytanko wieczorem ;D

    OdpowiedzUsuń