czwartek, 28 stycznia 2016

Medium: Rozdział I (część II)

- Witaj cyrkowcu. - miły, delikatny, kobiecy głos przywitał go na starcie

Był to ten sam głos za każdym razem. Głos intuicji, która w tym świecie według niepisanych praw była nieomylna. Tutaj też żyła własnym życiem mogąc przybierać jakikolwiek kształt czy postać. Natomiast zainteresowana osoba zawsze potrafiła odróżnić fikcję od intuicji.

- Ile to już minęło? Trzy, może cztery lata?

- Trzy miesiące. - rozmawiał ze swoim drugim ja używając ciepłego tonu. Traktował to coś jak dobrą przyjaciółkę, jak światło tańczące na szczycie świecy pośród sztormu. - Ciągle zapominasz, że w moim świecie czas płynie dość powoli.

- Wybacz. - uśmiechnął się znając, że jego rozmówca nie ukrywał sarkazmu w ostatnim zdaniu. Lubił się droczyć, może niekiedy wręcz intelektualnie wojować w czasie tych nielicznych chwil spokoju przed nadciągającą burzą

Gdy minął stosowny czas przed sobą ujrzał wielkie pomieszczenie. Perspektywa starała się okłamać człowieka, że ściany są nieosiągalne, a podłoga załamuje się na linii horyzontu. Całość sprawiała wrażenie jakby Doyle oglądał nieruchomy rysunek przez krzywe zwierciadło.

Czerwony z pozłacanymi końcówkami dywan ciągnął się przez sam środek prowadząc zbłąkane oczy na elegancki fotel. Na małym stoliku już z daleka można było spostrzec leżące zdjęcie. Tylko z tej pozycji nie dało się rozpoznać co dokładnie było tam przedstawione.

Na wspomnianym wcześniej siedzeniu leżało bezwładne ciało na wpół przegniłe. Z otwartych ran aż wysypywały się robactwa starające się ugryźć jak najwięcej ciała dla siebie. Twarz nieboszczyka wygięta była w irracjonalny, przerysowany uśmiech odsłaniając zakrwawione, nierówne zęby. 

Dłonie swobodnie wisiały oparte o brzegi fotelu. Ich układ sprawiał wrażenie jakby zapraszały przygodne kobiety do przytulenia się. Zgięte nogi w kolanach i lekko rozłożone na boki formowały postawę leniwego odpoczynku niż krwiożerczą scenę mordu.

Po szybkim spojrzeniu na liczne otarcia i rany można było dostrzec głębokie cięcie na szyi. To zapewne było przyczyną zgonu. Tak przynajmniej wizja starała ubrać pieczołowicie przygotowaną scenkę. Intuicja od razu skierowała swoje zainteresowanie w stronę leżącego zdjęcia. Lśniło nowością i pięknie odznaczała obecność kontrastując z całą tą otaczającą zgnilizną.

Sterylny obraz jakby wycięty z opisu tandetnego kryminału niepokoił Arthura. Przeważnie takie wizje są niebezpiecznie dla medium i gdzieś w okolicy czai się niebezpieczeństwo zrodzone przez zbrodnie popełniane w rzeczywistości. Tutaj natomiast było odwrócone do góry nogami. Pomimo oczywistego denata leżącego w śmiertelnej pozie całość emanowała spokojem i zaciekawieniem. Jakby chciała zachęcić niespodziewanego gościa do skosztowania jej dań. I to zdjęcie machające jak małe dziecko, by z nim się pobawić.

3 komentarze:

  1. idealny smaczek czytelniczy poranny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha ok chcę jakąś scenę mordu z opisem obrywania skóry:D

      Usuń