wtorek, 26 stycznia 2016

Medium: Rozdział I (część I)

Był to śnieżny, grudniowy dzień. Zima skuła miasto chłodnym dotykiem pastwiąc się przede wszystkim na bezdomnych. Już od lat nie było tak ciężkich warunków. Piękna, biała szata skrywała przerażającą tajemnicę królowej. W lodowym uścisku mordowała bez opamiętania tych najsłabszych. Istna plaga zamarzniętych wyrzutków nie robiła jednak wrażenia dla reszty społeczeństwa. Mieli inne problemy.

Komunikacja miejska dopiero powoli podnosiła się z niespodziewanego nokautu. Co bardziej bogatsi starali się załatwiać swoje sprawy na odległość, bo luksusowe limuzyny nie były najlepszym wyborem z zalegającym śniegiem na ulicach. 

W takich warunkach Arthur Doyle, szatyn z niezdarną, dwutygodniową brodą musiał przedrzeć się przez pół miasta, aby zjawić się na miejscu zbrodni. Był zdziwiony wezwaniem tym bardziej, że to nie był jego rewir. Dwunasty posterunek, w którym służył zajmował się sprawami w okolicach nowo wyremontowanego portu, który od pierwszych chwil stał się nową wizytówką niebiańskiego miasta.

Sprawa Mistrza Marionetek bądź Lalkarza w zależności od humoru dziennikarzy w nadawaniu pseudonimów zaintrygowała go tym bardziej, że został skierowany do niej w trybie natychmiastowym. Nie otrzymał zbyt dużo informacji na temat ostatniego ciała znalezionego w bogatej dzielnicy. Nawet przełożeni starali się trzymać wszystko w tajemnicy.

- Wszystkiego dowiesz się na miejscu. - tak starali się wytłumaczyć tę zasłonę dymną

Po przybyciu na miejsce musiał niczym sportowiec uczestniczący w slalomie wyminąć ciekawskich dziennikarzy, którzy już dostali cynk od swego źródła, że na miejscu znajduje się kolejna ofiara seryjnego mordercy skuwającego strachem całe miasto.

- Detektyw Doyle. W końcu pan przybył! - posterunkowy Vanaugh natychmiast rozpoznał znajomą twarz – uniósł taśmę oddzielającą hieny od policjantów i przepuścił śledczego

- Może ty mi wytłumaczysz czemu akurat ja mam pomóc w tej sprawie. - odrzekł ospale. Może był trochę zniecierpliwiony atmosferą wokół jego osoby.

- Nie mogę. Zabronili nam. Podobno chcą się przekonać jak pan zareaguje na to co zastaliśmy tutaj.

Doyle poczuł uderzenie w klatce piersiowej. Przechodząc przez próg willi odgłos się powtórzył. Na czubkach palców zaczęła zbierać się wilgoć, by po czasie przybrać postać mętnych kropel krwi. Doskonale wiedział co to oznacza. Jego ciało zostało sparaliżowane, a on sam wpadł w trans potrzebny do wejścia w ten drugi świat. Proces ten był automatyczny i Arthur nie potrafił go kontrolować.

Zdziwiło go natomiast, że tuż po przekroczeniu progu domostwa jego dar się uaktywnił. Dźwięki wydobywające się w rzeczywistości jak za dotknięciem magicznej dłoni wyciszyły się pozostawiając pustkę. Było to przedziwne uczucie, do którego zdążył się już przyzwyczaić.

3 komentarze:

  1. o masakra miałam dreszcze jak o tej cieknącej krwi z palców czytałam brrrr:D szczególnie że podobny klimat ma Becket w swych kryminałach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjdę na ignoranta, ale nie mam pojęcia kto to jest. Nigdy go nie czytałem, ale uznam za komplement ;)

      Usuń
    2. ;o proszę Cię to mistrz kryminału!

      Usuń