niedziela, 24 stycznia 2016

Medium: Prolog (część III)

Gdy tylko przekroczył próg domostwa rozpętało się dziecięce piekło. Jego serce zatrzymało się na dokładnie pięć sekund jak za każdym razem, gdy jego dusza przekracza granicę rzeczywistości. Cienka, czerwona linia szaleństwa.

W pustej przestrzeni zauważył klauna trzymającego balonik w dłoni. Jego wymalowany uśmiech tak sztuczny, że przebijał czwartą ścianę był niepokojący od pierwszego wrażenia. Usłyszał kobiecy głos, który rzekomo był jego intuicją. Zaczęła krzyczeć jak przerażona matka na nieposłuszne dziecko, by zaczął uciekać. 

Po kilku chwilach zawahania w ostatnim momencie zrobił unik, gdy klaun spróbował go pochwycić. Wtedy ujrzał, że cały kostium dziwacznego gościa jest pokryte krwią, a w ręku nie trzyma balonika w kształcie pieska, a potężną maczetę. Rozległ się przerażający, piskliwy śmiech zagłuszający głos intuicji.

Nagle czarna jak smoła nawierzchnia zaczęła odpadać i znikać w oddali. Wielkie kafle podłogi spadały z wielkiej wysokości powodując przy upadku dźwięki niczym bębny wojenne. Mały Arthur zaczął uciekać przed siebie nie oglądając się za przerażającym klaunem. Chociaż w rzeczywistości jego ciało zesztywniało na wspomniane pięć sekund jego pierwsza wizja w jego umyśle trwała około ośmiu minut. Dla dziecięcego rozumu to niczym wieczność pogrążona w ucieczce.

Nigdy tak do końca nie mógł przypomnieć sobie jak jego koszmar się zakończył. Pamiętał ze szczegółami cały przebieg prócz zakończenia. Gdy przebudził się i pojawił się znów we właściwym świecie spostrzegł, że ze strachu popuścił w spodnie. W tym właśnie dniu poczuł emocje kłębiące się w jego duszy. Były żywe, namiętne i czujne. Strach, przerażenie, fascynacja i niepewność mieszały się z pozytywnymi uczuciami.

Niestety stopniowo kolejne wizje wyprały doznania. W chwili obecnej Doyle znał emocje ze słownika próbując na kartach przeszłości odszukać tego zapomnianego przysmaku. Był niczym pusta skorupa szukające zbawienia. Dlatego właśnie podjął się pracy w policji stopniowo awansując do wydziału zabójstw. Uważał, że wstrząsające sprawy mogą raz jeszcze pobudzić go do życia. Sprawa Mistrza Marionetek okazała się idealnym polem do eksperymentów.

*********
Po zakończeniu prologu trochę zmieniam szybkość nadsyłania nowych wpisów. Dwa dni wydają się być bardziej wiarygodne, aby ta cała treść nigdzie nie przepadała zbyt szybko.

1 komentarz: