sobota, 23 stycznia 2016

Medium: Prolog (część II)

- Proszę powiedzieć mi o swoich zdolnościach. - Doyle skrzywił się lekko. Wiedział bowiem, że stary lis chce go już od samego początku zdyskredytować i negatywnie nastawić na ewentualnych, sceptycznych słuchaczy wobec jego osoby. Stary, dobry chwyt policyjny. Tutaj nie ma miejsca na czystą grę. Nigdy nie ma.

- W porządku. - oparł się nonszalancko o skrzypiące krzesło, uniósł gładką, ogoloną brodę ku górze i pochwycił wiatr w żagle – W swoich śledztwach korzystam z dość niezwykłej umiejętności.

- Jest pan medium. - Brown starał się wyprowadzić policjanta z równowagi. Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego; ten gest po prostu rozbawił detektywa

- Można tak to nazwać, tak. Jestem medium, ale takich jak ja można podzielić na trzy grupy ludzi. Mogę kontynuować? - stary wyga przytaknął – Większość tych cudownych magików to zwykli oszuści, którzy posługują się niejasnymi zwrotami i mają po mistrzowsku opanowaną psychologię człowieka. Pozostali, ci nielicznie dzielą się na dwie strony: szczęściarzy i pechowców.

Twarz nadinspektora malowała nieskrywane oburzenie. Był starej daty, konsekwentny w swoich wyborach i już na tyle poznał życie, że przestał wierzyć w bajeczki. Tym bardziej był odpowiednią osobą do roli kata. Według niego za dużo narosło mitów i tajemniczej aury dookoła detektywa Arthura Doyla.

- Większość z tych prawdziwych magików – nie było trudno wyłapać ironiczny uśmieszek na ustach przesłuchiwanego – to szczęściarze. Przynajmniej ja tak ich nazywam. Potrafią ujrzeć ten drugi świat, ale są jak świadkowie zza kuloodporną szybą bezpieczni w swojej fantazji. Niestety ja należę do tych urodzonych pod złą gwiazdą. Nie widzę drugiej strony, ja w niej uczestniczę. - kontynuował swój monolog

- Fascynujące. - odrzekł beznamiętnie Scott. Nie interesowało go to w ogóle. Nie udawał swego cynizmu w głosie. - Przejdźmy może do najważniejszej części. - błysk w oczach detektywach zdradzał skrywane emocje na temat nadciągającej historii – Zacznijmy od początku. Proszę. - wyciągnął dłoń zachęcając tym samym rozmówcę do uraczenia go jeszcze jedną opowiastką. Tym razem jednak był żywnie nią zainteresowany.

Kolejny pet wylądował w popielniczce. Dym szybko przepadł bez śladu. Doyle doskonale zdawał sobie sprawę, że przesłuchanie ma na celu obnażyć jego słabości. W policyjnej otoczce w Heaven City nie było bohaterów bez skazy. W ogóle ciężko było znaleźć mundurowych z prawdziwym powołaniem. Większość uwielbiała po prostu władzę i dreszczyk emocji. Te ostatnie przyciągnęły Arthura właśnie do policji.

Uwielbiał zagadki i rywalizację. Próbował wszystkiego, aby na nowo poczuć emocje w środku. Ze względu na swój dar większość z nich odeszła zanim osiągnął pełnoletność. Nigdy nie zapomni pierwszej wizji jako dwunastoletni szczyl. Pomimo zakazu włamał się w nocy do opuszczonego domu, gdzie podobno kilka miesięcy wcześniej młoda kobieta została brutalnie zamordowana przez mężczyznę przebranego za klauna.

1 komentarz: