środa, 21 października 2015

Life is strange - amatorska recenzja



Życie jest dziwne o czy chcą przekonać nas twórcy gry „Life is strange” i już na wstępie napiszę, że udaje im się to wyśmienicie. Słodko-gorzka historia, którą przeżywamy razem z główną bohaterką Max Caulfield łapie za serce. Idealnie łączy ze sobą niekiedy wręcz mrożące krew w żyłach sytuacje z chwilami spokoju i beztroskiej zabawy. Już dawno nie siedziałem z wypiekami na twarzy, aby poznać co będzie teraz na następnej stronie świetnego scenariusza.

Zacznijmy może jednak od początku. W grze śledzimy nastoletnią Max, która wraca do Arcadia Bay po kilku latach nieobecności. Właśnie wtedy odkrywa swoją moc – przewijania czasu i zmiany historii. Działa to na podobnych zasadach jak w filmie „Efekt Motyla”. Dziewczyna już na wstępie jak w dobrym filmie Hitcocka musi wykorzystać nowe umiejętności jak się później okaże do uratowania swojej przyjaciółki Chloe z lat dziecięcych.

Scenarzyści umiejętnie prowadzą nas przez historię, która jest pełna trudnych wyborów, niezbyt wymagających zagadek i genialnie napisanych postaci. W tle prócz paranormalnych zdolności głównej postaci przewija się zaginięcie Rachel Amber – przyjaciółki Chloe czy niewyjaśnionych zjawisk jak martwe ptaki czy wieloryby wyrzucone na brzeg jak i tajemniczy śnieg oraz niewyjaśnione zaćmienie słońca. Brzmi dziwnie? Być może, ale historia jest spójna, wciągająca i potrafi wgnieść w fotel.

Całość jest podzielona na pięć epizodów i za każdym razem, gdy kończy się odcinek człowiek chce więcej i więcej. Uwielbiam dobrze napisane gry, gdzie fabuła gra pierwsze skrzypce. Tutaj jest jeszcze lepiej! Nie można się oderwać od całości i z każdą minutą spędzoną przy tym tytule coraz bardziej można się zżyć z Max.

Nie mogę tutaj zapomnieć i nie wspomnieć o fenomenalnym soundtracku budującym niesamowicie klimat. Jest jak wisienka na bardzo dobrym torcie, którą chce się tak po prostu schrupać. Wiele utworów już na stałe zagościło na mojej playliście co przy moim bardzo wybrednym guście jest wielkim komplementem.

Podsumowując, „Life is strange” jest grą wybitną jeśli chodzi o przedstawioną fabułę, występujących tam bohaterów gdzie w tle unosi się klimatyczna muzyka, a wybory moralne są trudne i ciężkie do rozszyfrowania jeśli chodzi o dalsze konsekwencje. Już dawno tak dobrze się nie bawiłem i zapamiętam ten tytuł przez długie lata.

Kończąc już chciałbym napisać jeszcze tylko to, że kiedyś stawiałem na pierwszym miejscu w kategorii przygodówek „Najdłuższą podróż”, dzisiaj mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że „Life is strange” przebija wspomnianą trochę wcześniej produkcję i właśnie z taką rekomendacją zostawiam was. Polecam wszystkim, którzy kochają właśnie takie gry, gdzie fabuła jest tutaj faktycznym głównym bohaterem.

3 komentarze:

  1. ja ostatnie grałam w strzelankę High Life. Zabili mnie 100 razy haha i zamaist ładnej muzyczki było słychać tylko łubububub

    OdpowiedzUsuń
  2. w grach się nie orientuję ale... opis bardzo zachęca :) ciekawie się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń