środa, 29 lipca 2015

Hellsing - Historia alternatywna 2/2



W nienaturalny sposób Seti wykręcił swoje ciało tak, że górna część była zwrócona w kierunku Matta, a dolna wciąż wyrywała się w kierunku wyjścia. Następnie powoli nogi dołączyły do tułowia. Całość wyglądała dość przerażająco i uwidoczniała piekielną naturę potwora. Bóg śmierci miał bardzo długie ręce, gdzie czubki palców dosięgały jego kolan. Nie przeszkadzało mu to w sprawnym operowaniu jego gibkiego, szarego ciała w błyskawiczny sposób.

Upadły anioł jednak nie wiedział parę ciekawych faktów z życia chłopaka. Swego czasu przebywał razem ze swoją rodziną na Sycylii, gdzie pewnego dnia ghule zaatakowały wioskę, w której mieszkał podczas wakacji. Jako jedyny przeżył monstrualny atak. Krew dosłownie płynęła ulicami ciągnąc za sobą resztki ludzkiego ciała. Sam smród potrafił zwalić człowieka z nóg.

Ku zaskoczeniu samego Matta, potrafił doskonale odpierać ataki poczwar. Niestety powoli opadał z sił, gdy na polu walki wpadł ojciec Aleksander Andersen ze swoimi ostrzami. Zainteresował się młodym mężczyzną i jego pentagramem do tego spotnia, że postanowił go wyszkolić. Cudzoziemiec błyskawicznie opanował techniki nauczane w Watykanie i już po roku szkolenia został wysłany w pierwszą misję do Anglii. Właśnie tam po raz pierwszy spotkał samego Alucarda.

Wampir był cyniczną zjawą polującą na inne wampir. Był nieosiągalny dla Matta. Nieważne ile razy odciął mu głowę i tak wielki Nosferatu powracał do żywych. Jednak czcigodny nieśmiertelny pomimo sadystycznych zapędów na swoich rywalach nie zabił przeciwnika. Wampirycznymi zmysłami wyczuwał coś potężnego, głęboko schowanego pod doskonałą pieczęcią przewyższającą jego własną.

Alucard nigdy nie zapomniał o tej tajemnicy. Nie bez powodu to właśnie Matta wysłał na pojedynek z upadłem aniołem. Zdawał sobie sprawę, że właśnie przy takim rozdaniu kart w końcu prawda wyjdzie na światło dzienne.

Matt wyciągnął jak struny ręce przed siebie. Czubki palców były skierowane do góry, natomiast kciuki patrzyły na przeciwne dłonie. Wtedy tez prawą dłoń przekręcił tak, aby zewnętrzna strona z widocznym pentagramem była widoczna dla boga śmierci. Zbliżył obie dłonie do siebie tworząc z kciuków i wskazujących palców kwadrat.

- Doskonale! - uniósł histerycznie głos Seti – Pokaż mi moc poziomu pierwszego! - w jego starych żyłach w końcu popłynęła ekscytacja. Promieniował jak małe dziecko na widok słodkiego przysmaku. Przerysowany uśmiech wyglądający jak wyjęty z dziecinnego koszmaru o przerażającym klaunie zagościł na jego twarzy. W końcu chciał wyzwania. - Powiedz to! Aktywuj! Pokaż mi moc Nosferatu!!

- Na zaistniałą sytuację...

- Och tak! - pomimo pieszczotliwych dźwięków wydawanych przez boga wcale nie wyglądał niewinnie. Jego ciało było skupione, naprężone i gotowe do ataku. Czekał cierpliwie na ucztę.

W tym samym czasie na zewnątrz w czasie nocnej batalii chmury zebrane nad polem walki zaczęły krążyć jak sępy nad świątynią. Jednocześnie nieznośnie zimny wiatr zatrzymał się. Każdy inny mógłby tego nie dostrzec w czasie morderczego wysiłku, ale nie sam Alucard. Uśmiechnął się szyderczo ukazując białe jak perły kły. Oczy zaczęły mu się świecić z podniecenia. Rozwiązał zagadkę. Wiedział doskonale kim jest Matt.

- ...zrywam pieczęć Crommleya poziomu...

- Tak! Pierwszego! Pokaż mi jaką potęgą włada Nosferatu Alucard!

- ...zerowego!

- Co? - Seti poczuł mocne uderzenie w plecy jakby jakaś siła zaczęła go ciągnąć w stronę przeciwnika. Dopiero po chwili zorientował się, że ze wszystkich kierunków wiatr zerwał się i biegnie jak wierny pies do swojego pana.

Rozejrzał się po wielkim pomieszczeniu, w którym panował półmrok. Cienie, dotychczas bezmyślni obserwatorzy niezbyt wyrównanej walki ruszyły w kierunku człowieka. Gdzieś w okolicach metra od nóg mężczyzny poderwały się do lotu. Nim ponownie połączyły się w bezkształtną, czarną jak smoła chmurę przez chwilę przypominały wygłodniałe kruki zawołane na ucztę.

Seti stał ogłuszony tym widokiem. Czuł jakby ktoś mu mocno przywalił w tył głowy. Nie mógł się poruszyć chociaż krew w żyłach płynęła żwawo. Z nieznanych mu powodów po raz pierwszy w życiu poczuł coś dziwnego. Kolana ugięły się pod ciężarem jego własnych mięśni. Krople potu tworzyły korytarze labiryntu na jego zmarszczonym czole.

Spojrzał na odrętwiałe, lekko drżące dłonie, z których wciąż ściekała krew wprost na posadzkę. Początkowo myśl była irracjonalna w końcu był samym bogiem śmierci. Zdawała się być jak bańka mydlana z krótkim terminem ważności. Lecz pomysł rósł błyskawicznie wkradając się w najciemniejsze zakamarki jego zgniłej duszy. To był strach!

Chmura cieni owijała się wokół człowieka tworząc coś co przypominało zbroję. Pozostała część mroku eksplodowała na całe pomieszczenie. Światło ustępowało bezdusznej ciemności bez najmniejszej walki. Atmosfera grozy była tak bardzo namacalna, że z niewyjaśnionych przyczyn wyrwała z zawiasów wielkie, metalowe drzwi od świątyni i rzuciła nimi kilkanaście metrów przed siebie. Seti wtedy zrozumiał kto stoi przed nim.

Alucard zaczął się głośno, histerycznie śmiać. Tak mocno, że musiał podtrzymywać się na wpół wygiętej latarni, aby nie stracić równowagi. Bezmyślne, głodne ghule zatrzymały się w bezruchu. Nawet i one dostrzegły absuldarne zachowanie się wampira, którego chciały bezskutecznie pożreć od początku bitwy. Zauważył to również ojciec Andersen i błyskawicznie przemieścił się bliżej Nosferatu.

Przeskakując przez stojące w miejscu mięso armatnie zauważył kątem oka, że wszystkie gwiazdy na niebie powoli gasną jakby ktoś zdmuchiwał urodzinowe świeczki na torcie. Gęsia skórka jak kopnięcie prądem przebiegło mu po karku wtedy, gdy również księżyc zniknął z czarnej płachty nieba. Nie potrafił tego wytłumaczyć. Być może wampir wiedział, ponieważ chichotał w najlepsze.

- Z czego się śmiejesz Alucard? - żarliwie rozpoczął dyskusję

- Właśnie w tym momencie – co chwilę wampir przerywał swoją wypowiedź, by nabrać tchu wciąż śmiejąc się podniośle – postawił swoje stopy na Ziemi!

- Któż mógł wywołać histeryczny śmiech u najwyższego demona?

- Już nie najwyższego. - za pauzował stanowczo - Ten, który mnie zabije! Ten, z którym zamierzam się zmierzyć w walce, która już posiada zwycięzcę. Czekałem na ten dzień od dnia, w którym straciłem swoje człowieczeństwo. Nareszcie przybył! Sędzia, kat, prawdziwy demon!

- O kim ty do cholery mówisz głupi potworze?!

-Oj księżulku – Nosferatu tylko przez chwilę spojrzał na księdza z powagą co wyprowadziło Aleksandra z równowagi psychicznej – przecież to wasza wiara wspomina o nim. To... - w tym samym momencie co Alucard wymawiał jego imię to samo czynił Seti i razem chociaż byli od siebie daleko wypowiedzieli jego imię:

- ...Śmierć! Jeździec!

Upadły anioł mrugnął. To wystarczyło, aby Śmierć doskoczyła do niego, wyciągnęła ostrze stworzone całkowicie z ciemności i zbliżyć się na wyciągnięcie ręki. Gdy Seti otworzył oczy było już za późno na reakcję. Bezszelestny zryw był perfekcyjny. Tuż przed nieubłaganym ciosem fałszywy bóg śmierci westchnął. Był artystą, a ten jeden atak był piękniejszy niż wszystkie jego dokonania. Chwilę po tym jak inspiracja rozpaliła jego myśli poczuł dotyk zimnego miecza tak mroźnego jakby zanurzał się w bezkresnej otchłani.

Jedno cięcie powaliło pradawnego na ziemię. Ghule jęknęły z przerażeniem czując, że władca, który powołał ich do życia sam je utracił. Los bękartów nie trwał długo. Ze świątyni jak bezkształtna bestia ruszyła w ich stronę mgła cieni. Pożerała bezbronne potwory osierocone przez swojego pana. Piski i krzyki unosiły się w powietrzu wypełnionym smrodem rozpadających się ciał. Opisy najstraszniejszych apokalips nie mogły dorównać rzeczywistości.

Wśród stosów leżących kukiełek polanych krwistym sosem w pełnej gotowości stał nieoficjalny przywódca Iscariotu, ojciec Aleksander Andersen, a za jego plecami bacznie obserwowała otoczenie Seras Victoria. Tylko Alucard podziwiał dzieło jeźdźca. Był zafascynowany namalowanym pejzażem. Zapach zgnilizny pobudzał jego zmysły. Odurzone spektaklem tańczyły jak narkoman w czasie heroinowej burzy.

Nagle, niby bez powodu zamilkł. Błyskawicznie wyciągnął spluwy i skierował lufy na jedną z mogił. Przez chwilę pozostała dwójka nie potrafiła dostrzec nikogo ani niczego. Wampir uśmiechnął się szyderczo wykrzywiając mordę.

- Jestem gotowy! Stań ze mną w szranki, sprowadź na mnie śmierć! Marzyłem o tym pojedynku. Chcę się zmierzyć z niepokonanym! Z samą ciemnością! Z tym, od którego powstał mrok! Tnij kończyny, przyjmuj moje kule na klatkę piersiową. Pij moją brudną krew. Drwij ze mnie jak ja będę drwić z ciebie. Zabij mnie! Słyszysz? Zabij!

Wtedy na samym szczycie sztucznej góry z ciał poległych pojawił się cień. Gdy podszedł bliżej wyłonił się rycerz. Sama Śmierć spoglądała na Nosferatu. Każda żywa istota ma swoją, specyficzną aurę, która podkreśla niezwykłość nielicznych i bezbarwność całej reszty. Jednak, gdy spoglądało się na demona niebios wyglądało to tak jakby to on był samą aurą, a wszystko dookoła niego traciło jakikolwiek sens istnienia. Przerażał wyglądem, mamił widmami unoszącymi się nad jego głową. Chociaż tego nie było widać, nawet sam Alucard był przerażony tą istotą.

- To nie czas i miejsce demonie. Obiecać ci mogę, że gdy zjawią się moi bracia i Ziemia klęknie przede mną, osobiście stanę do walki, która jest już rozstrzygnięta.

Nosferatu zagryzł dolną wargę tak mocno, że z niewielkiej rany wypłynęła krew.

- Matt nie stał się Śmiercią, lecz Śmierć stała się nim. - kontynuował jeździec – Przybędę do ciebie, przyrzekam.

Śmierć odwróciła się na pięcie. Jego gwizd był słyszalny w promieniu wielu kilometrów. W mgnieniu oka ledwie dostrzegalnego nawet dla Alucarda pojawił się wierzchowiec imieniem Rozpacz. Rycerz wsiadł na niego z elegancją. Uniósł miecz do góry i popędził przed siebie. Musiał jeszcze wiele uczynić, by przygotować ten świat na nadejście jego braci.

I tego też dnia, gdy czterech braci zjednoczyło się na nowo, w Dniu Sądu Ostatecznego Alucard zginął z rąk Śmierci tocząc długi, krwawy i ekscytujący pojedynek. Demon tym samym odkupił swe grzechy, gdy ostrze przecięło jego serce na miliardy części. Jednak apokalipsa nie skończyła się wtedy. To był tylko początek. Dobry początek na kolejną historię, lecz inną. Opowieść o Nosferatu Alucardzie została domknięta.

3 komentarze:

  1. Dobre rozwinięcie tej historii ;D i oczywiście pojawiła się niepokonana śmierć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to, że komuś się podobało;)

      Usuń
    2. No mi się bardzo podobało ;D

      Usuń