piątek, 26 czerwca 2015

Uchiha Revan - Bogowie 4/4

Revan wyprostował się i odwołał tryb bestii. Zacisnął pięści, a jego oczy na chwilę zabłysnęły. Legendarny Uchiha przyjął pozycję obronną i nie pomylił się. Pierwsze uderzenie pojawiło się niespodziewanie z prawej strony. Nawet tak szybki shinobi nie zdołał zrobić uniku. Otrzymał siarczysty cios w szczękę tak potężne, że jego ciało bezwładnie zaczęło lecieć w przeciwną stronę.

Nie zdążył zareagować. Nie widząc nawet przeciwnika otrzymał cios prosto w odsłonięty brzuch i spektakularnie roztrzaskał się na twardej powierzchni. Natychmiast wstał cały zakrwawiony i uradowany, że znów poczuł, że żyje. Jego ciało było obolałe, przepocone i tak żywe jak nigdy przedtem. W końcu był martwy przez kilka tysięcy lat.

Odblokował resztę chakry, którą w sobie skrywał uznając, że przeciwnik jest godny na poznanie prawdziwej potęgi Uchiha. Wtedy też zobaczył nadciągającego z niesamowitą prędkością Revana. Był cały otoczony pomarańczowo-fioletową zbroję. Nie było to Susanoo tylko coś bardziej subtelnego co dodawało mu i siły i szybkości. Szczęśliwy Madara nie zaprzątał sobie głowy nową techniką rywala. Miał tylko jedno w głowie – tu i teraz pojedynek na śmierć i życie!

Sparował cios chwytając dłonią wymierzoną w jego kierunku pięść. Następnie ślizgając się po piasku przez siłę ataku sam wymierzył kontratak i drugą ręką uderzył w żebra. Potem odbił się od ziemi i pochwycił Revana w locie. Zaczęli się okładać, a powietrze wokół nich rozgrzewało się do czerwoności, którą można było dostrzec z kilkuset metrów. Ci, którzy przeżyli meteoryt mogli podziwiać jak coś co przypominało ognistą kulę zaczęło się powiększać. Pięści spotykały pięści, kolana obijały kolana, a ciała w ryzach trzymała chyba jedynie silna wola wojowników.

Jeden cios okazał się druzgocący. Revan upadł na ziemię ze złamaną nogą. Jego organizm odmówił posłuszeństwa. Tym razem to nie był klon czy inna technika, która miała oszukać Madarę. Dyszał nie mają zbyt wiele chakry. Nie mógł też zapożyczyć więcej energii od Kuramy, demona, którego miał zapieczętowanego w sobie, bo i on wyczerpał swoje pokłady. Starszy Uchiha choć też w nie najlepszej formie wciąż mógł walczyć, bo taki właśnie był. Nieugięty, wytrwały i walczący do ostatniej kropli krwi dla swojej sprawy. Tym razem nie chciał przegrać.

Chwycił mocno szyję Revana i podniósł go do góry. Chciałoby się rzec, że istnieje tylko jeden bóg i właśnie trwa jego koronacja. Zaśmiał się i uderzył w brzuch trzy razy na znak zwycięstwa.

- Śliczne oczy, ale twoje techniki są nieskuteczne wobec mnie. Drugi raz zostałem ożywiony i po raz kolejny nie zostanę pokonany. Masz jakieś ostatnie słowo przed śmiercią młody Uchiha? - wtedy Revan złapał go za rękę, która ściskała szyję

- Tak... Kamagi!

Madara spostrzegł, że kolory w oczach rywala wyblakły, a po chwili wszystko dookoła nich przepadło w ciemność. To nie był koniec niespodzianek. Ciało Revana zamieniło się w proch. Wszelkie odgłosy ze świata zniknęły.

- Tylko na tyle ciebie stać? Marne genjutsu na sam koniec? Mój Rinnengan jest odporny na takie sztuczki, więc nie potrwa to długo zanim skręcę twój kark.

- Nie możesz mnie zabić – odpowiedział mu pustym głosem Uchiha – ja już jestem martwy. - słowa zaciekawiły Madarę

- Co przez to rozumiesz?

- Kamagi, ostateczna technika perfekcyjnego Sharingana. Niezwykłe genjutsu pieczętujące, który kradnie duszę i zamyka ją w wymiarze, z którego nie można powrócić. Ceną jednak jest śmierć użytkownika, czyli w tym wypadku mnie. Gdy mój głos zamilknie, zostaniesz sam na wieki w tym miejscu, a ja przepadnę na zawsze.

Madara chwycił się za biodra i zaczął się głośno śmiać. Był to psychodeliczny, nieprzerwany rechot.

- Nawet twoja technika nie jest doskonała! - rzekł ciągle się śmiejąc – Okazuje się, że faktycznie Sharingan jest potężniejszy niż sam Rinnengan, dlatego czas na ostatnie jutsu legendarnego Madary! - przystawił do ust złączone dłonie – Oto zakazana technika potężniejsza nawet od Edo Tensei. Requile Morte no Jutsu! Żegnaj Revan, zasłużyłeś!

Nie mylił się Madara. Jedyną wadą jutsu Kamagi było to, że zamknięta ofiara mogła użyć jeszcze jednej techniki zanim jej dusza odłączy się od ciała. Nie mogła jednak uwolnić siebie z tego wiecznego więzienia. Założyciel klanu Uchiha jednak nie to miał na myśli. Wykorzystał zakazane jutsu, które sam odkrył i... wskrzesił Revana. Była to nagroda za pokonanie wielkiego przodka, na którą według Madary jego potomek zasłużył.

Dzięki temu wojownik przeżył i nie musiał poświęcać swej duszy, aby zapieczętować boga, by nigdy więcej nie powrócił ze świata zmarłych. Jednak i Revan nie był bohaterem. Nie wtrącił się w wojnę między shinobi o ludzkość. Przyglądał się z boku. Obserwował uważnie, ale nigdy więcej nie dał świadectwa swego istnienia.

Paradoksalnie zgadzał się z Madarą co do oceny świata. Ludzkość od samych narodzin żyli pełni nienawiści do siebie samych. Krąg niekończących się wojen nigdy miał się nie skończyć. Po prostu w pewnym momencie techniki oparte na jutsu zostały zastąpione czołgami i karabinami. Jedyną rzeczą jaką różniło Revana od swego przodka to decyzja o interwencji. Zwycięzca pojedynku uważał, że pomimo tej całej zgnilizny nie wolno odebrać ludziom wolnej woli nawet wtedy kiedy ich wybór pchał ich w przepaść.

Ludzkość po dziesięciu latach krwawej rzeźni podpisała pakt z pozostałymi shinobi. Zawarto pokój, a nieliczna garstka postanowiła wspólnie odbudować cywilizację po tym jak nawet ci, którzy wywołali wojnę zginęli w bitwach. Bilans był okrutny. Z siedmiu miliardów ludzi przeżyło niecały miliard dusz.

Uchiha Revan obserwował rodzący się na nowo świat ze swojego wymiaru. Nie miał jednak nadziei, że tym razem świat okaże się dobry. Doskonale znał naturę ludzką – w każdym sercu istnieje miejsce na czyste zło. To była jego kara, brzemię, które musiał nosić. Widział kolejny, nowy rozdział w historii człowieka, która najprawdopodobniej zakończy się tak jak wszystkie poprzednie zakończenia.

Po kilkudziesięciu latach zorientował się, że Madara wręczył mu nie tylko nowe życie, ale również i długowieczność. Wiedział, że kiedyś przyjdzie na niego czas, ale nie wiedział na jak długą katorgę skazał go legendarny współzałożyciel Konohy.
the end
***

4 komentarze:

  1. ja dziś tylko się zadumam dalej w sobie ile chłopów ma ino w głowie wojny przeciwników ni to ludzi ni nie;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia co chciałaś przekazać ;p

      Usuń
    2. na pewno jakąś myśl głęboką xd ale teraz powiem tylko :ałć, ałć!

      Usuń
  2. Całkiem dobrze Ci to wyszło wiesz? podoba mi się;D kurde, żebym ja tak umiała pisać i operować słowem jak Ty ;))
    muszę nadrobić, bo chyba którejś części nie czytałam ;)

    OdpowiedzUsuń