niedziela, 21 czerwca 2015

Uchiha Revan - Bogowie 3/4

- A więc to tak wyglądają bogowie. - rzekł jeden z generałów, którzy spotkali trochę wcześniej młodego wojownika – Ziemia trzęsie się u ich stóp, odgłosy batalii napełniają serca strachem, ale my nadal tutaj stoimy i biernie przyglądamy się, który z nich wygra. Oby wygrał ten, który nie chce naszej zagłady.

Obaj Uchiha doskonale parowali ciosy. Widać było doskonałą technikę i doświadczenie w walce. Bestie okładały się wzajemnie, rzucały w siebie olbrzymie kule ognia i pomimo tego całego zamieszania dwóch wojowników przeskakując z jednego potwora na drugiego potrafili płynnie ciągnąć ten pojedynek na dwóch płaszczyznach – ludzkim i boskim. Bezchmurne niebo pełne gwiazd przyglądało się bacznie tej uczcie serwowanej zwykłym śmiertelnikom.

W pewnym momencie Madara zyskał niewielką przewagę, gdy na chwilę Revan stracił grunt pod nogami. Starszy samuraj wyrzucił z ust olbrzymi podmuch ognia, który został natychmiast ugaszony podmuchem wiatru przez rywala. Dzięki temu legendarny wojownik zyskał chwilę czasu, aby podkraść się od tyłu i zadać śmiertelny cios przebijając klatkę piersiową. Polała się krew.

Rinnengan potrafił odróżnić klon od oryginału, ale nawet te mistyczne oczy nie mogły znać tajemnicy perfekcyjnego Sharingana. Zranione ciało nie wybuchło niczym pospolity klon. Po prostu jak fatamorgana na pustyni rozmyło się razem z tłem. Madara był tym faktem zszokowany, że ktoś potrafił oszukać jego zmysły. Był jednak na tyle sprawny w walce, że nawet ten krótki postój nie sprawdził, że był podatny na byle jaki atak z zaskoczenia. Odwrócił się błyskawicznie, przechylił tors do tyłu unikając ostrza i przebił brzuch Revana. Niestety znów okazało się, że to niewłaściwy cel.

- Nie są to klony, potrafię wypatrzeć subtelną różnicę w strukturach chakry. Nie jest to izanagi, bo nie traci przy tym światła w oczach. Zatem to musi być nowa technika związana z nowym poziomem Sharingana. - zaczął szeptać do siebie wypatrując przy tym przeciwnika – Zadziwiające jest to, że za każdym razem moje oczy widzą oryginał.

Uśmiechnął się pod nosem sprawiając wrażenie, że odnalazł słaby punkt w technice. Przywołał ponownie pociski chakry i wystrzelił je we wszystkich kierunkach, które trafiały w miejsca, gdzie znajdowały się punkty z największą ilością energii na obu bestiach. Niestety ten błysk geniusza kosztował sporo. Madara nie zauważył, że silniejszy niż zwykle rycerz zyskiwał przewagę. W jednym momencie przeciął smoka na pół „uśmiercając” bestię. Założyciel klanu Uchiha przeskoczył na odmienione Susanoo.

- Szybko rozgryzłeś moją technikę. Niestety twoje ciosy są trochę za szybkie na jutsu czasoprzestrzenne. - naprzeciw mężczyzny pojawił się Revan

- Każdy z nich był oryginałem. Fascynujące. Zawsze mnie zastanawiała geneza klonów, a tu proszę; przyszło rozwiązanie. Trochę lekceważąco użyłeś jej przeciwko mnie. Każdy inny przeciwnik miałby z tym problem. W sumie może nawet i ja trochę musiałbym się pomęczyć, gdyby nie moja nowa technika, którą już dwukrotnie zaprezentowałem. Dobrze, że nie jesteś aż tak obeznany ze swoją i nie możesz kontrolować wszystkich oryginałów naraz. Więc to była prosta decyzja, zaatakować wszystkich w jednym czasie.

- Brawo. Jednak przez to straciłeś coś cennego.

- Rzeczywiście, trzeba wyrównać rachunki – Madara wybił się w powietrze – Spójrz na niebo. - w tym czasie wylądował daleko poza zasięgiem Susanoo

W tej samej chwili kiedy starszy Uchiha oddalał się od oponenta z nieba zaczął spadać wielki meteoryt. Mając niewiele czasu na unik Revan rozkazał złapanie zbliżającego się głazu. Siła uderzenia była tak wielka, że niewiele brakowało, aby rycerz połamał ręce i tym samym grzebiąc pod meteorytem Revana. Madara jednak stał spokojnie, bo wiedział jeszcze o jednej rzeczy... drugi meteoryt!

Uderzenie było zaskakujące. Susanoo, nawet ulepszone nie miało szans. Cała planeta odczuła zderzenie. Zatrzęsła się, oceany wzbudziły się ze strachu, a wielkie fale zakradały się na ląd niszcząc przybrzeżne miasta. Większość przyglądających się shinobi zmarło natychmiast od fali uderzeniowej. Pole walki dwóch bogów zakryło kurz skrywający olbrzymi krater świadczący o potędze Rinnengana.

- Sądziłem, że nie przeżyjesz takiego ataku. - oznajmił ze spokojem Madara trzymając ręce splątane na klatce piersiowej i spoglądając w dół krateru

Gdy kurz powoli opadł dostrzegł pomarańczową aurę. Następnie kształty zaczęły przypominać lisa z dziewięcioma ogonami. Tak, to był tryb bestii. Kurama w końcu włączył się do walki osobiście. Dzięki Susanoo, potem trybowi bestii Revan zdołał przetrwać zderzenie chociaż był posiniaczony na całym ciele.

- Teraz wydaje mi się, że to ja mam przewagę. Nie sądzisz? - Madara próbował swojego przeciwnika wyprowadzić z równowagi

5 komentarzy:

  1. jakby mi ktoś w twarz zionął ognień bym się upiekła jak kotlecik xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha chyba nie żyjemy w społeczeństwie kanibali. jeszcze :D

      Usuń
    2. Będzie trzecia wojna światowa, cywilizacja upadnie, zasobów w tym jedzenia będzie mało to i pewnie kanibalizm będzie bardziej modny ;p

      Usuń
    3. na 3 wojnę mamy zapasy ziemniaków i cukru w piwnicy xd

      Usuń