niedziela, 1 marca 2015

Memento Mori

Jest to rozmowa dwóch przyjaciół. Nieistotne są szczegóły takie jak miejsce akcji, sens całej tej rozmowy. Nawet kim są z zawodu, czy są biali, czarni czy żółci. To wszystko blednie w oczach przypadkowego słuchacza. To co jest warte posłuchania to jeden, ciekawy fragment całej ich debaty. Zaczyna się standardowo. Jeden pyta drugiego, aby wytłumaczył mu pewien fenomen. Złowieszczy ewenement. Zatem ten co przybiera pozę mistrza nabiera haust powietrza i przystępuje do wyzwania.

- Dobra. Jak nalegasz – niech ci będzie. Załóżmy sytuację, hipotetycznie, że przychodzi pacjent do lekarza. Jest zdenerwowany, bo czeka na ważne wyniki. W głowie krążą mu zwariowane myśli. Przed oczami ukazuje się kostucha wskazująca, że to już koniec. Pełna depresja, brak wiary. Totalna porażka życiowa. Łapiesz?

- Nie przesadzaj, że jestem takim debilem! Tłumacz dalej.

- Ok. Lekarz w białym fartuchu wyciąga wyniki. Dla naszego pacjenta wyglądają jak ostatnia wola, spisany testament tuż przed śmiercią. Ręce mu drżą, pot spływ z czoła i nerwowo podskakuje mu noga. No totalna nerwica w oczekiwaniu na zagładę. I słuchaj teraz. Lekarz mówi mu spokojnym głosem, że zostało mu kilka tygodni życia.

- O kurwa!

- Spodziewałeś się happy endu?

- Tak budowałeś napięcie, że tak... w sumie tak, spodziewałem się happy endu.

- Czekaj. Odwróćmy sytuację.

- Lekarz przychodzi do pacjenta?

- Ha! Dobre, ale nie. Słuchaj. Przychodzi pacjent do lekarza. Może być ten to sam bohater co chwilę wcześniej. Depresja, nerwica. Ogólnie całe ciało drży. Miej na uwadze to, że śmierć jest nierozłączna. Każdy kiedyś umrze. Nikt tak naprawdę śmierci się nie boi. Strach jest przed nieznanym.

- Ok.

- Ok! Więc ów lekarz wyciąga znów dokumenty lśniące bielą. Jak średniowieczny alchemik odczytuje przepis na mistyczne złoto głupców. I teraz uważaj, bo to ważne, abyś dobrze wyciągnął wnioski sam... Gotowy czy nie lecimy dalej!

- Dobra.

- Teraz nie przerywaj! Lekarz, pacjent, dokument. Mamy to. Lekarz oznajmia naszemu pacjentowi, że wszyscy ludzi włącznie z lekarzem w ciągu najbliższych kilku tygodni umrą. Jedynym zdrowym człowiekiem na ziemi jest pacjent. Nasz wykształcony doktor mówi to drżącym głosem.

- Ej! Choroba, która zabija wszystkich prócz jednego?

- Mówiłem, że to sytuacja hipotetyczna. Słuchaj uważnie. I nie przerywaj w najważniejszym momencie!

- Przepraszam. Mów dalej.

- Niech ci będzie. Więc teraz kluczowy moment. Najważniejsze pytanie w tej krótkiej historii brzmi: jak czuje się pacjent po takiej informacji? W pierwszej scenie jest to oczywiste. Smutek, gniew, akceptacja i inne pierdoły. Sześć czy siedem kroków do akceptacji. Wiadomo o co chodzi. Ale. No właśnie ale. Jak czuje się pacjent teraz?

- Hmm?

- Właśnie! Pomyśl. Mówią tobie, że możesz mieć raka. Jako, że jesteś człowiekiem złorzeczysz na wszystkich i wszystko. Na każdego przyjdzie pora, ale każdy chcę tą godzinę śmierci opóźnić. Taka odwrócona kolejka. Ludzie zawsze chcą być pierwsi, ale nie na cmentarzu. Więc klniesz na cały świat jaki to niesprawiedliwy i na końcu okazuje się, że jako jedyny nie umierasz. Co więcej masz świadomość, że za kilka tygodni zostaniesz sam. Nie będzie nikogo. Pytanie moje brzmi: co czuje pacjent właśnie w tej chwili? Zastanów się dobrze zanim odpowiesz.

- Ok.

1 komentarz:

  1. hm jakby wszyscy oprócz mnie umarli to by było mi jakoś tak nudno samej na świecie łazić...

    OdpowiedzUsuń