czwartek, 6 listopada 2014

Spotkanie

Gdy słońce zawisło leniwie nad horyzontem zadzwonił telefon. Pierwsza myśl – Arizona. Prawdę mówiąc miałem się odezwać jak tylko wrócę do Haven City. Ciągle zapominam o obowiązkach kochanie. Musisz mi to wybaczyć, jak zwykle to robisz. Nie każdy człowiek rodzi się pełen otwartości, uprzejmości. Często przypominałem błąkającego się komika na kacu, który skutecznie potrafi wywołać gorzkie łzy.

Podniosłem słuchawkę. Dopiero wtedy odrzuciłem irracjonalną myśl o dziewczynie. Skąd mogłaby znać numer do tego pokoju? Po co w ogóle miała by się trudzić jeśli mam telefon komórkowy? Niekiedy w swojej naiwności jestem głupi. Nawet takiemu facetowi jak mi marzy się niekiedy romantyczny zryw życia napisany piękną czcionką.

-Pan Knight? - nie rozpoznałem tego głosu. Pewny siebie, tajemniczy wielbiciel. Nie musiałem odpowiadać na retoryczne pytanie. Ja i mój rozmówca dobrze wiedzieliśmy jaka jest odpowiedź. - Obiecałem panu, że się spotkamy. - zaintrygowało mnie to. - Na przeciwko pana motelu jest niewielki park. W samym centrum znajduje się śliczny posąg rycerza. Proszę usiąść przy najbliższej ławce w samo południe. Wtedy porozmawiamy.

W samo południe zabrzmiało jak pojedynek na dzikim zachodzie. Nie każdą walkę jednak toczy się na rewolwery. Niektóre, te największe, walczy się przy pomocy słów i faktów. Nie oszukiwałem się. Sprawa śmierdziała na kilometr, ale nie zamierzałem nikomu o tym mówić. Byłem jak samotny łowca polujący na legendę.

Pasowałbym w czasach wielkiej rewolucji, gdzie kolej śródlądowa dopiero stawiała pierwsze kroki do imperialistycznych marzeń. Dobrze bym wyglądał w kowbojskim kapeluszu, rewolwerze przy pasie i żującym tytoń. Chociaż nie ukrywam, że możliwość śmierci z moim temperamentem i jadowitym językiem zawitałaby w moich progach dość szybko.

Po dłużących się godzinach niepewności usiadłem na wskazanym miejscu tuż przy pomniku Rycerza Wyzwoliciela. Taka miejska legenda o człowieku, który pochwycił miecz w obronie swoich ziem. Prawda historyczna była okropnie nudna. Zapewne najeźdźcami byli Indianie, którzy wpierw otruli miejscową ludność jakimś dziwnym, halucynogennym specyfikiem. Według tej historii dzielny rycerz odparł atak demonów na wioskę.

-Niech pan nadal patrzy się przed siebie. - cóż za zbieg okoliczności. Po raz kolejny, gdy wprowadzam zamęt do mojej głowy, ktoś ukradkiem pojawia się i zaczyna dialog. Muszę z tym skończyć, bo kiedyś może to się dla mnie źle skończyć. Głupio umrzeć nie wiedząc nawet, że się umiera od przeszywającego skroń naboju.

-A więc to pan, który podaje się za mojego dziadka. - kątem oka nie potrafiłem dostrzec twarzy, którą skrzętnie zasłonił dzisiejszą gazetą. Widocznie mój wielbiciel lubił teatralne sztuczki, aby przechodnie myśleli, że się nie znamy. Tandetna magia.

-A ty jesteś z rozpoznaną schizofrenią. - wiedział o mnie dużo, nawet zbyt dużo. Po co taki człowiek jak on miałby się interesować takim beztalenciem jak ja? Cała ta historia nie trzymała się kupy. Brakowało mi pewnych elementów, aby to wszystko uporządkować. - Mogę jednak stwierdzić z całą świadomością, że diagnoza jest błędna.

-Co przez to rozumiesz?

-Dzisiaj niczego się nie dowiesz. - odrzekł tępym głosem – Jednak jeśli wszystko pójdzie dobrze to przy następnym spotkaniu otrzymasz wszelkie odpowiedzi na twoje pytania.

-Jaki jest warunek? - nigdy nie ma nic za darmo. Nie w tym świecie, szczególnie nie w tym mieście. Jeśli nie masz nic wartościowego co możesz sprzedać to znaczy, że jesteś na samym dnie piekła.

-Widzę, że znasz się na rzeczy. To dobrze, nie będę musiał tłumaczyć oczywistych rzeczy. - położył koło mnie telefon komórkowy – Po mieście grasuje kilku seryjnych morderców, kilkunastu zabójców, ale mnie interesuje jeden. Według oficjalnego śledztwa pan Rodgers popełnił samobójstwo. Tacy ludzie jak on tego nie robią. Nie zależy mi też na tym, aby wydawać mordercę na policje. Tą decyzję zostawiam tobie.

-Więc mam odnaleźć rzekomego mordercę i...?

-Wyślesz sms z nazwiskiem z tego telefonu, który leży na ławce. Jest w nim tylko jeden numer. Gdy odpowiesz prawidłowo, spotkamy się ponownie. Jeśli chybisz, nigdy mnie już więcej nie spotkasz. Zatem panie Knight, miłych łowów.

Tajemniczy człowiek zniknął zza linią drzew zostawiając mnie z dość intrygującym zadaniem. Sądziłem, że będę musiał podpisywać cyrograf z diabłem albo oddać chociażby nerkę, a tu jedynie muszę naprowadzić sprawiedliwość na właściwe tory. Interesujące. Może właśnie tą niecodzienną propozycją kupił moją uwagę. Uśmiechnąłem się szeroko. Oj tak, zamierzam się pobawić w jego grę. Chociaż wpierw może faktycznie zadzwonię do Arizony. Już czas.

---------
Dzisiaj zakończyła się 15letnia przygoda z Naruto. Chociaż od początku nie śledziłem jego historii to na całe szczęście kilka lat spędzonych ze sobą uważam za bardzo udane. Świetna historia, może trochę w banalny sposób zakończona, ale kto by o tym pamiętał. Kishimoto, dzięki za tą wspaniałą mangę!

11 komentarzy:

  1. tak zacznę od dupy strony wiele dziwnmych imion babskich słyszałam ale Arizona?? xd ale sam styl pisania zacny, łatwe pióro i zaciekawie czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wolno zapominać, że ta historia dzieje się w Ameryce i Arizona wcale nie jest takim dziwnym imieniem jak ci się wydaje. Chociażby imię takie występuje w Chirurgach.

      Usuń
    2. Arizona to dość powszechne imię w Ameryce :) tzn. nie jakoś specjalnie znane, ale nie budzi dziwoty, taka nasza Marcelina :)

      Usuń
    3. I ja jako zwolennik angielskich imion dla mnie te używane w Ameryce brzmią jakoś tak ładniej, może dlatego dla mnie nie ma żadnego zdziwienia w używaniu jakiegoś imienia z zachodu ;p

      Usuń
    4. kajam sie zatem;p nie znam się na imiennictwie amerykańskim lol;p

      Usuń
    5. Więc możesz to uznać za pierwszą lekcję;p

      Usuń
    6. o wielki dziękuję za łaske xd

      Usuń
  2. Ej.. każdy człowiek kochający pamiętaj o obowiązkach względem swojej miłości. Każdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy. To nazywałoby się miłością idealną, a takiej nie ma. Z drugiej strony obserwując otoczenie mógłbym wręcz stwierdzić, że kobiety wolą właśnie takich zapominalskich drani niż takich jak ja ;p

      Usuń
    2. Ech... każdy ma inny gust...

      Usuń
    3. Tu nie chodzi o gust poszczególnej osoby co po prostu o prawdopodobieństwo ogółu. Nie bez powodu mówi się, że kobiety lubią złych mężczyzn, ale nie oznacza to, że każda wybrałaby taki typ.

      Usuń