wtorek, 18 listopada 2014

Most upadłych

Zastanawialiście się jak kończą bogaci, którzy dorabiają się swojego majątku na cudzych nieszczęściach? Skaczą z mostu przygnieceni poczuciem winy? Brzmi pruderyjnie, przewidywalne i tak bardzo nieżyciowo. Nie oszukujmy się, pieniądze zagłuszają jakiekolwiek ludzkie odruchy więc tym bardziej byłem wstanie uwierzyć w słowa tajemniczego posłańca, że pan Rodgers nie popełnił samobójstwa. Cała ta historia przypominała dobrze wyreżyserowaną scenkę dla szarej masy. Przedstawienie trwa w obłudzie informacji.

Zanim zapadł wieczór, by usiąść przy „rodzinnym” stole wraz ze swoją dziewczyną jak czarna owca postanowiłem odwiedzić przeklęty most. Pieszczotliwie mieszkańcy nazywali go mostem upadłych, no bo w końcu grzesznicy spadają na samo dno piekielnych prowincji. Z akt udostępnionych mi przez dobrego znajomego z policji byłem wstanie odtworzyć ostatnie minuty z życia naszego bohatera.

Według świadków mężczyzna wspiął się na barierkę i po dłuższej chwili skoczył. Zadziwiające, że każdy rozpoznał go tylko po samej posturze. To było intrygujące, ponieważ ja stojąc w tym samym miejscu gdzie rzekomo zebrał się tłum gapiów nie potrafiłbym odróżnić twarzy nawet znanej mi osoby. Zabawne, a powiadają, że mam sokole oko. Tym bardziej to wszystko było pokręcone, że zdawałoby się, że nikomu to nie przeszkadza, że w tej sprawie jest tak wiele niedomkniętych drzwi kierujące na boczne alejki niedomówień.

Zaśmiałem się, gdy dostrzegłem nadlatującego kruka i zasiadającego na swoim, nowym tronie w miejscu, gdzie człowiek popełnił samobójstwo. Mając w pamięci wczorajsze igraszki z podziurawionym rozumiem sytuacja wyglądała na dość zabawną z mojego punktu widzenia. Zawsze byłem znany ze specyficznego, czarnego humoru. Jednak patrząc się na Haven City miałem wrażenie, że nie tylko ja potrafię dostrzec niecodzienne aluzje. Ktoś ewidentnie bawił się w klauna starającego się wykrzywić twarz miasta w przerażający uśmiech z dawnych koszmarów.

Ten niezwykły autoportret dorobił się kolejnego szczegółu, który zanika pod natłokiem codzienności. Nie oszukujmy się, ludzie mają w dupie problemy innych. Tak stworzyła nas natura. Jesteśmy źli, pełni nienawiści do samych siebie i w tej wiecznej grze pozorów od czasu do czasu ktoś pokazuje swe prawdziwe oblicze. Wtedy społeczeństwo przepełnione hipokryzją zrzuca taką jednostkę w otchłań z przypiętą plakietką mordercy. Cóż za wygodny mechanizm trzymający nas w objęciach systemu.

Kończąc swój zbędny monolog zauważyłem niepokojące ślady nad barierką. Zastanawiałem się czym są spowodowane rysy na konstrukcji mostu właśnie w tym miejscu. Pewnie do tej pory bym nie rozwiązał tę zagadkę, gdyby nie zbieg okoliczności. Ptak jak pomnik wczorajszego koszmaru podrzucił odpowiedź. W jego dziobie zauważyłem nić, którą próbował wyszarpnąć z rąk mrocznego pana samobójców.

Ledwie zauważalna, wzmocniona i idealnie nadająca się do magicznych sztuczek iluzjonistów. Chyba nie myśleliście, że lewitujący magicy naprawdę istnieją? To tylko skomplikowany system, aby oszukać ludzkie oko. No właśnie, aby stworzyć iluzję, którą przyjmie ludzki mózg za prawdę.

Balansując dosłownie na krawędzi życia i śmierci znalazłem po zewnętrznej stronie mostu dość niecodzienne ślady, które wskazywały na to, że ktoś jednak pomógł naszemu zmarłemu przyjacielowi wspiąć się na barierkę. Jednak ten ktoś zapomniał zebrać ze sobą wszystkich fantów tej niecodziennej zabawy. Nie było twardych dowodów na to, że ktoś faktycznie pomógł nieboszczykowi przeprawić się na drugą stronę, ale niepewność została zasiana.

Musiałem dowiedzieć się kto najwięcej zyskał na śmierci tego człowieka. Jakie wydarzenie nadciągające jak tsunami na Haven City spowodowało, że wśród elit zaczęła się krucjata, a śmierć obserwowała to wszystko z zaciekawieniem. Coś mi podpowiadało, że to nie będzie ostatnie ciało, które wyłowią z oceanu. Chociaż prawdę mówiąc znając historię mafijnych pojedynków dno już teraz jest przepełnione nieszczęśnikami, którzy mieli czelność zadrzeć z niewłaściwymi ludźmi.

Zastanawiające jak historia nie lubi przestojów, a intrygi schowane głęboko pod ziemią wypływają jak martwe ryby dryfując na oceanie politycznej gry. I w tym wypadku pierwszy trop zmroził moje żyły. W pewnym sensie ubarwiło to moją opowieść, a mnie samego pogrążyło w zadumę nad sensem tej gry. W moje ręce trafiła dzisiejsza gazeta rozpisująca się nad projektem... mojego ojca nad ponownym otwarciem Azylu. Co ciekawie rywalem przy pokerowym stole był zmarły pan Rodgers. Więc mój drogi ojcze, czy rzeczywiście zamordowałeś człowieka?

11 komentarzy:

  1. Kruki to chyba jakieś latające symbole...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kruki jako symbole są świetne, chociaż trochę staromodne. Jako, że luźna kontynuacja tego co działo się w książkach to nie mogło zabraknąć również i tego elementu ;)

      Usuń
    2. Brrr, kruki zawsze wydawały mi się co nieco złowieszcze. Teraz już wiem dlaczego

      Usuń
    3. A dla mnie zawsze były po prostu tak cholernie tajemnicze... ;)

      Usuń
    4. W wielu wierzeniach kruki są związane z tajemniczymi, mrocznymi siłami. Niekiedy wręcz piekielnymi. Są też wierzenia, że kruki potrafią poruszać się po wymiarach żywych jak i umarłych. Ogólnie jeśli chodzi o symbolikę to jest całą gama - do wyboru do koloru. A jako zwierzęta to są całkiem inteligentne ;]

      Usuń
    5. Otoż to. Choć ja właśnie nie uważałam ich nigdy za coś mrocznego. Wolałam określenie "tajemniczy". Choć mogą budzić lęk, oj mogą...

      Usuń
  2. hm czemu wszyscy w książkach mrocznych skaczą z mostów tak apropo ja się pytam? a nie np z dachu?;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem czy tak często to się pojawia w książkach? Niektórzy po prostu sobie strzelają w głowę;p

      Usuń
    2. często! wielki most głęboka woda chlup chlup i po człeku;p i potem trupek gnije se w wodzie;p

      Usuń
    3. To ja musiałem takich książek unikać, bo nie znam zbyt wiele tytułów gdzie ktoś próbuje popełnić samobójstwo skacząc z mostu;p

      Usuń
    4. samotnosc w sieci czytales?:D

      Usuń