niedziela, 30 listopada 2014

Grzechy ojca (1/2)

Czas ma to do siebie, że pędzi nie odwracając się zza siebie. Nie czeka, nie tęskni i nigdy nie ma dość tej całej pogoni za nim. Więc zanim przyszedł wieczór i kolacja w sztucznej atmosferze rodzinnego ciepła zdołałem chwycić garść niepokojących faktów na temat potęgi mojej rodziny. Od czasów zaginięcia dziadka nikt w tej rodzinie nie był nienagannie czysty. Coś wisiało nad nami jak piętno odciśnięte w mitycznych czasach. Niektórym to przeszkadzało jak mi, ale inny starali się wykorzystać okazję do rozwoju niczym mój ojciec.

Opis postaci zaczynał się drętwo jako szanowany obywatel tego miasta. Tylko czy ktokolwiek normalny chciałby tytuł w tak chorym miejscu? I czy to nie znak naszych czasów, że właśnie ci, teoretycznie czcigodni, okazują się być tymi, na których uważać trzeba najbardziej? Nie miałem jednak dowodów. Tym bardziej, że nienawiść jaką darzyłem ojca mogła wpływać na moją ocenę sytuacji, a mając na uwadze jeden strzał, nie mogłem się pomylić.

Nie miałem zatem żadnego wyboru jak zakraść się do gabinetu i odszukać ewentualnych poszlak. W sumie zabawnie się złożyło. W dzieciństwie zawsze obawiałem się tego pomieszczenia. Dla młodego szczyla wydawał się być przesiąknięty czymś złym. Cienie układały w głowie dziecka posępne wizje. Wyobraźnia budziła demony, które biegały po pokoju wydając przy tym ciche jęki. Nigdy dobrowolnie za czasów dzieciństwa nie przekraczałem progu.

Nie było tajemnicą, że pan Knight rywalizował o kontrakt przy ponownym otwarciu Azylu. Jeszcze jedno mroczne miejsce na mapie Haven City. Gęsta jak śmietana atmosfera otulała gotyckie budowle, które straszyły swoim wyglądem. Nawet samotna droga usiana wierzbami niepokoiła wytrwalszych. Ze względu na nielegalne praktyki – mówiąc ściślej niebezpieczne eksperymenty – Azyl został zamknięty definitywnie pod koniec lat osiemdziesiątych. Mit jednak pozostał, a niedawna śmierć pana Rodgersa tylko wzbogacała wyobraźnię.

Oglądając śliczną Arizonę jak próbuje przypodobać się władcy tego domu robiło mi się żal. Zawsze chciała dopasowania. Nigdy nie rozumiała, że jej magia pochodziła od tego, że jest tak bardzo zepsutym puzzlem. Unikalna o zbyt dobrym sercu jak na to miasto. Może właśnie dlatego zostaliśmy parą, bo w żadnym wypadku na pierwszy rzut oka do siebie nie pasujemy. Jednak ty nasze spojrzenia się krzyżują w powietrzu aż roi się od wyładowań. Iskrzy namiętność.

Niestety rozmyślania miłosne musiałem odłożyć na bok. Wiedząc, że gabinet i łazienka znajdują się na piętrze postanowiłem się udać w nieznane. Wykorzystać fakt, że wszyscy domownicy są w jednym pomieszczeniu i nikt nie pilnuje legendarnej komnaty tajemnic. Uniosłem swój zad z krzesła przyozdobionego w wężowe głowy i ruszyłem na przygodę.

Nie czułem się źle, że podejrzewam własną rodzinę o morderstwo. Bardziej interesowało mnie to co z ewentualną wiedzą powinienem zrobić. Może nawet ja nie jestem aż takim zimnym draniem jak staram się przedstawić? Znikając z oczu pogrążałem się tym bardziej w cieniu swoich wątpliwości. Cholera – nie teraz.

Drzwi zaskrzypiały z niezadowolenia, gdy chwyciłem za pozłacaną klamkę. Dreszcze wbiły się pazurami w ciało. Cóż, jeden krok już wykonałem, głupio tak teraz odpuścić. Wewnątrz spotkałem znajomy widok. Nic się nie zmieniło przez tyle lat. Na środku stało stylizowane na elżbietański styl biurko uginające się pod stosem dokumentów. Ściana naprzeciwko mnie skrzętnie schowana była przed wzrokiem niegodnych poprzez niezliczoną ilość książek poukładanych na półkach w systemie alfabetycznym.

Na obu krańcach tej samej ściany straszyły posągi uśpionych aniołów trzymających miecze skierowane ostrzem w podłogę. Na samej górze natomiast zawieszony był wąż zjadający własny ogon – Uroboros – na tle tak jakby odwróconej swastyki. Był oczkiem w głowie dla mojego ojca. Ogólnie można rzec, że staruszek miał fascynacje wężami. Uwielbiał czytać mity opowiadające o tych śliskich znajomych.

To była też chyba jedyna rzecz, którą wbił mi do głowy zza młodu mój niegdysiejszy pan i władca. Kochałem czytać mity, legendy i opowiadania o nadprzyrodzonych istotach. Sporo też czasu poświęciłem zgłębiając wiedzę o czarnej magii, demonologii i nie zawsze grzecznych aniołach. Fascynowało mnie to, że jest aż tyle historii o upadłych aniołach, które rzekomo nigdy upaść nie mogą.

-Nie myślałem, że ktoś wynajmie mojego, własnego syna, aby mnie szpiegować. - usłyszałem głos zza pleców. Cóż za niekomfortowa sytuacja, w której się znalazłem. Rozmowa zapowiadała się na iście groteskową tragikomedię.

4 komentarze:

  1. tatauś spuści manto za węszenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie co się wydarzy w następnym odcinku;p

      Usuń
    2. będzie psychiczny terror o :D ;p

      Usuń
  2. Kurcze, ładnie to napisałeś, że czas nie tęskni...

    OdpowiedzUsuń