środa, 29 października 2014

Dziedzictwo Michaela Knighta

Powrót do miasta grzechu był jak siarczysty liść prosto w mordę. Potrafił postawić nawet trupa na równe nogi. Gdzieś w oddali umysłu ktoś nucił melodię szaleństwa: hej, niech mrok pochłonie ciebie. Hej, wykąp się w balii skorumpowanych myśli. Przesiąknij zgnilizną, która powoli chłonie twoje ciało. Hej! Nie opuszczaj nas przeklęty!

-Przystojniaku? To ty? Co tutaj robisz? - niefortunny tok myślenia przerwała mi jedyna osoba z tej całej przeklętej rodziny, którą szanowałem; przybrana siostra Rebecka. Byłem równie zdziwiony jej reakcją jak ona sama na mój widok. Aż za takiego drania mnie uważała, że nie przyjdę na pogrzeb własnego ojca? Po części miała rację, niechętnie i tylko za namową mojej dziewczyny tutaj przyszedłem, ale... w końcu jestem.

-Dlaczego miałbym nie przyjść na pogrzeb własnego... - to jednak nie był zimny, jesienny wiatr pobudzający moją chorą wyobraźnię. Coś tliło się w powietrzu, a sępy krążyły nade mną. Za jej plecami zauważyłem zbliżającego się ojca. On żyj, ten chuj żył. Nie potrzebowałem zbyt dużo czasu, aby to wszystko połączyć. Ktoś chciał, abym na nowo poczuł smak Haven City.

-No proszę. Widocznie ktoś się pomylił. Pewnie chciałbyś ujrzeć mnie w tej trumnie niż pana Rodgersa? - moje stosunki z panem domu nigdy nie były dobre. Został wychowany na tyrana, który nie lubi sprzeciwu. Natomiast ja posiadam buntowniczą duszę. Nie trudno było się domyśleć jaka atmosfera panowała w czterech ścianach. Wojna, wojna nigdy się nie zmienia.

-Szczęśliwa rodzinka znowu w komplecie. - odrzekłem z pogardą. Nie byłem rodzinnym człowiekiem. Nie nosiłem w sobie bezwarunkowej miłości do rodzicielstwa. Wręcz przeciwnie, z wiekiem nabyłem pewnych mechanizmów. Każdy musi zasłużyć na szacunek i oddanie, nawet, a może i przede wszystkim rodzice. On co najwyżej zasłużył na porządne obicie tej szyderczo uśmiechniętej twarzy.

Zanim jednak ta dramaturgia rozgościła się na dobre ktoś nieśmiało przerwał pojednanie. Niewysoki, szczupły chłopak, który nie pasował do tego towarzystwa wzajemnej adoracji. Nie był to typowy pogrzeb. Było to raczej przedstawienie dla wyższych sfer rządzących tym miastem, gdzie załatwiano brudne interesy. Nikt z nich tak na dobrą sprawę nie interesował się losem biednych i potrzebujących. Prawdę mówiąc wszędzie tak jest, ale tutaj ta postawa przybrała specyficznego kształtu.

-Przepraszam, że przeszkadzam, ale mam list do pana Knighta. - jego oczy nie potrafiły znaleźć na dłużej spokojnej przystani. Wędrowały bez celu w poszukiwaniu zagubionego życia. Potrafiłem z łatwością rozpoznać narkomana. Więc kto taki jak on mógłby mieć interes do mojego ojca?

-Chyba pomyliłeś rodziny chłopcze, bo nie załatwiamy interesy z takimi jak ty. Spadaj kundlu. - jak zwykle niezmienny był mój tatuś. Szumowina, która została wyklęta przez własną matkę. Natasha Knight nie mogła się pogodzić z tym, że wychowała takie monstrum. Biedna babcia, przez tyle lat musiała żyć bez dziadka, który zaginął jeszcze przed narodzinami jego syna.

-Jestem pewien, że się nie pomyliłem. Mam doręczyć ten list dla pana Gabriela Knighta. - zagadka nabiera kształtów. Tajemnica uwodziła moje zmysły. Mój umysł, chociaż powoli popadający w obłęd, nie lubił stagnacji, a ja z chęcią chciałem podnieś rzuconą mi rękawicę.

Otworzyłem kopertę i wyciągnąłem na światło dzienne jedno zdanie. Na chwilę świat stał się szary, praktycznie bezbarwny, ale jakże wciągający. Ta dopiero co budująca się intryga nakręcała mnie. Czułem jak w żyłach płynie rozbudzona krew. Oczy zapaliły mi się jak fajerwerki na sylwestra. To był dopiero powrót do Haven City. Schowałem list do kieszeni, pożegnałem się i odszedłem z cmentarza zastanawiając się co będzie dalej w scenariuszu.

W mojej głowie wypaliło się to jedno zdanie jak przestroga i zachęta równocześnie. Kilka słów wplątanych w dramaturgię. Ktoś wiedział jak mnie rozpalić. Wystarczył prosty przekaz; "Niedługo się spotkamy. Michael Knight".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz