sobota, 19 kwietnia 2014

Keelah se'lai.

Zbierało to we mnie od dłuższego czasu. Blog nie jest już miejscem, którego niegdyś tak pragnąłem. Brak w nim w sumie jakiejkolwiek dyskusji, nie mówiąc już o przyzwoitym poziomie. Spoglądając w przeszłość wiem, że nie ma sensu ciągnąć czegoś co nie przynosi korzyści. Kiedyś to była rozmowa, często na poważne tematy - dziś to w sumie pustkowie z bezmyślnymi echami dawnych dni. Tym bardziej, że prowadzenie bloga dla samego istnienia nie przynosi żadnej frajdy ani upragnionego spokoju ducha.

Można powiedzieć, że historia zatoczyła okrąg. Po wielu zlotach i upadkach przyszedł czas na ostateczne pożegnanie. Kończę tak jak zaczynałem - samotny pośród głębi oceanu. Aż dziwne, że kiedyś moje teksty przyciągały naprawdę ogromną ilość ludzi chętnych do zostawienia swych myśli. To było coś pięknego i niepowtarzalnego. Taka magia przesiąknięta słowami i poglądami.

Wiele również wydarzyło się na blogach, co w późniejszym etapie zaowocowało niesamowitymi historiami w realnym świecie. Prawdę mówiąc zawsze starałem się być szczery wobec siebie i innych. Wiem również, że słowa te przeczytam przede wszystkim ja i jakiejś zaginione dusze pośród tysiąca innych, podobnych stron. Jednak lubię zamykać sprawy oficjalnie z małą nutką podniosłych słów. Nic nie umiera samo, zawsze trzeba pociągnąć za spust. Zatem, aby nie przeciągać tego krwawienia jestem zmuszony popełnić blogową eutanazję. Dla swojego dobra i spokoju ducha.

Dziękuję zatem w tym miejscu każdej osobie, która zawędrowała w to miejsce i w każde poprzednie zostawiając przy tym swój ślad. Za każdą dyskusję, wymianę zdań i poglądów. Za znajomych, którzy odeszli targani przez nieubłagany czas. To były dobre lata pełne werwy i siły twórczej. Niezbyt często też towarzyszyła mi radość, ale i smutek może być piękny. Tak to był piękny okres, a to jest piękny dzień na "śmierć".

Dlatego żegnam wszystkich, których kiedykolwiek poznałem i miałem poznać. Nigdy nie mów nigdy - tak powiadają - jednak w środku czuję, że raczej już nie wrócę do blogowania. Ludzie się zmienili, a potrzeby zostały. Ja zostałem na skraju własnych myśli. Będę tam czekał na lepsze dni, na upragnione szczęście, które od moich urodzin nie może znaleźć drogi do mego serca. Z wiarą na ramieniu i z lichą nadzieją w sercu oczekiwać będę na magią. Zatem... Keelah se'lai, moi drodzy, keelah se'lai.

7 komentarzy:

  1. nie żegnaj się z nami... tak nie można!

    OdpowiedzUsuń
  2. Można, oczywiście, że można. I w życiu nie czytałam ładniejszego pożegnania na blogu.
    Choć trochę mi Ciebie, Magik będzie brakować.
    Ale do zobaczyska na wtw! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. wrócisz... od bloga się nie ucieknie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. już parę razy opuszczałeś bloga....
    przykro :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty odszedłeś, ja wróciłam... ale jeśli czujesz, że tak właśnie powinno być, to nie ma sensu się męczyć. Nie mniej jednak szkoda, że skończyłeś z blogowaniem :)

    OdpowiedzUsuń